Polska weźmie kredyt w Banku Światowym. To koniec finansowania potrzeb pożyczkowych

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
26 sierpnia 2014, 12:17
Warszawa
Warszawa/ShutterStock
Potrzeby pożyczkowe – czyli kwota, której rząd potrzebuje na obsługę długu i finansowanie deficytu budżetowego – w tym roku wynosiły 132,4 mld zł.

Największy koszt to wykup długu krajowego i zagranicznego – 77,2 mld zł. Reszta to tzw. potrzeby pożyczkowe netto, czyli przede wszystkim pokrycie deficytu.

Pieniądze te praktycznie zgromadzono już w lipcu. Wtedy zakończono tzw. rynkowe finansowanie – czyli sprzedaż obligacji skarbowych na rynku. W lipcu sfinansowano 97 proc. całorocznych potrzeb pożyczkowych. - Formalne domknięcie finansowania tego roku nastąpi po wakacjach w efekcie zaciągnięcia kolejnych transzy kredytów w międzynarodowych instytucjach finansowych – mówi nam wiceminister finansów Dorota Podedworna–Tarnowska

Ministerstwo Finansów planuje we wrześniu zaciągnąć kredyt z Banku Światowego w wysokości około 700 mln euro. Resort nie wyklucza też wzięcia przed końcem roku podobnego kredytu w Europejskim Banku Inwestycyjnym. Jego urzędnicy zastrzegają jednak, że decyzja o dokładnym terminie zaciągnięcia kredytu z EBI, w tym o wielkości transzy zaciąganej w tym roku, uzależniona będzie od m.in. bieżącej płynności w budżecie w IV kwartale.

Resort finansów przymierza się już do zbierania środków na potrzeby pożyczkowe w 2015 roku. Sam wykup długu krajowego w przyszłym roku to koszt 78 mld zł. Proces rozpoczął się już w czerwcu, gdy na tzw. przetargu zamiany wykupiono obligacje zapadające w styczniu 2015 roku o wartości nominalnej 5,3 mld zł. Wiceminister Podedworna–Tarnowska mówi, że skala tzw. prefinansowania zależeć będzie od warunków rynkowych. A te nie są złe: rentowność obligacji skarbowych spada do rekordowo niskich poziomów. Dla przykładu obecna rentowność obligacji dziesięcioletnich wynosi 3,034 proc. Tak niska jeszcze nie była. >>> Czytaj więcej tutaj.

- Spadki rentowności skarbowych papierów wartościowych, z jakimi mimo kryzysu ukraińsko-rosyjskiego mieliśmy do czynienia w ostatnim okresie, są kolejnym dowodem, że Polska jest przez inwestorów postrzegana jako, jak to już w 2012 r. określiła agencja ratingowa Moody’s, regionalna bezpieczna przystań. Silne fundamenty naszej gospodarki, konsolidacja finansów publicznych, którą doceniła w tym roku Komisja Europejska, zawieszając procedurę nadmiernego deficytu wobec Polski, stabilny poziom cen oraz stabilność instytucjonalna sprawiają, że obecnie dużo większy wpływ na rentowności naszych obligacji, nie tylko krótko- ale i długoterminowych, mają oczekiwania rynkowe co do obniżek stóp procentowych NBP niż kryzys za naszą wschodnią granicą – mówi wiceminister Podedworna–Tarnowska.

Analitycy sądzą, że spadki rentowności to efekt ciągle dużego zainteresowania zagranicy polskim długiem skarbowym. MF się tym nie martwi: według danych resortu, w ostatnich latach nastąpiła zmiana struktury inwestorów zagranicznych. Dziś dominują w niej inwestorzy długoterminowi. Segregując ich według typu, najwięcej polskich obligacji mają zagraniczne fundusze inwestycyjne (41,7 proc.), inne podmioty typu fundacje (8,3 proc.), podmioty niefinansowe (7,1 proc.), fundusze emerytalne (6,2 proc.) i zakłady ubezpieczeniowe (4,8 proc.). Dla Doroty Podedwornej–Tarnowskiej taka struktura oznacza, że nagłe wyjście zagranicznych w przypadku rynkowych napięć jest mało prawdopodobne. 

>>> Polecamy: Jak inwestuje największy fundusz świata?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: DGP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj