Jak wskazuje NIK, nieprawidłowości w reagowaniu na zranienia wystąpiły w 1/3 placówek. Kontrolerzy Izby stwierdzili także, że w większości z nich wydatki na bezpieczne igły, nożyczki, czy skalpele nie były systematycznie zwiększane, a raporty dotyczące zranień ostrymi narzędziami sporządzano nierzetelnie.

Najwyższa Izba Kontroli skontrolowała cztery szpitale kliniczne, pięć szpitali wojewódzkich i trzy szpitale powiatowe, po trzy szpitale w czterech województwach: pomorskim, lubelskim, śląskim i dolnośląskim. Były to: UCK w Gdańsku, Szpital św. Wojciecha w Gdańsku, Szpital w Prabutach, SP SK w Lublinie, WSS w Lublinie, SP ZZOZ w Janowie Lubelskim, SP SK w Katowicach, Szpital Kolejowy w Katowicach, SP ZOS w Lublińcu, CMR we Wrocławiu, WSK we Wrocławiu, PCZ w Kamieniej Górze. Okres objęty kontrolą to lata 2017-2020.

Reklama

W informacji na temat wyników kontroli NIK przypomina, że codziennie dochodzi do ok. 100 zranień wśród pracowników ochrony zdrowia w związku z używaniem przez nich sprzętu medycznego. Takie dane można znaleźć w publikacjach naukowych. Jednocześnie zaznaczono, że mogą być one jednak mocno zaniżone. "Szacuje się bowiem, że na sześć przypadków zranień zgłaszany jest tylko jeden, pozostałe są bagatelizowane lub ignorowane i przez pracowników, i przez pracodawców" - czytamy.

Jak podaje NIK potencjalnie na zranienia narażonych jest nie mniej niż 247,5 tys. pracowników placówek ochrony zdrowia (pielęgniarki, położne, ratownicy medyczni lekarze dentyści, lekarze specjaliści w zakresie: chirurgii, położnictwa i ginekologii, anestezjologii i intensywnej terapii, medycyny ratunkowej), a na napromieniowanie nie mniej niż 192,5 tys. (pielęgniarki, technicy elektroradiologii i lekarze radiolodzy). Wskazuje, że w przypadku pracowników, niebezpieczne zdarzenia oznaczają możliwe kłopoty zdrowotne, w przypadku pracodawców potencjalnie wysokie koszty z powodu wypłaty odszkodowań, nieobecności pracownika, czy jego odejścia z pracy, albo przejścia na rentę.

W kontrolowanych przez NIK szpitalach odnotowano 1130 przypadków, w których pracownicy udzielający świadczeń zdrowotnych narażeni byli na oddziaływanie czynników niebezpiecznych i szkodliwych. Analiza kosztów postępowań związanych z takimi zdarzeniami w 10 szpitalach pokazała, że średnio wyniosły one od 17 zł do 961 zł oraz od ok. 3 200 zł do ok. 3 600 zł, jeśli uwzględnić czasową niezdolność pracownika do pracy. Jednak tylko - jak podaje Izba - w jednym szpitalu wystąpiono o rekompensaty w związku ze zranieniem (odszkodowań domagały się dwie osoby, otrzymała ją jedna). Kontrolerzy Izby nie stwierdzili natomiast, by przeciwko badanym placówkom prowadzone były postępowania sądowe.

NIK przypomina, że do tego, aby pracownicy placówek medycznych byli chronieni przed zranieniami podczas wykonywania swoich obowiązków, zobowiązuje pracodawców Kodeks pracy i wynikające z niego przepisy bhp. W skontrolowanych przez NIK szpitalach tak organizowano miejsca udzielania świadczeń medycznych, by zminimalizować tego rodzaju zagrożenie. Opracowano także odpowiednie procedury i zagwarantowano środki ochrony indywidualnej, a także odpowiednie szczepienia ochronne.

Kontrola NIK pokazała także, że w 11 szpitalach (92 proc. skontrolowanych) zapewniano personelowi bezpieczny sprzęt medyczny. W pięciu placówkach nie było jednak bezpiecznych igieł do pobierania krwi, a w dwóch nie używano ampułek bezigłowych, a to właśnie w związku ze stosowaniem szklanych ampułek, a także igieł iniekcyjnych najczęściej dochodzi do zranień w placówkach ochrony zdrowia.

W okresie objętym kontrolą tylko w czterech na 12 kontrolowanych szpitali odnotowano stały, coroczny wzrost zakupów bezpiecznego sprzętu, wynoszący od 5 proc. do 23 proc. w stosunku do poprzedniego roku. W trzech innych placówkach wydatki na bezpieczny sprzęt malały, a w jednym - Dolnośląskim Szpitalu Specjalistycznym - Centrum Medycyny Ratunkowej we Wrocławiu - nie było ich w ogóle, stosowano tam jednak bezpieczne ampułki.

Jak podaje NIK, dyrektorzy, którzy nie zwiększali wydatków na zakup bezpiecznych narzędzi medycznych, tłumaczyli to trudną sytuacją finansową szpitali i wysokimi kosztami wyposażenia stanowisk pracy w sprzęt zapobiegający zranieniom. W Dolnośląskim Szpitalu Specjalistycznym - Centrum Medycyny Ratunkowej we Wrocławiu - za wystarczające uznano opracowanie procedur związanych z bezpiecznym postępowaniem z ostrymi narzędziami i stosowanie środków ochrony indywidualnej.

W siedmiu kontrolowanych szpitalach decyzje o rodzaju i liczbie zakupionego bezpiecznego sprzętu podejmowano w oparciu o analizy i wnioski samego personelu, czy przedstawicieli pracowników. W czterech placówkach decyzje o wielkości zakupów i rodzaju zamawianego sprzętu podejmowano na podstawie zapotrzebowania zgłaszanego przez poszczególne komórki szpitala, biorąc pod uwagę możliwości finansowe placówki. W jednej placówce nie przeprowadzano analiz w tym zakresie.

Zdaniem NIK, szpitale powinny sukcesywnie zwiększać zakupy bezpiecznego sprzętu, tak by ryzyko zranień było maksymalnie ograniczane.

Szczegółowe badanie wylosowanej próby 548 przypadków narażenia pracowników na oddziaływanie czynników niebezpiecznych i szkodliwych (z 1130 zarejestrowanych), wykazało, że gdy doszło do zranienia w ośmiu szpitalach prawidłowo stosowano procedury przewidziane w takiej sytuacji. W czterech placówkach kontrolerzy NIK stwierdzili przypadki postępowania niezgodnego z obowiązującymi zasadami, wynikające z zaniedbań pracowników bądź niewłaściwego nadzoru pracodawcy. Chodziło o zbyt późne zgłoszenie, brak odpowiednich protokołów lub zaniechanie powtórnego, wynikającego z procedur, badania krwi osoby zranionej (po 3 i 6 miesiącach). W Samodzielnym Publicznym Zespole Opieki Zdrowotnej w Lublińcu na przykład, spośród 33 przypadków zranień, tylko w ośmiu przeprowadzono kolejne badania.

Z ustaleń Izby wynika także, że w okresie objętym kontrolą zaledwie w trzech szpitalach odnotowano wyraźny, choć stopniowy spadek przypadków zranień. W sześciu placówkach utrzymywał się trend spadkowy, w niektórych latach "zaburzony" jednorocznym wzrostem liczby zakłuć. W pozostałych trzech szpitalach (Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym w Katowicach, 4. Wojskowym Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu i Powiatowym Centrum Zdrowia w Kamiennej Górze) zauważalny był stały wzrost liczby takich zdarzeń.

NIK przypomina, że zgodnie z dyrektywą Unii Europejskiej, od 11 maja 2013 r. istnieje obowiązek natychmiastowego (codziennego) raportowania o zranieniach. Jak wynika z kontroli NIK, szpitale realnie wdrożyły tę procedurę. Nieprawidłowości dotyczyły natomiast przygotowywania przez placówki półrocznych raportów dotyczących zranień. Spośród 12 kontrolowanych szpitali aż w ośmiu dokumenty te sporządzano nierzetelnie, co zdaniem Izby ograniczało możliwość bieżącego korygowania błędów i zapobiegania im w przyszłości.

Według NIK problemem może być też fakt, że placówki ochrony zdrowia nie są zobligowane do przekazywania tych raportów jakiejkolwiek zewnętrznej instytucji. Nie tylko uniemożliwia to gromadzenie pełnych, wiarygodnych danych, ale także planowanie i podejmowanie skutecznych działań profilaktycznych, zmniejszających ryzyko wystąpienia negatywnych zdarzeń także w takich miejscach, w których jeszcze do nich nie doszło. Dlatego Izba złożyła wniosek do Ministra Zdrowia o wprowadzenie obowiązku przekazywania Państwowej Inspekcji Sanitarnej informacji na temat liczby zranień na stanowiskach zagrożonych takimi zdarzeniami.

Choć kontrolerzy NIK nie stwierdzili w badanych placówkach przypadków niekontrolowanego napromienienia, to jednak ujawnili nieprawidłowości, które świadczyły o niezapewnieniu pracownikom pełnej ochrony. Na bezpośrednie napromieniowanie mogło być tam narażonych nawet 14 proc. z nich. Nieprawidłowości wystąpiły we wszystkich kontrolowanych szpitalach, choć w różnym wymiarze.

W raporcie podano, że są dwie kategorie pracowników narażonych na promieniowanie jonizujące: Kategoria A - obejmuje pracowników, którzy mogą być narażeni na dawkę skuteczną (efektywną) przekraczającą w ciągu roku 6 mSv lub dawkę równoważną przekraczającą 15 mSv rocznie dla soczewek oczu lub 150 mSv rocznie dla skóry lub kończyn oraz Kategoria B - obejmuje pracowników, którzy nie zostali zaliczeni do kategorii A.

NIK wskazuje, że zgodnie z Prawem Atomowym, przed zatrudnieniem kandydata do pracy w warunkach narażenia na promieniowanie jonizujące, pracodawca jest zobowiązany wystąpić z wnioskiem do prezesa Państwowej Agencji Atomistyki. Chodzi o uzyskanie informacji dotyczącej wielkości dawki promieniowania pochłoniętego w danym roku kalendarzowym oraz czterech poprzednich latach przez osobę ubiegającą się o posadę. Spośród ośmiu szpitali, w których w okresie objętym kontrolą konieczne było, zdaniem NIK, uzyskanie takiej informacji, o jej udostępnienie ubiegała się tylko jedna placówka i to tylko w odniesieniu do pracowników zakwalifikowanych do kategorii A.

Zdaniem kierowników kontrolowanych placówek, obowiązek pozyskania informacji o dawkach promieniowania dotyczy tylko pracowników tej kategorii. W opinii NIK, Prawo atomowe nie wprowadza takiego poddziału, dlatego Izba złożyła wniosek do ówczesnego Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o nowelizację przepisów i doprecyzowanie Prawa atomowego w tym zakresie. O tym, że nie ma takiej potrzeby, jest przekonane Ministerstwo Zdrowia. W przesłanym NIK stanowisku napisano, że przepisy są jednoznaczne – obowiązek uzyskania przez pracodawcę informacji o wcześniejszym napromieniowaniu dotyczy pracowników obu kategorii.

Kontrolery NIK ujawnili także, że w dwóch z 4 szpitali pracownikom zakwalifikowanym do kategorii A nie zapewniono właściwego nadzoru medycznego, który obejmuje m.in. okresowe badania lekarskie przeprowadzane co najmniej raz w roku. W Samodzielnym Publicznym Zespole Zakładów Opieki Zdrowotnej w Janowie Lubelskim 29 spośród objętych próbą 48 pracowników narażonych na promieniowanie jonizujące, zaszeregowanych do kategorii A, przechodziło badania okresowe tylko raz na dwa/trzy lata. Ponadto 17 z nich w ciągu niemal 3 lat, nawet przez kilkadziesiąt dni (od 1 do 52) wykonywało pracę bez aktualnego orzeczenia lekarskiego potwierdzającego brak przeciwwskazań do pracy na danym stanowisku, co było niezgodne z Kodeksem pracy. Jak ustalili kontrolerzy NIK, wynikało to z niewłaściwego informowania lekarza medycyny pracy o kategorii poszczególnych pracowników.

Jak pokazała kontrola NIK, badane szpitale tylko częściowo były przygotowane do identyfikacji i minimalizacji ryzyka zawodowego związanego ze zranieniami oraz napromieniowaniem podczas udzielania świadczeń. Choć w większości placówek właściwie powołano i służbę, i komisję bhp, to jednak nie ustrzeżono się nieprawidłowości w ich funkcjonowaniu.

Wszystkie kontrolowane szpitale zatrudniały w badanym okresie powyżej 100 osób, zgodnie z Kodeksem pracy utworzono tam służbę bhp. W jednej z placówek – Powiatowym Centrum Zdrowia w Kamiennej Górze - wykonywanie zadań z tego zakresu powierzono jednak firmie zewnętrznej, co jest niezgodne z przepisami, choćby dlatego, że zawarcie umowy innej, niż umowa o pracę, wyklucza zaliczenie takiej osoby do służby bhp. W dwóch placówkach, wbrew przepisom, służba bhp nie podlegała bezpośrednio pracodawcy, co zdaniem Izby mogło ograniczać skuteczność przeprowadzanych przez nią kontroli i reagowanie na zagrożenia.

Z kolei w Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Lublińcu nie zapewniono właściwego nadzoru nad przestrzeganiem wymagań ochrony radiologicznej. Kontrolerzy NIK ustalili bowiem, że przez ponad siedem miesięcy nie zatrudniano tam w ogóle inspektora ochrony radiologicznej, a przez kolejne trzy miesiące funkcję tę pełniła osoba bez stosownych uprawnień, co było niezgodne z Prawem atomowym. Do obowiązków inspektora należy np. dbanie o to, by pracownicy spełnili warunki potrzebne do zatrudnienia na danym stanowisku, m.in. by przeszli szkolenia w zakresie bezpieczeństwa jądrowego i ochrony radiologicznej.