Szef fińskiego parlamentu Eero Heinaeluoma rozpoczynający w sobotę wizytę w Polsce uważa, że pragmatyczne podejście do polityki pomaga Finlandii wprowadzać trudne reformy.

Przewodniczący Eduskunty (parlamentu) spotka się z marszałek Sejmu Ewą Kopacz, wygłosi wykład na Uniwersytecie Warszawskim, odsłoni w Warszawie kamień poświęcony fińskiemu marszałkowi Carlowi Gustafowi Mannerheimowi oraz odwiedzi Kraków i Muzeum Auschwitz-Birkenau.

PAP: Jaki jest polityczny cel pana wizyty w Polsce?

Reklama

Eero Heinaeluoma: Od wielu lat współpraca między naszymi krajami układa się dobrze, ale muszę przyznać, że nie wykorzystujemy całego potencjału. Chciałbym, aby nastąpiło nowe otwarcie w naszych relacjach. Przypomnę, że rok temu premierzy Finlandii i Polski podpisali w Warszawie umowę o współpracy.

PAP: Co w praktyce ma oznaczać nowe otwarcie we wzajemnych stosunkach?

E.H: Zacieśnienie współpracy gospodarczej. W Polsce spotkam się przedstawicielami działających w waszym kraju fińskich firm. Chcę dowiedzieć się, w jaki sposób my, politycy, w Finlandii i w Polsce, moglibyśmy im pomóc. Nam wszystkim zależy na zwiększeniu wymiany handlowej między oboma krajami, która wynosi w tej chwili mniej więcej 3 miliardy euro rocznie, a wartość ta mogłaby być dwa razy większa. Widzę nowe możliwości w tym zakresie.

Inną kwestią, o jakiej rozmawiać będę w Polsce, jest współpraca naszych parlamentów. Chodzi zwłaszcza o rolę parlamentów narodowych w Unii Europejskiej. W Europie wciąż mamy dyskusję na temat. Fiński parlament ma silną pozycję i pełni ważną rolę w nadzorowaniu polityki europejskiej. My w Finlandii jesteśmy z tego systemu bardzo zadowoleni.

Interesujące, że jeśli spojrzy się na wyniki sondaży opinii publicznej, to jest dużo większe poparcie i zrozumienie dla działań UE tam, gdzie parlament narodowy pełni ważną rolę w nadzorowaniu polityki UE.

PAP: Podczas wizyty w Polsce odwiedzi pan Muzeum Auschwitz-Birkenau. Czy Finlandia zasili fundusz wieczysty Fundacji Auschwitz-Birkenau, z którego finansowane są prace konserwatorskie w byłym niemieckim obozie?

E.H: Dla mnie osobiście to jest ważna wizyta; to miejsce to część historii Europy. Jestem zaszczycony, że będę mógł przekazać w Polsce informację, że podjęliśmy decyzję o wsparciu tego funduszu.

PAP: W Europie najważniejszym tematem jest kryzys ekonomiczny. Finlandia ma dobre doświadczenia we wprowadzaniu trudnych cięć i reform. Jaka jest recepta na sukces?

E.H: Doświadczenie nauczyło nas, że lepiej przeprowadzać reformy wcześniej, niż czekać aż kryzys rzeczywiście nas dotknie. W Finlandii wciąż pamiętamy o wydarzeniach z początku lat 90., kiedy mieliśmy wyjątkowo trudną sytuację. Wówczas jednym z powodów recesji był kryzys bankowy, a także silne powiązania handlowe z rynkiem dawnego ZSRR. W następnych latach każdy kolejny rząd wprowadzał reformy, aby nie doprowadzić do podobnej sytuacji.

Jeśli nie będziemy gotowi pracować ciężej i więcej, nie będziemy mogli sprostać problemom. Dziś w Finlandii na rynku pracy aktywnych jest ok. 70 proc społeczeństwa, a powinno pracować 80 proc. Tylko to może zagwarantować kontynuację nordyckiego modelu państwa opiekuńczego, który utrzymuje się z podatków płaconych właśnie przez pracujących.

W 2005 roku zreformowaliśmy system emerytalny. Jego głównym założeniem jest fakt, że ludzie sami mogą wybrać, w jakim wieku między 63 a 68 rokiem życia chcą przejść na emeryturę. Jeśli będą jednak pracować dużej, otrzymają od nas specjalną premię. To oznacza w praktyce, że jeśli ktoś jest gotowy pracować dłużej, otrzyma świadczenie o 20 proc. wyższe. Muszę przyznać, że ten system się sprawdza.

Teraz mamy dyskusję dotyczącą kolejnej kwestii: jak spowodować, aby młodzi ludzie, którzy często studiują przez długi okres, wcześniej wchodzili na rynek pracy. Inną ważną kwestią jest, jak umożliwić rodzicom wychowującym dzieci pracę na pół etatu.

PAP: Oprócz tego czeka Finlandię jeszcze reforma samorządowa?

E H: To jest powiązane z naszym systemem socjalnym. W Finlandii gminy odpowiedzialne są m.in. za szkolnictwo, służbę zdrowia oraz opiekę nad osobami starszymi. Na to wszystko potrzeba bardzo dużo pieniędzy. Podstawowym problemem jest zbyt duża liczba gmin. Jeszcze 8 lat temu mieliśmy 450 jednostek samorządu terytorialnego, teraz jest ich 320. Chcemy pójść dalej i poszukać oszczędności zmniejszając liczbę gmin do około 200.

Wszyscy w Finlandii są przekonani, że musimy dokonać tej reformy, różnimy się tylko co do tego, jak głęboka ma być ta zmiana.

PAP: To będzie trudna decyzja, zwłaszcza, że w Finlandii od 2011 roku rządzi nietypowa koalicja aż sześciu partii reprezentujących poglądy od lewicowych do konserwatywnych.

E H: Nasza polityka nie jest ideologiczna, ale pragmatyczna. Politycy mają swoje ideologie, to jednak nie przeszkadza nam we współpracy. Ta idea została zapoczątkowana w latach 60. przez prezydenta Uhro Kekkonena.

Wszyscy zgadzamy się co do kontynuacji reform i dbania o kondycję budżetu. Naszą fińską specjalnością jest umiejętność nie tylko mówienia, ale słuchania siebie wzajemnie. Najważniejszy jest konsensus.