Rada Bezpieczeństwa ONZ: Działania Rosji to akt agresji przeciw Ukrainie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
2 marca 2014, 01:47
Rosyjski mundur, fot. xzserg
Rosyjski mundur, fot. xzserg /ShutterStock
Działania Rosji są aktem agresji przeciwko Ukrainie. Tak podczas Rady Bezpieczeństwa ONZ w Nowym Jorku mówił ambasador Ukrainy przy Organizacji Jurij Sergejew.

Jak powiedział, Rosja naruszyła prawo międzynarodowe, a jej działania stanowią zagrożenie dla suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy oraz spokoju i stabilności w całym regionie. Ambasador Ukrainy zaapelował też do ONZ o pomoc. Prosił, aby wszystkie kraje ONZ zademonstrowały solidarność z Ukrainą oraz chroniły suwerenność i integralność terytorialną tego kraju. Zaapelował by bronione były najbardziej podstawowe zasady ONZ-u, które w tej chwili są - jak to określił - brutalnie gwałcone przez stałego członka rady ONZ.

Z kolei przedstawiciel Rosji przy ONZ Witaj Czurkin przekonywał, że to Ukraina sprowokowała obecną sytuację w tym kraju. Mówił on, że Ukraińcy nie zastosowali się do porozumienia z 21 lutego, które podpisał Wiktor Janukowycz z liderami opozycji i ministrami spraw zagranicznych Polski i Niemiec. Czurkin uważa, że Kijów nie spełnia podstawowego warunku - wyrzeczenia się przemocy. Jak mówił, ukraińskie władze powinny zaprzestać rozmowy z oponentami politycznymi i etnicznymi językiem siły. Trzeba też - przekonywał Rosjanin - poskromić radykałów i poradzić ukraińskiej opozycji odciąć się od nich i nie dać im przewodzić sytuacji na Ukrainie. 

>>> Czytaj też: Wielka Brytania i USA mogą technicznie znaleźć się w stanie wojny z Rosją

Takie wydarzenia mogą prowadzić do trudnego rozwoju sytuacji, czemu Rosja usiłuje zapobiec. Witalij Czurkin dodał, że władze w Kijowie popełniły też inne błędy, które sprowokowały Rosję. Według niego, groziły Janukowyczowi, przez co musiał opuścić Kijów. Poza tym jedną z pierwszych decyzji parlamentu po obaleniu prezydenta była zmiana ustawy o języku, która gwarantowała prawa wszelkim mniejszościom na Ukrainie, między innymi rosyjskim.

Przedstawicielka Stanów Zjednoczonych przy ONZ Samantha Power przekonywała z kolei, że na Ukrainę powinni zostać wysłani międzynarodowi obserwatorzy. Jej zdaniem, na Ukrainę powinni trafić eksperci Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Przekonywała, że to najlepszy sposób zdobywania informacji, monitorowania działań i zapobiegania problemom. Jak dodała, Rosja jest członkiem obydwu tych instytucji i mogłaby aktywnie zabezpieczać swoje interesy. "Natychmiastowe rozmieszczenie obserwatorów na Ukrainie może zapewnić dobrą równowagę sił wojskowych w tym regionie i zapobiec eskalacji konfliktu" - mówiła Amerykanka.

W sobotę rosyjska Rada Federacji wyraziła zgodę na wysłanie wojsk na Ukrainę. O wydanie jej wnioskował prezydent Władimir Putin. Rosyjscy senatorowie twierdzą, że konieczna jest zbrojna interwencja w sąsiednim kraju, aby zapobiec rozlewowi krwi. Dziś w sprawie Ukrainy ma się zebrać Rada Północnoatlantycka z udziałem ambasadorów krajów członkowskich NATO.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Tematy: Ukraina
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj