Próg 31 mln kart w portfelach przekroczyliśmy w pierwszym kwartale tego roku – wynika z danych NBP. To sześć i pół razy więcej niż dziesięć lat temu, w pierwszym kwartale 1999. Liczba kart kredytowych zbliża się do 10 mln – po pierwszym kwartale było ich ponad 9,7 mln. Oczywiście, nie ma się co łudzić, spora część polskich kart płatniczych – nawet jedna trzecia – leży odłogiem, nieużywana – to np. karty automatycznie dołączane do kont, które ich posiadacze wrzucają do szuflady, bo nie chcą, nie mają jak, albo nie umieją z nich korzystać.  

Kryzys przechodzi bokiem

Na rynku trwa batalia o jak najczęstsze używanie kart i to do płacenia, a nie do wypłacania pieniędzy z bankomatów. Wydawcom na tym zależy, bo zarabiają nie tylko na wydawaniu kart (zresztą klient może często uniknąć opłaty), ale przede wszystkim na ich używaniu, skoro od każdej transakcji otrzymują interchange fee. Karta nieużywana to dla nich strata pieniędzy, stąd regularnie organizowane konkursy (w porozumieniu z Visą i MasterCard, które dominują na polskim rynku kartowym jako systemy), zachęty w postaci zwrotu klientowi pewnego procentu wartości transakcji) oraz przekonywanie merchantów – czyli akceptantów kart, że obsługa kart jest tańsza niż obsługa gotówki.  Do tego dołączają się działania agentów rozliczeniowych, którzy również zarabiają na obsługiwanych transakcjach. Rezultat jest zachęcający, o kryzysie widocznym w bankowości nie ma mowy. 

„Kryzys na rynku kartowym? Kryzysu nie ma, widać jedynie spowolnienie. W poprzednich latach rynek transakcji kartowych rósł rocznie o 25-30 proc. W tym roku , według naszych szacunków,   rynek wzrośnie o około 10 - 15 proc.  Cały czas przybywa punktów, w których można płacić kartą. Klienci rzeczywiście coraz częściej korzystają z kart.  W województwach zachodnich, ze względu na korzystną relację euro do złotego widać, że wzrost rynku zasilany jest zakupami klientów niemieckich. Widać także, że są branże, które  cały czas notują wzrosty większe niż przeciętna. Tak jest w supermarketach, stacjach paliwowych, sklepach z odzieżą  i z wyposażeniem domu. Widać natomiast spowolnienie w branży  turystycznej, gastronomicznej  i rozrywkowej” – mówi w rozmowie z Forsal.pl Janusz Diemko, prezes First Data Polska, największego na polskim rynku agenta rozliczeniowego, używającego marki PolCard.

Nie jest jednak tak, że kryzys w ogóle nie dotyczy polskiego rynku kart. Widać problemy, ale wśród punktów handlowych i usługowych akceptujących karty.  „Rośnie liczba firm rezygnujących z akceptacji kart płatniczych z powodu zakończenia działalności (mniej więcej o 40-50 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego). Jednak nadal są to stosunkowo małe liczby biorąc pod uwagę liczby absolutne” – dodaje prezes Diemko.

Zauważyliśmy, że plastikiem daje się zapłacić

Kryzysu rozumianego jako spadek na rynku nie ma, bo – co widać z danych NBP – rośnie powoli, ale jednak,  liczba transakcji na kartę.  I jest to, na czym najbardziej zależy wydawcom: coraz chętniej płacimy kartą, a nie biegamy do bankomatu po gotówkę. Wartość transakcji bezgotówkowej (w terminalach POS i w Internecie łącznie) spadła w ciągu pięciu lat ze 141 zł (w 2003) do 115,3 zł w ubiegłym roku. To znaczy, że płacimy plastikiem za coraz drobniejsze zakupy.

„Nadal ok. 25 proc. transakcji dokonywanych jest przy użyciu  terminali płatniczych, natomiast  75 proc. stanowią  transakcje przechodzące przez bankomaty. W ubiegłym roku z bankomatów wypłacono ok. 230  mld zł, natomiast transakcje w POSach szacowane są na  około 70 mld zł. I właśnie tutaj widać duży potencjał – jeśliby choćby 10 proc. klientów gotówkowych przeniosło transakcje na terminale płatnicze, oznaczałoby to dla nas około  30 procentowy  wzrost. Dane NBP wskazują na wzrost transakcyjności na pojedynczą kartę. Jednak jeśli wziąć pod uwagę, że nadal istnieje bardzo wiele kart wydanych, lecz nieaktywnych (w naszej bazie jest to ok. 10 proc. kart, aczkolwiek w poszczególnych bankach może ich być więcej, zaś biorąc pod uwagę liczbę wszystkich kart – karty nieaktywne stanowią  zapewne około jednej trzeciej), to dane statystyczne o stałym wzroście transakcyjności dowodzą, że karty aktywne są używane coraz chętniej” – podkreśla Janusz Diemko.

Nie powinniśmy już mieć kompleksów

Zapewne nie byłoby tak dobrze, gdyby nie dynamiczny przyrost kart kredytowych w ostatnich latach. Stanowią one już 31 proc. ogólnej liczby wydanych kart (dziesięć lat temu – tylko 2,4 proc.). Choć nadal, jak można usłyszeć w bankach, znaczną część transakcji na karty kredytowe stanowią wypłaty gotówki, to jednak karta kredytowa jest promowana przede wszystkim jako instrument zarządzania gotówką. Korzystając z okresu bezodsetkowego na spłatę zakupów opłaconych kartą można, umiejętnie posługując się nawet krótkoterminowymi lokatami, nie tylko zwrócić sobie koszty wydania karty, ale także zarobić na lokacie, co oznacza, że rzeczywiście posługujemy się bezkosztowym kredytem w karcie. Banki zresztą zniechęcają jak mogą do wypłacania pieniędzy z bankomatów, o czym świadczą ostatnie podwyżki prowizji za wypłaty z obcych bankomatów.  Jak podliczał ostatnio Expander, część klientów Pekao SA za wypłatę 200 zł z bankomatu może zapłacić nawet 9 zł prowizji. Banki posługują się też limitowaniem liczby bezpłatnych transakcji bankomatowych (tu oczywiście są wyjątki). W zamian za to premiują używanie kart do transakcji bezgotówkowych.

Te argumenty najwyraźniej coraz lepiej trafiają do klientów. Prezes First Data podkreśla, że jeśli chodzi o posługiwanie się kartami w handlu detalicznym to Polska  wypada bardzo dobrze  w porównaniu ze średnią dla Europy, gdzie przeciętnie tylko 10-20 proc. transakcji w całości detalu jest opłacanych kartami. „W Polsce jest trochę lepiej – nasi najwięksi klienci, wśród których są również supermarkety, mają 50-70 proc. transakcji dokonywanych kartami – tak wynika z informacji od nich otrzymywanych.  50 proc. to wskaźnik dla dużych supermarketów, co  oznacza, że w Polsce jest duża grupa ludzi, którzy kontrolują swoje wydatki posługując się kartą i posiadając środki na rachunku” – dodaje Janusz Diemko.

Według łącznych danych NBP za pierwszy kwartał tego roku dla całego rynku, o ile liczba kart kredytowych stanowiła 31 proc. ogólnej liczby wydanych kart płatniczych, to liczba transakcji na nie przypadająca stanowi 13,3 proc. ogólnej liczby transakcji kartami (razem z wypłatami z bankomatów), ale już tylko 9,1 proc. wartości transakcji. Może to świadczyć o tym, że wartość transakcji na karty debetowe, standardowo dodawane do konta, jest podwyższana wypłatami z bankomatów (w pierwszym kwartale to średnio 351 zł na jedną transakcję). Natomiast kart kredytowych używamy trzy razy częściej niż dziesięć lat temu, ale wartość pojedynczej transakcji spada (w pierwszym kwartale 1999 r. zarówno liczba transakcji na karty kredytowe jak i ich wartość stanowiła ok. 3,5 proc. ogółu liczby transakcji kartami jak i ich wartości).

Kredytu nie nadużywamy

W dodatku, jak wskazują dane First Data, polski rynek płatności kartowych nie rozwija się przez nadmierne wykorzystanie kredytu w karcie. Prezes Diemko podkreśla ten pozytywny aspekt polskiego rynku. Jesteśmy ostrożniejsi i bardziej konserwatywni w posługiwaniu się kartą kredytową niż Amerykanie czy Brytyjczycy, a dzięki temu raczej nam nie grozi gwałtowne załamanie. „Proporcja w transakcjach między kartami debetowymi a kredytowymi wciąż jest zachowana i jest podobna do relacji między wydanymi kartami obu typów. Spadła na pewno wartość pojedynczej transakcji, ze 110 zł w 2008 roku  do obecnie ok. 100 zł  (dane z sieci First Data – red). Świadczy to zarówno o tym, że klienci używają kart do drobniejszych zakupów, jak i o tym, że uważniej obserwują swoje wydatki, woląc kupować np. tańsze towary. Oczywiście  w obecnej sytuacji banki dostosowują  umowy do sytuacji klientów, aczkolwiek nie widać na razie tendencji świadczącej o potencjalnej katastrofie. Naturalnie ciężko przewidzieć   jak dalej będzie się rozwijać sytuacja na rynku pracy” – zwraca uwagę prezes First Data.

Na razie – według danych NBP – limit wydatków przyznanych posiadaczom kart kredytowych to 13,2 mld zł.  Według danych Biura Informacji Kredytowej, kredyty przeterminowane w kartach to ok. 5 proc.,  z widocznym wzrostem w ciągu ostatniego roku, jednak i tak karty kredytowe są spłacane ok. dwóch razy lepiej niż kredyty gotówkowe.

Nowinkom mówimy nie

Wygląda na to, że w tym roku banki chcą się posłużyć kartami kredytowymi do zapobiegania kłopotom ze spłacaniem kredytów. Sygnalizował to w swojej analizie Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej. „Kryzys gospodarczy nie miał wpływu na przyrosty zadłużenia na kartach kredytowych, które rosło w dynamicznym, stałym tempie. Wiele wskazuje na to, że banki udzielają kredytów ratalnych na zakup towarów i usług w rachunkach kart kredytowych. Tak wynika z obserwacji rynku, a także z faktu, że około połowy zadłużenia prowadzona jest na rachunkach kart otwartych w dwu ostatnich latach. Wzrost zaś zadłużenia w kredytach wykazywanych w sprawozdawczości NBP jako ratalne jest niewielki mimo obserwowanego na rynku boomu zakupów dóbr trwałego użytku, zapewne w istotnej mierze kredytowanego”.

Podobną tendencję widać u agentów rozliczeniowych. Janusz Diemko uważa, że skoro z punktu widzenia banków, ten rok będzie przede wszystkim rokiem kredytu konsumenckiego, to może się pojawić szersze stosowanie połączenia limitu kredytowego z zakupami ratalnymi.  Terminale POS dają możliwość np. zaplanowania  harmonogramu spłaty zakupu w określonych ratach w ramach limitu kredytu na karcie, a jednocześnie – korzystania w standardowy sposób z pozostałej części limitu.

Poza tym na rynku kart mamy już wszystko, czego przynajmniej na razie potrzebujemy: od kart debetowych do kredytowych, od starszych do nowszych technologii (łącznie z kartami z mikroprocesorem i możliwością płacenia zbliżeniowego). Mamy karty w formacie standardowym i karty w wersji mini. Teraz, podkreśla prezes Diemko, nadszedł czas na wykorzystanie tego, co jest do dyspozycji – wielkich nowinek przy terminalu POS nie należy się spodziewać na szeroką skalę.

„Badania klientów wskazują, że rynek jest już nasycony i nowości są ostatnią rzeczą, której oczekują. Praktycznie stanął w rozwoju rynek kart prepaid. Tu nie powtórzył się sukces prepaidów na rynku telefonii komórkowej. Rynek przedpłaconych kart podarunkowych nie funkcjonuje w takiej skali jak w innych krajach europejskich. Nie rozwijają się również wielostronne programy lojalnościowe. Z uwagą obserwujemy  rynek małych transakcji, dla których funkcjonuje karta bezstykowa.  Tu jednak mamy do rozwiązania problem dotyczący tego w jakim kierunku będzie zmierzać wykorzystanie tej funkcjonalności karty. Czy będzie to np. elektroniczna portmonetka dołączana do karty miejskiej?  Czy będzie to kombinacja aplikacji na karcie o funkcji zarówno kredytowej jak i contactless? I tu powstaje pytanie, czy np. polski klient będzie chciał do płacenia za bilet w autobusie wyciągać złotą kartę kredytową. W prowadzonych projektach trzeba uwzględniać także i tego typu przyzwyczajenia czy opory klientów.  Rynek musi wykorzystać to, co na nim jest – chociażby cashback, pozwalający zarówno na dostęp do gotówki, jak i zachęcanie klientów do dokonywania płatności kartą.  W tym przypadku potrzebne jest uczestnictwo i zaangażowanie dużych sieci supermarketów i stacji benzynowych, tak by klient , był świadomy, iż właśnie  w tych miejscach  można zarówno opłacić zakupy kartą jak i przy okazji wypłacić gotówkę” – podkreśla Janusz Diemko.