Wróbel: Walka Arystofanesa z Trumpem [FELIETON]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
20 listopada 2016, 14:15
Elity i demokracja zarazem uzupełniają się, jak i są swoimi przeciwieństwami. W teorii demokracja mogłaby płynąć od dołu w górę, zalewać „salon”, rzucać nim o skały i – pogruchotawszy – wessać resztki. W praktyce szlachetni (na ogół) i nawiedzeni (to często) przedstawiciele wyższych oraz lepiej wydedukowanych, mających szersze horyzonty i pełniejsze ideały sfer, wymyślali sobie, że lud ma takie same polityczne prawa jak oni.
1966370-.jpg
Jan Wróbel dziennikarz i publicysta

Ideał ludowładztwa jest poruszający. Jego słabość stanowi fakt, że nikt jeszcze nie wymyślił sposobu, by masy z zasady wybierały do parlamentu osoby lepiej wyedukowane i znające świat. Na ogół, dodajmy, w demokracjach wygrywają przedstawiciele elit – co dobrze świadczy o zdrowym rozsądku ludu. Niemniej od czasu do czasu demos idzie w inną stronę – żadne tam profesory, doktory, czas na naturszczyków. Bywa, że to dobry krok, bywa – że nie (jednak polityk establishmentu też nie stanowi gwarancji jakości). Ale niemal zawsze ten krok wygląda w oczach elit jak zdrada i upadek demokracji.

Czynili tak już starożytni Grecy. Demokrację ateńską wymyślili tamtejsi aristoi (najlepsi) i to oni byli przywódcami różnych stronnictw. W końcu jednak wielką rolę zaczęli odgrywać, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, populiści. Komediopisarz Arystofanes drwił z Kiełbaśnika: „Jakże to możliwe, bym ja, przekupień kiełbas, stał się wielkim mężem?” – pyta polityk populista. A Sługa dopowiada: „Otóż to, właśnie przez to będziesz wielkim mężem, żeś cham, wycierus z rynku i bezczelna gęba. Czemuż powiadasz, że się nie nadajesz? Czyżbyś coś miał... pięknego na sumieniu? Powiedz: możeś ze szlachetnego rodu?”. Na to wszystko Kiełbaśnik: „Ale gdzie tam! Cham z chamów. [...] Całkiem jestem nieuczony; tyle że znam pisane, i to tak – piąte przez dziesiąte”. Sługa: „Wodzem ludu nie może dziś być człowiek ogładzony ani szlachetnych obyczajów, tylko gbur, plugawiec”.

Arystofanes, jak się wydaje, głosowałby na Komorowskiego, Clinton i Juppé. W demokracji chodzi jednak o to, by baza wyborcza była jak największa. Trzeba wkupić się w łaski ludu, nie trzeba go obrażać.

>>> Czytaj też: Czego nie wiemy o zachodnich społeczeństwach?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj