Szczególnie wtedy, gdy nastroje na rynkach globalnych dalej będą się pogarszać.

O godzinie 08:30 za euro trzeba było zapłacić 4,5302 zł, dolar kosztował 4,1710 zł, a szwajcarski frank 4,3035 zł. We wszystkich trzech przypadkach były to poziomy zbliżone do tych z końca wtorkowych notowań, gdy po osłabieniu w pierwszej połowie dnia, polska waluta w drugie jej połowie zdołała częściowo zminimalizować straty, kończąc jednak dzień nieznacznym osłabieniem.

Środa może przynieść odwrócenie tego scenariusza. Widoczna na rynkach globalnych lekka poprawa nastrojów względem dnia wczorajszego, ma szanse rano w sposób umiarkowany wspierać notowania złotego. Przynajmniej do godziny 10:00, gdy Główny Urząd Statystyczny opublikuje marcowe dane o sprzedaży detalicznej. To wówczas okaże się, jak mocno epidemia koronawirusa ograniczyła konsumpcję w Polsce. Oczekuje się, że w marcu sprzedaż spadła o 4% w stosunku do marca 2019 roku, po tym jak jeszcze w lutym rosła ona o 9,6%. 

Znacząco głębszy spadek sprzedaży będzie miał negatywne przełożenie na złotego. Niewielkie odchylenie danych od rynkowego konsensusu pozostanie bez wpływu. Zauważalnie lepsze dane, w tym ewentualna dodatnia roczna dynamika sprzedaży, złotego umocni.

Ryzyko osłabienia polskiej waluty pojawi się w drugiej połowie środowych notowań. Jak się bowiem wydaje, obserwowane w ostatnim czasie pogorszenie klimatu inwestycyjnego na świecie, napędzane m.in. przez gwałtownie taniejącą ropę i obawy o wyniki globalnych koncernów w okresie pandemii, jest trwalszą tendencją. Stąd też nastroje w drugiej połowie dnia powinny być zasadniczo gorsze niż rano, przekładając się na wzrost awersji do ryzyka oraz słabsze zachowanie złotego.  

>>> Czytaj też: Kryzys naftowy niczym druga pandemia. Załamanie cen ropy to dopiero początek problemów