"FT": Niższy rating Francji nie musi wywołać paniki na rynkach

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
16 stycznia 2012, 15:00
Wieża Eiffela, fot. Andrey Yurlov
Wieża Eiffela, fot. Andrey Yurlov /ShutterStock
Decyzja agencji S&P o obniżeniu ratingu Francji nie jest niczym niespodziewanym.

Jednak chociaż może ona pokrzyżować wysiłki strefy euro mające ograniczyć kryzys zadłużeniowy, nie jest to koniec świata. Najbardziej prawdopodobnym i oczekiwanym z największą nadzieją scenariuszem jest to, że obniżka kredytowej wiarygodności Paryża nie będzie miała większego przełożenia na rynki.

>>> Czytaj też: Pozycja Francji słabnie. Polski rośnie. Co zrobią Niemcy?

Zmiany ratingu są same w sobie bez znaczenia: nie oznaczają ujawnienia żadnych nowych informacji. S&P w pewnym stopniu sama to przyznała, ujawniając metodologię oceny stanu finansów Francji, która bazowała na samych oczywistych przesłankach. Tak naprawdę każdy z nas może ich użyć do oceny ryzyka niewypłacalności konkretnego państwa. Jeżeli jednak zmiany ratingów mają wpływ (na który nie zasługują), to dzieje się tak dlatego, że rządy namaszczają je do tej roli przez formalne regulacje i retoryczny fetyszyzm.

W przypadku Francji głównym fetyszystą był jeszcze do niedawna prezydent Nicolas Sarkozy, który upierał się przy nienaruszalności francuskiego potrójnego A. Widząc jednak, w którą stronę wieje wiatr, zmienił ostatnio kurs na udawaną obojętność. Jedynym przegranym w związku z obniżeniem ratingu Paryża jest więc sam Sarkozy: jego pozycja na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi ulegnie osłabieniu i będzie też coraz słabsza w rozgrywkach negocjacyjnych w strefie euro.

>>> Czytaj też: Fitch: demokratyczne protesty mogą zaszkodzić ratingowi Rosji

Poza tym efekt zmiany ratingu na eurostrefę może być ograniczony. Francja utrzymuje finanse publiczne pod kontrolą, a obniżka ratingu o jeden stopień przez jedną agencję nie musi zwiększyć kosztu pożyczek – jak przekonały się o tym w sierpniu ubiegłego roku USA. Główną ofiarą decyzji wymierzonej w Paryż może być utracenie potrójnego A przez Europejski Instrument Stabilności Finansowej (EISF). Jednak i to nie musi okazać się w konsekwencji takie złe. Jeżeli strefa euro zaakceptuje rating podwójnego A dla swojego funduszu ratunkowego, może to oznaczać zniesienie dobrowolnego ograniczenia w zdobywaniu funduszy (miałby inwestować w obligacje państw tylko z potrójnym A), które mają być przeznaczane na pomoc dla krajów pogrążonych w finansowych tarapatach.

Rządy strefy euro powinny teraz skoncentrować się na wypracowaniu skutecznej odpowiedzi mogącej zniwelować skutki decyzji S&P. To oznacza przede wszystkim przyspieszenie prac nad wprowadzeniem w życie uzgodnionych instrumentów finansowych. EISF musi być także budowany w większej skali i już dziś powinno się tworzyć jego następcę. Zasadnicze znaczenie ma to, aby rządy strefy euro zaprzestały sprzeczek. Liderami działań naprawczych powinny teraz zostać państwa eurostrefy z ratingiem potrójnego A. Ale Francja wciąż ma tu wiele do powiedzenia.

© The Financial Times Limited 2012. All Rights Reserved

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj