Fed zdecyduje o wzroście w krajach wschodzących

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
11 kwietnia 2011, 22:12
Rynki wschodzące w dziwny sposób rozpoczęły ten rok. Po spadku, który był logiczną konsekwencją zawirowań na Bliskim Wschodzie w połowie stycznia i skoku cen ropy, akcje i obligacje nominowane w walutach obcych wyraźnie się odbiły.

Przy cenie ropy Brent przekraczającej 120 dolarów za baryłkę, co stanowi 24-procentowy wzrost od grudnia, i biorąc pod uwagę zamieszki w Libii, na Wybrzeżu Kości Słoniowej i w innych krajach, sześcioprocentowy wzrost indeksu MSCI dla rynków wschodzących (EM) i ponad jednoprocentowy wzrost indeksu JPMorgan EMBI dla obligacji EM wydaje się zaskakujący.

Tymczasem nie zniknęły obawy o wzrost inflacji w Chinach, Indiach, Brazylii i innych gospodarkach rozwijających się. Podobnie nadal nie wiadomo, co się wydarzy, gdy amerykańska Rezerwa Federalna zakończy w czerwcu swój program łagodzenia ilościowego, zwanego w skrócie QE2 i ponownie rozważy politykę superniskich stóp procentowych, prowadzoną od grudnia 2008 roku.

>>> Czytaj też: Soros stawia przyszłość Chin pod znakiem zapytania

– To, co ma obecnie największe znaczenie, to oczywiście normalizacja polityki stóp procentowych w USA. Istnieje zagrożenie dla wszystkich ryzykownych aktywów, w tym aktywów z rynków wschodzących – mówi Kevin Daly, zarządzający portfelem EM w brytyjskim funduszu Aberdeen Asset Management.

– Aktywa EM są aktualnie doskonale wycenione. Jeżeli obecna sytuacja się pogorszy, aktywa EM staną się pierwszą ofiarą końca QE2 – mówi Alain Bokobza, szef ds. alokacji aktywów we francuskim banku Societe Generale.

EPFR, firma śledząca przepływy funduszy, szacuje, że od czasu, gdy Fed w listopadzie ogłosił QE2, na giełdy rynków wschodzących napłynęło 46 miliardów dolarów, a na rynek obligacji 12 miliardów dolarów. Od lutego z giełd rynków wschodzących odpłynęło 15 miliardów dolarów, co świadczy o zmianie nastrojów i większej wahliwości. Odpływ z rynku obligacji był dużo mniejszy i wyniósł miliard dolarów.

>>> Czytaj też: MFW nie wierzy w najzamożniejszych. Tnie prognozy wzrostu gospodarczego

Niedźwiedzie twierdzą, że cena ropy może utrzymać się na wysokim poziomie, zwiększając presję inflacyjną, która i tak jest już plagą gospodarek rozwijających się – przez co banki centralne będą musiały zaostrzyć politykę monetarną.

Optymiści twierdzą, że odrodzenie gospodarcze w USA wcale nie jest pewne, więc Fed nie będzie się spieszył z podwyższaniem stóp procentowych. Dalsze inwestowanie w rynki wschodzące ma więc sens. Nawet jeżeli ogólne zwroty nie będą spektakularne, poszczególne inwestycje w akcje lub waluty mogą być opłacalne.

– Zmieniliśmy perspektywę z optymistycznej na pesymistyczną w grudniu 2010. Teraz jesteśmy neutralni, bo widzimy dwutorowe zagrożenie. Oczekujemy różnych scenariuszy, jeżeli chodzi o poszczególne kraje i rynki – mówi Nick Chamie, analityk z kanadyjskiego RBC.

Dla wielu inwestorów kluczową kwestią pozostają USA. Jeżeli Ameryka odrodzi się szybko, Fed może podnieść stopy procentowe wcześniej, niż się tego oczekuje, powodując potencjalnie ucieczkę od ryzykownych aktywów, w tym rynków wschodzących.

48 mld dol. napłynęło na rynki wschodzące od listopada 2010 r.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: FT
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj