Istnieje jednak również widoczniejszy powód, mający związek ze wzrostem zaangażowania Chin na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej.

Globalne geopolityczne wyjaśnienie powodu ćwiczeń, które mają odbyć się w tym miesiącu, jest z pewnością bardziej interesujące i odmienne. Chińskie wojskowo-obronne cele są skoncentrowane na Pacyfiku, gdzie nie mają realnych szans na rywalizację z USA oraz europejskimi potęgami. Chiny zyskują jednak symboliczną wartość poprzez kreowanie się na rosnącą militarną siłę. Ćwiczenia marynarki wojennej na Morzu Śródziemnym – nawet prowadzone na niewielką skalę – są rodzajem działań, jakie prowadzą wojskowe potęgi.

Oświadczenie w sprawie planowanych manewrów jest więc użytecznym komunikatem, który wskazuje na poważne podejście i zaangażowania Państwa Środka w światową geopolitykę. Może być jeszcze bardziej użyteczne wewnątrz Chin, gdzie prezydent Xi Jinping kultywuje nacjonalistyczną dumę za pomocą „chińskiego snu”.

W tym kontekście rosyjsko-chińskie ćwiczenia wyglądają na symboliczną odpowiedź na wysiłki USA, zmierzające w kierunku wzmocnienia relacji z ich azjatyckimi sąsiadami.

Potwierdzeniem zaangażowania Stanów Zjednoczonych w proces zwiększania bezpieczeństwa swoich azjatyckich sojuszników jest niedawna wizyta japońskiego premiera Shinzo Abe w Waszyngtonie. Premier azjatyckiego kraju rozpoczął tym samym poważną dyskusję na temat zmian w pacyfistycznej konstytucji i przekształcenia sił obronnych kraju w coś więcej, niż wojskowy standard.

Reklama

Impulsem do tego typu zmian jest wzrost zagrożenia azjatyckich państw ze strony Chin oraz dokuczliwa niepewność co do tego, czy Stany Zjednoczone poszłyby na wojnę w obronie Japonii. Wizyta Abe w Białym Domu jest próbą uspokojenia Japończyków oraz sposobem na uwiarygodnienie polityki obronnej rządu.

Warto zauważyć, że pozycjonowanie chińskich wojsk na Morzu Śródziemnym, nawet jeśli tylko symbolicznych rozmiarów, współtowarzyszy bliskiej ekonomicznej współpracy Państwa Środka zarówno z USA, jak również z Japonią. Chociaż może to wydawać się nietypowe, jest tak, ponieważ jedną z głównych cech zimnej wojny jest współistnienie strategicznej konkurencji i ekonomicznej współpracy. Jednym z powodów, dla których Chiny nie „zdezerterują” ze swoją „niewielką szabelką” z Morza Śródziemnego jest to, że wojskowe działania nie zaszkodzą wzajemnym ekonomicznym relacjom z żadnym państwem, włączając w to USA i najważniejsze europejskie potęgi. Taki jest po prostu nowy sposób, w jaki rozgrywane są obecnie zimne wojny.

Jednak ten geopolityczny punkt widzenia niekoniecznie wyjaśnia motywy wojskowej aktywności Chin na Morzu Śródziemnym. Ćwiczenia marynarki wojennej prawie wszędzie mogą oznaczać to samo, a w tym przypadku nie mówią wiele, ponieważ chińskie morskie wojskowe aktywa w tym regionie nie są znaczące.

>>> Czytaj też: Bańka długu na świecie musi w końcu pęknąć. Czeka nas kolejny krach finansowy

Lokalne interesy

Zdecydowanie lepsze wyjaśnienie wojskowych manewrów można znaleźć analizując zdarzenie w lokalnej skali. Chiny podwoiły w ostatnich latach liczbę statków służących do ratowania i ewakuacji znacznej liczby chińskich robotników zagrożonych w wyniku regionalnych napięć. Pierwszy taki przypadek miał miejsce w Libii w 2011 roku, kiedy to 35,8 tys. chińskich pracowników zostało ewakuowanych, na skutek powstania i późniejszych bombardowań mających na celu obalenie reżimu Muamara Kaddafiego. Drugi z przypadków nastąpił na przełomie marca i kwietnia tego roku, kiedy chińskie statki pomogły wydostać się kilkuset chińskim pracownikom z Jemenu, jeszcze przed tym jak sytuacja w tym kraju pogorszyła się, a naloty nasiliły.

Te epizody przeniosły zainteresowanie wzrastającą rolą Chin na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce do azjatyckiego kraju. Do tej pory chińskie władze nie wykazywały zainteresowania rolą hegemona w dziedzinie utrzymywania stabilności i kontroli rynku ropy w regionie Bliskiego Wschodu, tradycyjnie „odgrywaną” przez USA. W tym regionie Chiny mają jednakże do zrealizowania kilka punktów swojej strategii budowania infrastruktury krajów słabo rozwiniętych oraz utworzenia tam znaczących kolonii chińskich robotników.

Wyjaśnieniem celu chińskiej aktywności wojskowej w regionie Afryki Subsaharyjskiej jest zbudowanie międzyrządowych relacji i utrzymanie stałego dopływu surowców, potrzebnych Chinom do utrzymania ekonomicznego wzrostu. Działania chińskiego rządu są jedynie dodatkiem do biznesowych interesów. Przykładem tej zależności była chińska obecność w Libii. Porównywalna liczba chińskich pracowników prawdopodobnie nadal przebywa w Algierii (być może 40 tys.). Pracownicy z tego kraju znajdują się zresztą we wszystkich państwach tego regionu, chociaż ustalenie ich dokładnej liczby jest trudne.

Wraz z biegiem czasu wzrastająca aktywność Chin w regionie doprowadzi do przesunięcia interesów kraju w region Morza Śródziemnego. Duże inwestycje chińskiego biznesu sprawią, że narodowym interesem stanie się, czego można się domyśleć, utrzymywanie stabilności w regionie. To właśnie niestabilność w tej części świata zmusiła Chiny do ewakuacji własnych robotników, co stało się lokalnym powodem obecności chińskiej marynarki wojennej w basenie Morza Śródziemnego. Obecność chińskich wojsk powinna w dłuższej perspektywie zwiększyć stabilność regionu. Siły zbrojne będą zresztą wykorzystywane nie tylko do ratowania zagrożonych pracowników.

Twierdzę, że Chiny są na bardzo wczesnym etapie strategii budowania pozycji na Bliskim Wschodzie i zbliżające się manewry wojskowe będą dobrym wskaźnikiem tego, jak szybko będzie ona przebiegała. W przypadku państwa, które jest wielką potęgą, które jest przygotowywane do zwiększenia swojej obecności w jakimś regionie, strategiczna logika nakazuje oczekiwać, że rzucone tam siły będą wystarczająco silne, by zrealizować postawione przed nimi cele. W tej chwili zadaniem chińskiej floty (jeżeli możemy użyć tego określenia) w regionie Morza Śródziemnego są akcje ratunkowe. Jeżeli Chiny nie będą w razie konieczności zdolne do zwiększenia sił, może stać się to symbolem słabości, a nie siły kraju.

Proces stawania się Chin regionalną potęgą zajmie jeszcze dużo czasu. Tempo tych zmian zależy w dużej mierze od działań jakie będzie podejmował Iran. Chiński sojusznik i wzrastająca siła w regionie, nawet pomimo wyzwań w polityce wewnętrznej, polegających na próbach społecznej legitymizacji reżimu. Kiedy historia wzrostu chińskiej potęgi w regionie Morza Śródziemnego zostanie napisana, jedną z jej stron na pewno zajmą wojskowe, morskie manewry. Chiny zaczną się uczyć, że korzyści z działalności w nowych miejscach niosą ze sobą też znaczące koszty.

Noah Feldman jest felietonistą Bloomberga oraz profesorem prawa międzynarodowego i konstytucyjnego na Uniwersytecie Harvarda.

>>> Polecamy: Rośnie rywal dla MFW. Rosja dołoży się do funduszu rezerw o wartości 100 mld dol.