Opozycja dysponuje wystarczającą liczbą głosów, by samodzielnie powołać komisję śledczą do istnienia.

Wypowiadając się bezpośrednio po specjalnym posiedzeniu parlamentarnej komisji finansów, Bayaz zaznaczył, że "mimo wielu specjalnych posiedzeń i mimo wielu katalogów pytań rząd federalny nie zdołał objaśnić przypadku Wirecard w sposób wyczerpujący i gruntowny". Według jego partyjnej koleżanki, posłanki Lisy Paus, ujawniony został "prawdziwy bezmiar w temacie lobbyingu w Urzędzie Kanclerskim".

Statutowa działalność koncernu Wirecard z główną siedzibą w Aschheim koło Monachium polegała na realizowaniu bezgotówkowych przepływów pieniędzy między podmiotami wymiany handlowej z jednej strony, a bankami oraz firmami udostępniającymi karty kredytowe z drugiej strony.

Przed ogłoszeniem w czerwcu niewypłacalności Wirecard przyznał, że zdeponowane jakoby na kontach powierniczych na Filipinach pieniądze w łącznej kwocie 1,9 mld euro najprawdopodobniej nie istnieją. Miały to być rzekome wpływy z transakcji dokonywanych przez podległe koncernowi spółki, które realizowały płatności kartami kredytowymi na terenie Azji Południowo-Wschodniej i Środkowego Wschodu. Z dotychczasowych ustaleń śledztwa wynika, że niemal wszystkie lub nawet wszystkie te transakcje były zmyślone.

Wraz z liberalną Wolną Partią Demokratyczną (FDP) i postkomunistyczną Lewicą Zieloni mają niezbędną dla powołania komisji liczbę co najmniej jednej czwartej wszystkich posłów. Jej utworzenia chce również prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD), która jednak pozostaje w Bundestagu w trwałej politycznej izolacji.

Reklama

Prowadząca śledztwo w sprawie Wirecard prokuratura w Monachium wychodzi z założenia, że koncern księgował fikcyjne transakcje już od 2015 roku, dopuszczając się w ten sposób zorganizowanego spisku w celu dokonywania oszustw na wielką skalę. Cały proceder przyniósł bankom i inwestorom straty sięgające łącznie 3,2 mld euro.

Jak wskazuje agencja dpa, przy wyjaśnianiu politycznych aspektów afery chodzić będzie przede wszystkim o to, kiedy dokładnie niemiecki rząd dowiedział się o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu Wirecard i czy nie zareagował na nie zbyt słabo. Uwaga skupia się tu na podlegającym ministerstwu finansów Federalnym Urzędzie Nadzoru Usług Finansowych (Bafin), jak też na objętych kompetencjami resortu gospodarki spółkach, które przez lata zajmowały się audytowaniem działalności Wirecard. (PAP)