"Mamy robocze diagnozy. Jedną z tych diagnoz, do której się teraz najbardziej skłaniamy, jest naruszenie równowagi węglowodanów, to jest naruszenie metabolizmu. Może być to skutek raptownego spadku w samolocie (u Nawalnego) cukru we krwi, co spowodowało utratę przytomności" - powiedział lekarz Aleksandr Murachowski. Zapewnił, że obecnie lekarze intensywnej terapii razem z kolegami z Moskwy "robią wszystko, co możliwe, aby wyprowadzić Aleksieja Nawalnego ze śpiączki".

"Wczoraj przeprowadziliśmy badanie chemiczno-toksykologiczne. Mogę jasno powiedzieć, że nie wykryto hydroksybutanów i barbituranów" - oświadczył lekarz. Dzień wcześniej w mediach pojawiły się doniesienia, że Nawalny mógł zostać otruty hydroksymaślanem sodu.

"Jeśli chodzi o to, co mówi się w mediach o składniku chemicznym pobranym przez ekspertów do analizy, to mogę powiedzieć, iż nie pobierano materiału biologicznego. Pobrano materiał z powierzchni skóry, ubrania, paznokci itd. Przeprowadziliśmy wiele badań, konsultacji. Jest to zwykła chemiczna substancja przemysłowa, która używana jest np. w plastikowych kubkach" - powiedział Murachowski.

Oznajmił, że Nawalny nie może być teraz transportowany, "ponieważ jego stan jest niestabilnie ciężki" i ta niestabilność "może się zwiększać przy starcie i lądowaniu" samolotu. Lekarze z Omska i z Moskwy uznali, że "nie można ryzykować życiem i że ryzyko jest zbyt duże" - poinformował.

Wypowiedź Murachowskiego w formie nagrania wideo przekazały służby prasowe wydziału zdrowia we władzach obwodu omskiego.

Reklama

Krótko po tym żona Nawalnego, Julia, która mówiła wcześniej, że chce, by jej mąż znalazł się w niezależnej placówce, zwróciła się do prezydenta Rosji Władimira Putina z apelem o zezwolenie na przewiezienie Nawalnego do Niemiec. "Uważam, że jest mu potrzebna wykwalifikowana pomoc lekarska w RFN. Od 21 sierpnia, od godz. 12, mamy wszelkie możliwości, by niezwłocznie przetransportować Aleksieja pod kontrolą lekarzy" - napisała w liście do Putina Julia Nawalna.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył w piątek, że przewiezienie Nawalnego zależy wyłącznie od leczących go lekarzy.

Osobista lekarka Nawalnego Anastazja Wasiljewa, której dzień wcześniej nie dopuszczono do jej nieprzytomnego pacjenta, skomentowała wystąpienie Murachowskiego na swoim Twitterze. "Naruszenie metabolizmu może wystąpić przy wielu chorobach; to jest stan, a nie diagnoza. Spadek poziomu cukru też nie jest diagnozą. Nawiasem mówiąc, wczoraj cukier był w normie. Znów uważają nas za idiotów - wypowiadają mądre słowa, a nie są w stanie ustalić przyczyny śpiączki i postawić diagnozy" - napisała lekarka.

Zastępca lekarza naczelnego szpitala w Omsku Anatolij Kaliniczenko oznajmił w piątek rano, że badania nie wykazały śladów trucizny w organizmie Nawalnego i lekarze nie uważają, by próbowano go otruć. Dodał, że medycy postawili diagnozę, ale nie będą informować o niej mediów; diagnoza ta została zaś przekazana ustnie rodzinie Nawalnego - żonie i bratu. Niemniej, najbliżsi Nawalnego powiedzieli, że nie podano im diagnozy, a jedynie opisano objawy, które można różnie interpretować.

Do Omska przyleciał w piątek rano samolot medyczny z Niemiec, który miał zabrać Nawalnego. Na jego leczenie za granicą nalega rodzina. Murachowski powiedział, że zaprosił do szpitala niemieckich specjalistów, aby "zapoznali się ze stanem pacjenta i z rezultatami badań".

Jak poinformował w piątek rano współpracownik Nawalnego Iwan Żdanow, rozmawiał on tego dnia z funkcjonariuszką policji transportowej, która informowała lekarzy omskiego szpitala o zidentyfikowaniu substancji, śmiertelnie niebezpiecznej nie tylko dla Nawalnego, ale i dla otoczenia. Rzeczniczka Nawalnego Kira Jarmysz zarzuciła lekarzom zignorowanie tych informacji.

Policja nie widzi obecnie podstaw do wszczęcia sprawy karnej dotyczącej hospitalizacji Nawalnego; nie wykryto znamion przestępstwa - powiedziało w piątek agencji TASS źródło w organach ścigania.