Działalność w Polsce ograniczył Impexmetal, Huta Szopienice przeniosła się do Brazylii, a o ucieczce poza granice Unii myślą ZA Puławy i KGHM. Takich firm będzie coraz więcej. Powody ograniczania działalności w Polsce to ostra polityka energetyczna UE i restrykcyjny system handlu emisjami dwutlenku węgla. Jest on tak kosztowny, że cena energii wykorzystywanej do produkcji szybko rośnie. Zdaniem prof. Krzysztofa Żmijewskiego, sekretarza generalnego Narodowego Programu Redukcji Emisji, za kilka lat produkcja w sektorach energochłonnych i wysokoemisyjnych w Polsce będzie nieopłacalna.

Coraz drożej

Wie o tym Impexmetal, który przestał produkować aluminium. Firma wycofała się z jego wytwarzania w hucie w Koninie z powodu ponad 50-proc. wzrostu cen energii elektrycznej w 2009 r. Impexmetal z producenta stał się importerem. Dziś sprowadza aluminium spoza obszaru objętego polityką klimatyczną. Z tego samego powodu Huta Metali Nieżelaznych Szopienice przeniosła w 2010 r. produkcję do Brazylii. Zdemontowano walcownię w Polsce i sprzedano brazylijskiej spółce Paranapanema.

>>> Czytaj też: Redukcja CO2 obniży polski PKB, podniesie bezrobocie i wywinduje ceny prądu

Zjawisko zamykania, likwidowania lub przenoszenia wysokoemisyjnej i energochłonnej produkcji do innych regionów świata, gdzie koszty korzystania ze środowiska są niższe, nosi nazwę „carbon leakage”. Wkrótce w Polsce stanie się ono powszechne. – Intensywność carbon leakage zależeć będzie od ostatecznej ceny uprawnień do emisji CO2, a jak sądzę, będzie ona wysoka – mówi „DGP” prof. Krzysztof Żmijewski.

Cena uprawnień będzie rosła. Dziś za pojedyncze uprawnienie do emisji tony CO2 trzeba zapłacić 14 – 15 euro. Prognozy zakładają, że w ciągu kilku lat ceny wzrosną do 29 – 40 euro. A to znaczy, że zdrożeje energia. Koszt 1 MWh wzrośnie w najlepszym wypadku o 30 zł. Szacunki mówią o podwyżkach sięgających ponad 130 zł/MWh. – To oznacza ponad 60-proc. podwyżkę. Żadna firma energochłonna tego nie przeżyje – podkreśla prof. Żmijewski.

Według czarnego scenariusza z Polski zaczną masowo uciekać kolejne przedsiębiorstwa. Konsekwencją będzie wzrost bezrobocia, twierdzą eksperci Instytutu im. E. Kwiatkowskiego, autorzy raportu „Zagrożenie problemem Carbon Leakage w Polsce”. – Zamknięcie tych sektorów to dodatkowy 2-proc. wzrost bezrobocia. Uwzględniając efekt domina, czyli to, że jedno miejsce pracy w przemyśle generuje miejsca pracy w usługach czy transporcie, można przyjąć, że wzrost ten będzie jeszcze większy – dodaje Żmijewski.

Kosztowny węgiel

Na liście zagrożonych ucieczką poza obszar objęty restrykcjami emisyjnymi są sektory zajmujące się produkcją materiałów budowlanych i konstrukcyjnych, wapna i cementu. Udział energii w kosztach produkcji sięga tu 22 – 25 proc.

Problem dotknie też producentów papieru, tektury, a także górnictwa rud metali i ciężkiej chemii. Nic dziwnego, że KGHM czy Zakłady Azotowe Puławy zastanawiają się nad inwestycjami poza UE. O ograniczeniu działalności w Polsce zaczynają mówić też producenci papieru. Co ciekawe, bardziej atrakcyjne od naszego kraju stają się dla nich inne gospodarki Unii.

>>> Czytaj też: Rozwój energetyki odnawialnej pozwoli ograniczyć emisję CO2

Powodem są ustalone przez Brukselę limity emisji CO2 na podstawie tzw. benchmarków. Obliczono je dla całej Unii, a nie dla poszczególnych krajów. Benchmarki odzwierciedlają emisje 10 proc. najbardziej wydajnych instalacji w UE w latach 2007 – 2008. Komisja przyjęła za podstawę tzw. benchmark gazowy, odmawiając tym samym zróżnicowania według paliwa (gaz, ropa i węgiel), czego domagała się Polska. – W efekcie każda jednostka, czy to papier, czy tektura, będzie potrzebowała większej ilości emisji ze względu na korzystanie przez Polskę z węgla. Nasz przemysł przestanie być konkurencyjny nie tylko poza Unią, lecz też w ramach Wspólnoty – twierdzi Janusz Turski, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Papierników Polskich. Już teraz niektóre zakłady w Niemczech czy Austrii produkują część artykułów papierniczych taniej niż Polska.