Ponieważ trwają prace nad kilkoma obiecującymi szczepionkami przeciw Covid-19, to przechodzimy do fazy „zawieszenia” jeśli chodzi o pandemię koronawirusa – do czasu, aż szczepionki nie będą stosowane na wielką skalę. Wielka Brytania stała się pierwszym zachodnim krajem, który zaakceptował szczepionki, ale jej masowe zastosowanie nie nastąpi tak szybko. Aby do tego czasu utrzymać epidemię w ryzach, najpewniej jeszcze przez kilka miesięcy trzeba będzie nosić maseczki, wykonywać więcej testów, śledzić kontakty zakażonych i prawie na pewno wprowadzać lockdowny w różnych formach. Wiele europejskich krajów powróciło do tych metod, tak jak duża liczba amerykańskich miast i stanów.

Mimo to zdajemy sobie w coraz większym stopniu sprawę ze społecznych i psychologicznych kosztów lockdownu. Ich celem jest zmniejszenie liczby zakażeń, ale dodatkowo oznaczają stres dla prawie każdego, pogrążają małe firmy i pozbawiają dzieci normalnej edukacji i kontaktów społecznych. W efekcie wprowadzania lockdownów rośnie również społeczny opór wobec nich – co nie jest zaskakujące.

Inny sposób przeprowadzania lockdownu

Istnieje jednak inna ścieżka, która pokazuje, że można zachować korzyści płynące z lockdownu przy jednoczesnej minimalizacji kosztów związanych z taką operacją. Otóż niektórzy badacze sugerują, że lockdown wiąże się z najwyższymi kosztami wtedy, gdy jest nakładany na długi czas oraz w atmosferze chaosu i niepewności planowania. Znacznie lepiej jest, argumentują naukowcy, kiedy lockdowny są krótkoterminowe, tygodniowe i powtarzane w przewidywalny sposób. Gdy właśnie tak się je przeprowadza, wówczas udaje się zachować rozprzestrzenianie się wirusa w ryzach, zachowane są również aktywność gospodarcza i wolności osobiste.

Pomysł ten zasługuje na szczerszą uwagę wszystkich rządów, w tym nadchodzącej administracji Joe Bidena w USA, którego kraj zmaga się z najwyższymi wskaźnikami infekcji na świecie.

Reklama

Jedną z paradoksalnych słabości obecnych metod wprowadzania obostrzeń, jak tłumaczą badacze, jest próba dostosowania ich do najnowszych danych epidemiologicznych, w tym geograficznych szacunków wskaźnika R. To oczywiście naturalne, aby tak robić, niemniej stoi to w sprzeczności z dobrą praktyką zarządzania, ponieważ strategie zarządzania tego rodzaju wiodą często do niespodziewanych rezultatów ze względu na niepewności i nieuniknione opóźnienia w implementacji określonych polityk.

Jest to szczególnie prawdziwe, jeśli weźmiemy pod uwagę naturalny wykładniczy rozwój epidemii – wyjaśniają Thomas Parisini i Robert Shorten z Imperial College London. Badacze ci ustalili, że lepszą kontrolę nad epidemią można uzyskać, wykorzystując mniej danych i polegając na szybkim przełączaniu polityk – tak jak dzieje się to na przykład w nowoczesnych systemach ABS w samochodach. W tym przypadku komputer szybko włącza i wyłącza hamulce, co zapobiega blokowaniu całego systemu i wpadnięciu auta w poślizg. Następnie komputer stopniowo dostosowuje schemat przełączania wraz z tym, jak auto zwalnia, odrzucając przy tym wiele precyzyjnych danych na rzecz bardziej płynnej jazdy.

Podobne podejście w zarządzaniu pandemią nie polegałoby na opracowaniu optymalnego czasu wprowadzenia i długości lockdownu przy wykorzystaniu najlepszych danych, ale oznaczałoby wprowadzanie krótkich, powtarzalnych lockdownów – na przykład dwa dni swobodnej aktywności społecznej i gospodarczej w każdym tygodniu, powiedzmy poniedziałek i wtorek, a później lockdown przez pięć dni. Większość osób mogłoby pracować poza domem przez te dwa dni, a przez resztę czasu z domu.

W serii analiz matematycznych, opartych na symulacjach epidemiologicznych, Thomas Parisini i jego współpracownicy wykazali, że taka polityka pozwalałaby władzom na wybór okresów z lockdownem i bez w taki sposób, że liczba zakażeń systematycznie spadałaby, zaś ludzie i firmy mogliby planować z wyprzedzeniem, a to przełożyłoby się na zwiększenie aktywności społecznej i gospodarczej. Polityka tego rodzaju mogłaby być powoli dostosowywana do długoterminowych trendów, takich jak wzrost czy spadek liczby zakażeń.

Mniej nagłych zmian, więcej przewidywalności

Pomysł ten eliminowałby także inny powszechnie nielubiany aspekt polityki w czasie pandemii. Chodzi o ciągłe zmiany zasad w oparciu o bieżące zmiany danych. Walor przewidywalności sprawiłby, że ludzie łatwiej zaakceptowaliby taką strategię, a zatem stałaby się ona w większym stopniu zdolna do podtrzymywania. Ostatnim razem, jak wprowadzono lockdown w Londynie, tłumy ludzi zbierały się w pubach tuż przed samym zamknięciem. Decyzja o zamknięciu pojawiła się z małym wyprzedzeniem, zaś w jej wyniku puby miały zostać zamknięte na około cztery tygodnie. Czy ludzie pokazaliby tę samą panikę, gdyby wiedzieli z wyprzedzeniem, że wkrótce nastąpi lockdown i że będzie trwał tylko kilka dni, a cały schemat stale by się powtarzał?

Badanie, o którym mowa, było recenzowane i zaakceptowane do publikacji w czasopiśmie naukowym. Ale badacze będący częścią tego projektu podkreślają, że nie są epidemiologami, ale inżynierami posiadającymi wiedzę na temat możliwości i ograniczeń złożonych systemów. Projektując to badanie, naukowcy oparli się na podobnych strategiach już wcześniej, na przykład przy okazji pojawiających się sezonowo infelcji grypy czy odry. Co więcej, odkąd ten zespół badawczy po raz pierwszy zapropnował takie podejście, inni badacze wysunęli podobne pomysły, ale w nieco innym wydaniu – na przykład w oparciu o strategię, w której połowa populacji pozostaje aktywna, a połowa podlega obostrzeniom.

W USA, jeśli chodzi o dalsze plany administracji Joe Bidena, to pozostają one niejasne. Jeden z jego doradców proponował bardziej agresywną politykę trwającego od czterech od sześciu tygodni lockdownu, być może na fali rosnących statystyk dotyczących koronawirusa w obliczu braku systematycznej polityki w tym zakresie. Ale po tym okresie dostępność szczepionek dla społeczeństwa może nie być jeszcze nie być tak szeroka i być może lepiej sprawdziłoby się podejście przerywanych lockdownów.

„Myślę, że takie podejście może być wartościowe” – uważa profesor Meagan Fitzpatrick. „Szczególnie w okresie przed masowym dostępem do szczepień. Wiadomo bowiem, że w czasie ponownego otwarcia gospodarki po lockdownie liczba zakażeń może wzrosnąć i powinniśmy być na to przygotowani. Ogromna część gospodarczych i psychicznych problemów pochodzi z niepewności, z którą muszą się mierzyć firmy i rodziny” – dodaje.

Oczywiście pomysł ten wymaga dalszego testowania, szczególnie w realnym świecie. Czy ludzie zaakceptują podejście, które będzie oparte o większą przewidywalność? Czy jakieś nieprzewidziane ludzkie reakcje mogłyby wywrócić taki plan? Nie dowiemy się tego nigdy, jeśli go nie przetestujemy.

Zazwyczaj przepływ pomysłów pomiędzy inżynierami a epidemiologami nie jest bardzo płynny, ale potrzebujemy dobrych pomysłów wszędzie, gdzie tylko możemy je znaleźć. „Naszą intencją jest sprawienie, aby społeczność stała się świadoma potencjału takiej polityki” – dodaje jeden z badaczy, Robert Shorten z Imperial College London.