Izrael: Po przeliczeniu 99 proc. głosów Likud wygrywa, ale bez większości koalicyjnej

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
4 marca 2020, 10:11
Po przeliczeniu 99 proc. głosów prawicowy Likud premiera Izraela Banjamina Netanjahu zdobył 36 mandatów w poniedziałkowych wyborach do 120-miejscowego Knesetu. Z sojusznikami prawicowymi i religijnymi uzyskał 58 mandatów, ale to wciąż za mało, by stworzyć większościową koalicję.

Centrolewicowy sojusz Niebiesko-Białych byłego szefa sztabu generalnego Beniego Ganca uzyskał 33 mandaty. Na trzecim miejscu uplasowała się Zjednoczona Lista, czyli sojusz czterech partii arabskich, z 15 mandatami.

W bezprecedensowych trzecich w ciągu roku wyborach parlamentarnych w Izraelu do stworzenia większościowej koalicji (61 mandatów) Netanjahu brakuje zatem trzech mandatów. Ugrupowania, na których poparcie może liczyć przy formowaniu koalicji, to: Sefardyjska Partia Strażników Tory (Szas) – partia ortodoksyjnych Żydów sefardyjskich (9 mandatów), Zjednoczony Judaizm Tory (Jahadut Hatora) – blok skupiający ortodoksyjne partie religijne (7 mandatów) i Jamina (Prawica) - powstały przed wrześniowymi wyborami sojusz partii prawicowych i skrajnie prawicowych (6 mandatów).

Przedstawiciel Niebiesko-Białych Ofer Szelah powiedział w środę w radiu, że sojusz nie stworzy rządu jedności narodowej z Likudem pod przywództwem Netanjahu. Powtórzył wcześniejsze deklaracje Ganca, że Niebiesko-Biali nie wejdą do rządu jedności narodowej z Likudem w sytuacji, gdy na jego czele stoi oskarżony o korupcję, defraudacje i nadużycie zaufania Netanjahu.

Szelah oświadczył, że jeśli po zakończeniu liczenia głosów okaże się, że prawicowo-religijny blok utrzyma 58 mandatów, Niebiesko-Biali "będą szybko działali, aby zebrać blok 61 mandatów, żeby przeciwstawić się rządowi na czele z Netanjahu". "Robimy, co możemy, żeby stworzyć rząd bez udziału Netanjahu" - zaznaczył.

W Izraelu misję sformowania rządu prezydent powierza niekoniecznie zwycięzcy wyborów, lecz temu, kto jest w stanie stworzyć większościową koalicję.

Ganc skupia wokół siebie elektorat centrowy i lewicowy. Powstała w styczniu br. wspólna lista Izraelskiej Partii Pracy (Awoda), centrowo-socjalnej partii Geszer i lewicowej partii Merec uzyskała w poniedziałkowych wyborach 7 mandatów. Niebiesko-Biali mogliby liczyć na wsparcie Zjednoczonej Listy (15 mandatów), aczkolwiek nigdy w historii izraelskiego parlamentaryzmu partie arabskie nie weszły do koalicji rządowej. Przy takim wsparciu centrolewicowy blok miałby 55 mandatów.

Języczkiem u wagi jest znów partia Nasz Dom Izrael (Israel Beiteinu) Awigdora Liebermana, która reprezentuje kombinację "jastrzębich" poglądów w sprawach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz świeckich poglądów w sprawach religijno-świeckiego rozdziału państwa. Ugrupowanie to zdobyło siedem mandatów.

Po poniedziałkowych wyborach powtarza się zatem sytuacja, jaka nastąpiła po przedterminowych głosowaniach w kwietniu i we wrześniu - ani Netanjahu, ani Gancowi nie udało się sformować ani większościowej koalicji, ani rządu jedności narodowej, co w konsekwencji doprowadziło do rozpisania kolejnych wyborów. (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj