Redukcja emisji gazów cieplarnianych i walka z ociepleniem klimatu to od kilkunastu lat globalne trendy, które – i za sprawą regulacji, i za sprawą rosnącej świadomości – zmieniają oblicze gospodarki, zwłaszcza w krajach najbardziej rozwiniętych. Zaczęło się od rządowych deklaracji dotyczących ochrony środowiska, które w następnych latach przybrały formę konkretnych prawnych zapisów dotyczących na przykład norm emisji. Wraz z tymi regulacjami i – dyskusją na ich temat – rosła jednak proekologiczna świadomość odbiorców energii – zarówno prywatnych, jak i korporacyjnych. O ile ci pierwsi niewiele mieli jeszcze niedawno do powiedzenia, to firmy, ze względu na swoją rynkową pozycję, mogły wywierać presję na wytwórców energii lub inwestować we własne źródła. Oczywiście „zielone”.

Dzisiaj już nie tylko największe koncerny systematycznie zwiększają udział w zużyciu energii pochodzącej z OZE. Ten trend obejmuje coraz mniejsze firmy i pojedynczych konsumentów.

Giganci wyznaczają trend

Wielcy mają wielkie możliwości i wskazują kierunki dla całych gospodarek. Dlatego powstała inicjatywa RE100, grupująca czołowe światowe firmy, które chcą poprzez przestawienie się w 100 proc. na energię z OZE przyczynić się do ochrony klimatu. Organizacja skupia 160 międzynarodowych firm. Łączne zapotrzebowanie na energię elektryczną przedsiębiorstw zrzeszonych w RE100 przekracza roczne zużycie w Polsce. Firmy działają obecnie na ponad 140 rynkach i generują wspólnie przychody rzędu 4,5 bln dol. Taka inicjatywa to mocny i jasny sygnał dla decydentów i inwestorów, by przyspieszyć proces transformacji w kierunku bezemisyjnej gospodarki.

Jednym z liderów i założycieli RE100 jest szwedzka Ikea, która już od kilku lat intensywnie zwiększa wykorzystanie „zielonej” energii, także z własnych źródeł, co – jak twierdzą władze koncernu – jest działaniem nie tylko na rzecz szeroko pojętej ochrony środowiska, ale też budową jego niezależności energetycznej.

Reklama

Dziś Ikea jest bliska celu, jakim jest całkowite zaspokojenie zapotrzebowania energią pochodzącą z OZE. Polski oddział Ikei już ten cel osiągnął. W naszym kraju Ikea posiada sześć farm wiatrowych. To m.in. przejęta w 2016 r. od Geo Renewables, farma wiatrowa Lubartów, na którą składa się 16 turbin o łącznej mocy ok. 51,5 MW, przejęta od portugalskiego dewelopera Martifer farma wiatrowa Gizałki oraz farma we Wróblewie. Pierwsze takie inwestycje Ikea poczyniła u nas w 2013 r. Parki wiatrowe w Rymanowie, Bukowsku i Łękach Dukielskich na Podkarpaciu według prognoz mogą generować w sumie 134 GWh energii elektrycznej rocznie. Wszystkich sześć farm wiatrowych Ikei, zlokalizowanych w województwach podkarpackim, wielkopolskim, łódzkim oraz lubelskim, ma produkować w skali roku przeciętnie ok. 473 GWh energii elektrycznej.

Odnawialne źródła energii należące do szwedzkiej grupy znajdują się w 14 krajach. To instalacje fotowoltaiczne złożone z ok. 900 tys. modułów oraz 534 elektrownie wiatrowe – w tym przejęte w 2019 r. pierwsze morskie wiatraki w ramach farmy wiatrowej Veja Mate o mocy 402 MW w niemieckiej części Morza Północnego.

Także inne światowe korporacje chwalą się, że cała zużywana przez nie energia elektryczna powstaje ze źródeł odnawialnych. Firmy bezpośrednio inwestują w OZE, montują instalacje w swoich siedzibach, centrach danych i sklepach, finansują projekty OZE i gwarantują odkup zielonej energii poprzez tzw. umowy PPA – Power Purchase Agreement.

Oczywiście korzystania w 100 proc. z energii odnawialnej nie należy rozumieć dosłownie. Wiele zakładów, placówek jest podłączonych do sieci energetycznych zasilanych z tradycyjnych źródeł. Chodzi jednak o bilans. Koncerny dbają, by odpowiednio zrekompensować zużycie „brudnej” energii produkcją lub zakupem energii z OZE.

IT w czołówce. Nieprzypadkowo

W ostatnich latach do firm zasilanych w pełni „zieloną” energią dołączyły Google i Apple. To giganty (kapitalizacja Apple przekroczyła ostatnio 2 bln dol.), które dzięki potężnemu zapleczu kapitałowemu stać na duże inwestycje, także w OZE. Z drugiej jednak strony rozmiary tych koncernów sprawiają, że w ich przypadku skala wyzwań jest znacznie większa.

Jeszcze w 2016 r. OZE pokrywało 57 proc. energii zużytej przez Google. Koncern zainwestował wówczas w liczne projekty wiatrowe i słoneczne na zasadzie PPA. Zawierał długoterminowe umowy cenowe, jak zapewnia – korzystne finansowo. Wybierał konkurencyjne projekty inwestycji, np. elektrownię fotowoltaiczną w Chile czy farmę wiatrową w Kalifornii.

Także Apple intensywnie rozwija OZE. Jak dotąd uruchomił 25 inwestycji na całym świecie o łącznej mocy 626 MW, kolejnych 15 projektów jest w budowie. Po ich ukończeniu moce wzrosną do ponad 1,4 GW. To między innymi farmy wiatrowe w Chinach, instalacje słoneczne w USA i Japonii. W Danii Apple buduje dwa centra danych, które są zasilane w 100 proc. energią z OZE od pierwszego dnia.

Jedną ze sztandarowych inwestycji jest Apple Park, nowa siedziba koncernu w Cupertino w Kalifornii, zasilana wyłącznie energią odnawialną z wielu źródeł. Należy do nich instalacja słoneczna na dachu o łącznej mocy 17 MW oraz sterowany mikrosystem ogniw paliwowych zasilanych biogazem, wyposażony w akumulator. Nadwyżki czystej energii trafiają do publicznej sieci.

Kolejne firmy składają klimatyczne deklaracje. Nowe cele na lata 2021–2030 wyznaczyła np. grupa Deutsche Telekom. Oprócz wykorzystania OZE, telekom chce do 2030 r. obniżyć o 90 proc. w porównaniu z 2017 r. emisję CO2 z gazu, ropy i innych źródeł energii. Pozwoli to zredukować o jedną czwartą do 2030 r. emisję dwutlenku węgla w grupie dostawców oraz klientów, którzy korzystają z usług i rozwiązań oferowanych przez tę grupę kapitałową.

Polska nie pozostaje w tyle

Tendencję odchodzenia od tradycyjnych paliw na rzecz OZE widać również w Polsce. Prekursorami były wprawdzie koncerny zagraniczne, ale krajowe przedsiębiorstwa szybko dostrzegły zarówno potrzebę większej troski o klimat, jak i ekonomiczną opłacalność inwestycji w nowoczesną energetykę.

PKN Orlen jest w trakcie przestawiania się na energię odnawialną. Kluczową inwestycją w zakresie źródeł zeroemisyjnych jest projekt dotyczący budowy morskiej farmy wiatrowej na Bałtyku, której moc może osiągnąć maksymalnie 1200 MW. Oprócz tego, Grupa Orlen rozwija projekty w zakresie instalacji fotowoltaicznych. Rozpoczęte zostało postępowanie przetargowe na budowę pierwszej farmy przy CCGT Włocławek o mocy 2 MW, a w przygotowaniu jest dokumentacja dla kolejnych sześciu lokalizacji.

Ponadto na budynku firmy w Płocku zamontowana została mikroinstalacja fotowoltaiczna o mocy sięgającej 50 kWp – największa z wielu istniejących na obiektach należących do Grupy Orlen. Inwestycja została zrealizowana przez należącą do grupy Orlen spółkę Orlen Projekt, która w ten sposób ograniczy o jedną czwartą koszty energii elektrycznej.

Instalacja składa się z 175 paneli polikrystalicznych o mocy 285 W każdy, wyposażonych w optymalizery mocy, które – jak podaje Orlen Projekt – mają umożliwić zwiększenie do 25 proc. wytworzonej energii elektrycznej w przypadku niekorzystnych warunków atmosferycznych lub zacienienia. Wcześniej PKN Orlen zamontował instalacje fotowoltaiczne o łącznej mocy 192 kWp, zbudowane zarówno z paneli monokrystalicznych, jak i polikrystalicznych, na dachach i wiatach 11 wybranych stacji paliw w Polsce.

PKN Orlen podkreśla, że instalacja fotowoltaiczna w Płocku, zasilająca Orlen Projekt, wpisuje się w realizowany przez całą grupę proces transformacji energetycznej.

Do tego wyścigu dołącza również administracja państwowa. Pod koniec ubiegłego roku panele fotowoltaiczne na dachu swojej siedziby postanowiło zainstalować Ministerstwo Rozwoju (które wcześniej podjęło już inne proklimatyczne działania, jak np. termomodernizacja). Ministerstwo nie podało mocy instalacji, ale wiadomo, że ma ona produkować rocznie około 110 MWh energii elektrycznej.

Twardy biznes

Intencją tych działań nie jest jedynie troska o wizerunek. Inwestycje w OZE mają również swój twardy wymiar biznesowy – poza wspomnianym już dążeniem do niezależności energetycznej, jest jeszcze – patrząc w dłuższej perspektywie – konieczność zapewnienia dostaw energii w przyszłości. Paradoksalnie, to rozwój technologii informatycznych wymusza zwiększone zapotrzebowanie na energię. Do 2040 r. emisje spowodowane wykorzystaniem urządzeń przyłączonych do internetu mogą wzrosnąć z obecnych 3,5 proc. do 14 proc.

Wymiar biznesowy ma jeszcze jeden aspekt. Wraz z rozwojem OZE, powstaje nowy model rynku energii. Rozwój niestabilnych odnawialnych źródeł energii i energetyki rozproszonej wymaga zaawansowanych rozwiązań informatycznych, umożliwiających sterowanie systemem. To potencjalny duży zarobek dla koncernów IT i także jeden z powodów, dla którego to informatyczne giganty są w czołówce tego zielonego trendu.

Tendencja ta obejmuje jednak cały system gospodarki. Kto ten megatrend przegapi, może w niedalekiej przyszłości mieć problemy z nadążeniem za biznesowym peletonem. Na szczęście polskie koncerny widzą skąd – nomen omen – wieje wiatr. I działają.

ADS

Partner

Materiały prasowe