W piątek odbył się szczyt Rady Europejskiej, na którym dyskutowany był unijny budżet na lata 2021–2027 oraz nowe mechanizmy finansowe, jak wart setki miliardów euro Plan Naprawczy. Czy doszło do przełomu?

Nie przypominam sobie sytuacji, w której nad Brukselą, po pierwszej dyskusji nad propozycją Komisji Europejskiej, unosiłby się biały dym. Zawsze to pierwsze spotkanie ma charakter sondowania stanowisk. Tym razem porozumieniu nie sprzyjała też zdalna forma szczytu. Szef Rady Europejskiej Charles Michel zapowiedział, że rozpoczyna rozmowy z państwami członkowskimi i przed lipcowym posiedzeniem Rady Europejskiej zaproponuje kompromisowe rozwiązanie. Nie mam wątpliwości, że lipcowy szczyt będzie naprawdę długi, ale uważam, że jest spora szansa na osiągnięcie porozumienia. Polskim atutem jest to, że integrujemy kilka punktów widzenia w tej dyskusji, mamy wsparcie Grupy Wyszehradzkiej i wychodzimy z propozycjami, jak choćby opłata od wielkich korporacji międzynarodowych za obecność na jednolitym rynku. Jestem dobrej myśli przed kolejnym szczytem.

Czy dopinanie kluczowych spraw finansowych w drugiej połowie roku, już za prezydencji niemieckiej, to dla nas dobra czy zła informacja?

Po piątkowej Radzie Europejskiej wybrzmiało, że choć stanowiska państw członkowskich się różnią, to wszyscy zgadzają się co do tego, że na obecny, bezprecedensowy kryzys, potrzebna jest szybka odpowiedź. I właśnie do tego dążymy, chcemy, żeby porozumienie zostało zawarte jak najszybciej. Nie postrzegamy prezydencji w kategoriach lepsza – gorsza. Jeśli chodzi o nową perspektywę, są sprawy, które łączą i dzielą nas z Niemcami. Łączy nas na przykład podobne spojrzenie na rozmiar Funduszu Odbudowy. Liczymy, że podczas prezydencji niemieckiej uda się też rozstrzygnąć kluczowe dla nas kwestie, między innymi możliwość finansowania eurodotacjami z polityki spójności infrastruktury gazowej. Mówiąc o przechodzeniu na zieloną energię, musimy pamiętać o tym, że Polska jest w dość skomplikowanej sytuacji, jeśli chodzi o miks energetyczny. W dużej części jest on oparty na węglu, nie mamy możliwości wynikających z energetyki jądrowej, dlatego ważna jest dla nas możliwość finansowania i korzystania z infrastruktury gazowej.

Reklama

W maju 2018 r. KE zaproponowała Polsce 64,4 mld euro na lata 2021–2027, czyli ok. 20 mld euro mniej, niż otrzymaliśmy na lata 2014–2020. Ta propozycja jest wciąż aktualna?

W nowej propozycji Komisja Europejska nie przedstawiła podziału na poszczególne koperty narodowe. To będzie jeszcze przedmiotem rozmów. Według naszych wyliczeń zaproponowane środki na politykę spójności w całej UE są troszeczkę mniejsze niż te, które Komisja Europejska proponowała w maju 2018 r. Ale pamiętajmy, że doszły nam nowe mechanizmy finansowe, mające na celu złagodzenie skutków gospodarczych pandemii.

Troszeczkę, czyli ile?

Według propozycji z maja 2018 r. redukcja środków na politykę spójności dla całej UE wynosiła około 10 proc. w relacji do budżetu UE 2014–2020. Teraz to około 12 proc. Dochodzą bowiem instrumenty centralnie zarządzane przez KE, np. program zdrowotny EU4Health. A jako że zakres polityki spójności dotąd dotyczył także spraw związanych ze zdrowiem, tym razem te koperty zostały nieco inaczej ułożone. Jedną z kości niezgody jest np. to, że Komisja Europejska chciałaby pomniejszyć Europejski Fundusz Społeczny na poczet tego zdrowotnego funduszu zarządzanego centralnie przez KE. Dla Polski w negocjacjach ważne jest to, żeby te wszystkie nowe instrumenty, które są przecież potrzebne, nie uszczuplały polityk traktatowych, czyli polityki spójności i wspólnej polityki rolnej.

Czyli zarysowuje się tendencja, w której coraz większa część funduszy europejskich – zamiast trafiać do dyspozycji poszczególnych krajów – będzie zarządzana centralnie przez KE?

Faktycznie, jest taki kierunek myślenia w Brukseli. Komisja Europejska zaproponowała, że wart 750 mld euro Fundusz Odbudowy, przygotowany jako odpowiedź na gospodarcze skutki pandemii, ma działać w oparciu o dość dużą decyzyjność Komisji. Państwa członkowskie mają przygotować krajowe plany odbudowy, które będą przez nią akceptowane. My co do zasady bardzo popieramy powstanie funduszu, ale wskazujemy przy tym, że wsparcie powinno być elastyczne, a jego zakres szeroki – taki, by państwa mogły decydować, co jest im do odbudowy najbardziej potrzebne.

Skoro cała polityka spójności zostanie przycięta o 12 proc., to jak to wpłynie na naszą, krajową kopertę?

Nie wiadomo, czy zostanie. To propozycja. Komisja nie podała precyzyjnych danych na temat kopert krajowych, ale z wyliczeń przedstawionych dla wszystkich państw członkowskich wynika, że alokacja dla Polski jest duża. Nadal pozostaniemy największym beneficjentem tej polityki. W ramach instrumentów dodatkowych, tych poza polityką spójności, jesteśmy na trzecim miejscu w Unii pod kątem wielkości przyznanych środków. Jeśli wziąć pod uwagę wszystkie nowe instrumenty i WRF, możemy liczyć nawet na 700 mld zł z UE.

Czy dogadacie się w sprawie Funduszu Odbudowy? Ostatnio oprotestowała go Finlandia.

Na początku negocjacji wszyscy prężą muskuły. Na pewno ten sprzeciw da się jakoś załagodzić i ostatecznie się dogadamy. Wszystkie państwa zostały dotknięte koronawirusem. Jest zgoda co do potrzeby nadzwyczajnych środków. Nikt dziś nie może powiedzieć, że taki fundusz jest niepotrzebny. Różnimy się w postrzeganiu tego, jak on ma wyglądać, ale w ramach merytorycznych dyskusji wszystko można ostatecznie dogadać.

Czyli w praktyce jako Polska będziemy mieli dwa równoległe unijne budżety – ten wynikający ze środków przyznanym nam na lata 2021–2027 i pieniądze w ramach Funduszu Odbudowy.

Mamy szansę na dużo więcej – to fakt. Kwestie techniczne są jednak dość skomplikowane. Zgodnie z wyjściową propozycją Komisji Europejskiej część z Funduszu Odbudowy ma zasilić politykę spójności jeszcze z obecnego okresu programowania na lata 2014–2020. Część pieniędzy ma być zarządzanych centralnie przez KE i to będą dotacje uruchamiane do 2022 r. i pożyczki do 2024 r. Traktujemy to jako dodatkowe źródło finansowania. I rzeczywiście jest tak, że z Funduszu Odbudowy mamy dostać jako kraj ok. 64 mld euro, czyli mniej więcej tyle samo, ile z polityki spójności.

Chyba że w toku negocjacji okaże się, że z Funduszu Odbudowy ostatecznie dostaniemy mniej. A może więcej?

Jest szansa, że odpowiedź poznamy w lipcu, podczas kolejnego szczytu Rady Europejskiej, ale myślę, że propozycja Komisji, jeśli chodzi kwotę – 64 mld euro – jest dla Polski korzystna. Daje nam to trzecie miejsce wśród państw UE.

Pani resort będzie wiodący, jeśli chodzi o Fundusz Odbudowy?

Tak, przygotowujemy krajowy plan odbudowy, który pozwoli nam sięgnąć po pieniądze z funduszu. Stworzyliśmy przy resorcie grupę zadaniową, która wskaże projekty do sfinansowania z tego źródła. Chcemy, by plan w znacznej mierze opierał się na Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, która już wskazała priorytety. Chcemy też brać pod uwagę projekty już dobrze przygotowane, by można było je szybko zakontraktować i zrealizować, bo ramy czasowe funduszu są krótkie. Mówimy w końcu o inwestycjach, które mają odbudować naszą gospodarkę po pandemii.

Jakie to projekty?

KE mówi o konkretnych obszarach, między innymi o zielonej gospodarce, cyfryzacji, szerokim wsparciu przedsiębiorczości, chociażby poprzez realizację projektów badawczo-rozwojowych. To obszary, które wskazujemy też w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. W założenia Funduszu Odbudowy dobrze wpisuje się nasz rządowy program „Czyste powietrze”, który swoim zakresem będzie realizował główny cel funduszu, a dodatkowo jest dobrze przygotowany do szybkiego wdrożenia. W grę wchodzi również rozwój elektromobilności jako niskoemisyjnego źródła transportu.

Może w końcu powstanie milion aut elektrycznych, które obiecał premier?

Rozwój elektromobilności był, jest i będzie priorytetem. Dlatego też chcemy inwestować w ten obszar środki z Funduszu Odbudowy, bo oprócz realizacji celów związanych z ograniczeniem zanieczyszczeń będą powstawać nowe miejsca pracy, a o to przecież chodzi w odbudowywaniu gospodarki po kryzysie. Poza tym ważne będą też takie obszary, jak innowacyjność, rozwój przedsiębiorczości czy ochrona zdrowia, która wymaga wzmocnienia chyba we wszystkich krajach europejskich, nie tylko w Polsce. Według Polski środki z Funduszu Odbudowy powinny być również inwestowane w rozwój kluczowej brakującej infrastruktury transportowej i energetycznej oraz przemysłu.

Co z programami związanymi z klimatem, np. dotyczącymi retencji?

Te cele planujemy realizować głównie z funduszy polityki spójności. Na pewno będą takie obszary, w których fundusze spójności i odbudowy będą się pokrywać. Istotne, by zaprojektować wsparcie w ramach tych dwóch funduszy tak, by realizowane inicjatywy uzupełniały się wzajemnie. Chodzi na przykład o takie działania jak cyfryzacja, ochrona środowiska, wsparcie dla pracowników.

Jakie instrumenty będą dominować w planie odbudowy: dotacje czy formy zwrotne?

60 proc. to dotacje, reszta – pożyczki i gwarancje.

Czy kwestie praworządności mogą rzutować na przyznawanie tych pieniędzy?

Rząd zawsze uważał i będzie uważał praworządność za ogromną wartość. Pytanie brzmi, jakie byłyby kryteria, na podstawie których każde państwo członkowskie miałoby być oceniane? Ocena praworządności to sfera opinii, fundusze unijne to sfera faktów, wskaźników, liczb. Nie mieszajmy tych dwóch porządków.

Czy na klimat negocjacji nie rzutuje to, co się dzieje w kampanii? Myślimy np. o awanturze o LGBT. Krytycznie wypowiadała się o tym komisarz Jourova.

Nasze rozmowy są zawsze merytorycznie, o konkretnych programach i realizujących je przedsięwzięciach, kryteriach ich wyboru, które dla wszystkich są takie same. To właśnie poziom faktów. Rozmowy z Komisją na te tematy są takie jak zawsze: fachowe i merytoryczne.

Rozmawiali Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak