Wilkowicz: Płacić czy nie płacić za dostęp do prezesa?

Łukasz Wilkowicz, zastępca kierownika działu branże i firmy
Łukasz Wilkowicz, zastępca kierownika działu branże i firmy/DGP
W czasie kryzysu na jaw wyszło już wiele różnego rodzaju praktyk, które jeśli nie były nieuczciwe, to co najmniej budziły wątpliwości z etycznego punktu widzenia.

 Pod pręgierzem znalazły się całe branże (jak agencje ratingowe, bankowość inwestycyjna) czy tylko określona grupa pracowników określonych instytucji (dilerzy bankowi biorący udział w ustalaniu stawek LIBOR). Stale pojawiają się jednak nowe wątki. Jak ostatni, dotyczący kupowania czasu prezesów spółek giełdowych. Sprawę nagłośnił „Financial Times”.

O co chodzi? W interesie spółek, których akcje są notowane na giełdzie, jest to, żeby znaleźć jak najwięcej nabywców tych walorów. O to, żeby dotrzeć do inwestorów (mamy na myśli nie drobnych graczy, którzy samodzielnie lokują oszczędności na giełdzie, ale inwestorów instytucjonalnych – jak zarządzający funduszami inwestycyjnymi), dbają już najczęściej domy maklerskie. Problem w tym, jak dbają. Otóż zwyczajem było to, że brokerzy zapewniali zarządzającym wiadomości z pierwszej ręki – bezpośrednie spotkania z prezesami spółek. Spotkać się można było nawet z szefami największych firm. Trzeba było spełnić tylko jeden warunek: zapłacić.

Jednak firmy zarządzające funduszami nie płaciły z własnych pieniędzy, ale z opłat wnoszonych przez klientów. To zaś jest zakazane, i to już od 2006 r. Fundusze mogą używać pieniędzy klientów tylko po to, by sfinansować dostęp do danych rynkowych czy analiz oraz prowizje za realizowane zlecenia. A, jak się okazało, niektóre fundusze wydawały w ten sposób dziesiątki milionów funtów. Stawki dochodziły do 20 tys. funtów za godzinę spotkania.

Co najzabawniejsze, prezesi podobno często w ogóle nie zdawali sobie sprawy, że ktoś płaci za wejściówki. Co teraz? „Banki inwestycyjne i brokerzy działali tak od zawsze. Teraz będziemy jednak obserwować, i stanie się to bardzo szybko, że wielu zarządzających aktywami zacznie mówić: Wiecie co? Nie będziemy już płacić za dostęp do prezesów” – mówi cytowany przez „FT” anonimowy zarządzający z dużego funduszu. Ale na tym nie koniec: „Duże firmy będą zakładały, że powinny utrzymywać bezpośredni dostęp do firm. Ale dla małych funduszy taki dostęp się skończy. Czy to jest w interesie firm? Chyba nie”.

Narzekania jednak niewiele pomogą. Nad zarządzającymi wisi bat w postaci FSA – brytyjskiego nadzoru finansowego, który interes klientów stawia na pierwszym miejscu. FSA poprosił już prawie 200 firm zarządzających aktywami w Wielkiej Brytanii o deklarację, że radzą sobie z zarządzaniem konfliktem interesu własnego i klientów. Taka prośba może mieć wymiar finansowy: za brak właściwych rozwiązań w tej kwestii w ubiegłym roku nadzór na Wyspach ukarał jednego z zarządzających kwotą, bagatela, 3,5 mln funtów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Łukasz Wilkowicz
Łukasz Wilkowicz
Zastępca redaktora naczelnego DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraWilkowicz: Płacić czy nie płacić za dostęp do prezesa? »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj