Chodzi o budzący kontrowersje projekt Komisji Europejskiej z marca 2016 roku, który zakłada, że pracownik delegowany, czyli wysłany przez pracodawcę do pracy w innym kraju UE, ma otrzymywać takie samo wynagrodzenie, jakie otrzymuje za tę samą pracę pracownik lokalny.

Projektowi sprzeciw się Polska, bo uważa, że uderzy on w konkurencyjność polskich firm i miejsca pracy. Eksperci wskazują, że dyrektywa jest przejawem protekcjonizmu państw Europy Zachodniej, które obawiają się konkurencji firm Europy Środkowej.

Relacjonując w środę na konferencji prasowej spotkanie z Macronem, szef KE powiedział, że dyrektywa była głównym tematem ich rozmowy. "Poruszyliśmy wiele tematów, ale skoncentrowaliśmy się na społecznej Europie. (...) Rozmawialiśmy w szczególności o nowelizacji dyrektywy o pracownikach delegowanych. Zasadą powinno być, że jeśli wykonujesz taką samą pracę w tym samym miejscu, powinieneś otrzymywać za to taką samą płacę. To zasada, której powinniśmy się trzymać" - powiedział Juncker. "Prezydent Francji i ja uważamy, że nie ma miejsca na dumping społeczny w Europie" - dodał.

Macron powiedział na konferencji, że "potrzebujemy Europy, która chroni ludzi" i stąd projekt dyrektywy o pracownikach delegowanych. "Europa (...) musi chronić pracowników, w szczególności tych, którzy zarabiają mniej" - podkreślił francuski prezydent.

Przewodnicząca pracom UE Malta poinformowała w marcu, że chce, by do końca czerwca państwa unijne porozumiały się w sprawie propozycji zmian w dyrektywie. (PAP)