Bliższa Praga Warszawie. Znów widać większą zbieżność interesów Czech i Polski [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
18 czerwca 2022, 07:00
Sceptycyzm Czechów wobec Rosji nie zaczął się 24 lutego i można mieć nadzieję, że nie zakończy się wraz z działaniami wojennymi. A o to można podejrzewać Francuzów - pisze w opinii Piotr Wójcik.

Długo przed 24 lutego było wiadomo, że dla mieszkańców zachodniej części Starego Kontynentu Rosja to ważny partner biznesowy, który zapewnia tanie surowce i sponsorów dla klubów piłkarskich, a sami Rosjanie byli tam postrzegani jako zamożni i kulturalni ludzie nabywający nieruchomości w prestiżowych miejscach. Dla większości krajów Europy Środkowej i Wschodniej Rosja to przede wszystkim agresywny reżim, który bywa przyjazny i kulturalny tylko po to, by zebrać siły i zbudować sobie siatkę sojuszników. Wojna w Ukrainie jedynie wyciągnęła na wierzch tę różnicę w perspektywie. Słowa prezydenta Francji, zgodnie z którymi należy wspierać Ukrainę możliwie delikatnie, by przypadkiem „nie upokorzyć Rosji”, w naszym regionie zostały odebrane jako powrót do polityki appeasementu, czyli ustępstw wobec imperialnych zapędów agresywnego reżimu. Tyle że już 1 lipca Francuzi kończą swoją prezydencję w Radzie Unii Europejskiej, a zastąpią ich Czesi.

„Ne” dla Rosatomu

Różnice w podejściu do wojny między odchodzącą a nową prezydencją widać chociażby w publicznych wystąpieniach czołowych polityków znad Wełtawy. Minister spraw zagranicznych Jan Lipavský (z lewicującej Czeskiej Partii Piratów) w programie Terezie Tománkovej w CNN Prima News jednoznacznie wyraził swój sceptycyzm wobec słów prezydenta Francji. „Rosja jest agresorem, więc nie powinniśmy się przejmować tym, jak jej nie upokorzyć lub nie poniżyć. Macron prawdopodobnie nie rozumie, że Putina nie interesuje, jak jest odbierany na Zachodzie” – stwierdził. Wspomniał o konferencji w Monachium, podczas której pozbawiono Czechosłowację części terytorium, by ułagodzić Niemców. Powtórka z tamtej historii jest niedopuszczalna. „Negocjacje pokojowe powinny być prowadzone przez samych Ukraińców, a my musimy utrzymać ich w grze” – dodał polityk.

Według Lipavskiego dostawy broni nad Dniepr – nawet jeśli uszczuplają bieżące zasoby ich armii – wzmacniają bezpieczeństwo Czech, hamując ekspansję Kremla. „Może nam ona zalegać w magazynie albo może pomagać Ukraińcom” – powiedział minister, dodając, że większe i zamożniejsze państwa UE, w tym Niemcy, powinny bardziej wspierać Kijów.

Czechy robiły to jeszcze przed rozpoczęciem przez Rosję działań wojennych. W styczniu bezpłatnie przekazały Ukrainie 4 tys. sztuk pocisków artyleryjskich. Na początku marca, a więc już w trakcie wojny, nad Dniepr trafiły z Pragi karabiny szturmowe i maszynowe, a w ostatnim czasie także broń ciężka, m.in. czołgi T-72 i bojowe wozy piechoty. I to pomimo ostrzegawczych not ze strony Rosji, że nie mają zgody na wysyłkę nad Dniepr broni radzieckiej produkcji. Czesi w odpowiedzi do czołgów i BWP dorzucili jeszcze śmigłowce bojowe Mi-24.

CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP I NA E-DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj