Według szacunków urzędu goście z Rosji, Białorusi i Ukrainy wydali od stycznia do końca marca w naszych sklepach, restauracjach, w hotelach, na bazarach i w różnych punktach usługowych prawie 2,1 mld zł – o 11,6 proc. więcej niż przed rokiem.

Wzrost ten był zasługą Ukraińców, którzy za towary i usługi zapłacili w tym czasie ponad 1,4 mld zł – aż o niemal jedną czwartą więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego. Ale też gwałtownie wzrosła liczba osób przybywających do nas z Ukrainy. W I kwartale było ich 4,9 mln – o ponad 30 proc. więcej niż przed rokiem.

Na drugim miejscu w tym rankingu znaleźli się przybysze z Białorusi. Wydali u nas 533,2 mln zł – o 4,6 proc. mniej niż przed rokiem. Spadek zakupów nastąpił mimo wzrostu o 1,3 proc. (do 1,5 mln) liczby gości z tego kraju. – Białorusini ograniczają wydatki, ponieważ ich kraj jest w kryzysie, co powoduje, że spadła siła nabywcza ich wynagrodzeń przy kilkunastoprocentowej inflacji – tłumaczy Piotr Bujak, główny ekonomista banku PKO BP.

>>> Czytaj też: 4,6 tys. zł za metr mieszkania. Ceny nieruchomości w Kijowie spadły o 70 proc.

Skurczyły się też zakupy Rosjan. W I kwartale miały one wartość 106 mln zł i były o 19,9 proc. niższe niż przed rokiem. To między innymi skutek wprowadzonej przed dwoma laty przez Rosję blokady na wwóz do tego kraju wielu produktów żywnościowych. W efekcie zmniejszyła się liczba osób z tego kraju przyjeżdżających do Polski – o 5,5 proc. w porównaniu z I kwartałem 2015 r.

Z danych US w Rzeszowie wynika również, że cudzoziemcy ze Wschodu na zakup towarów nieżywnościowych przeznaczyli ok. 83 proc. swoich wydatków, a na żywność i napoje bezalkoholowe ok. 14 proc. Pozostałe wydatki, głównie usługi, to ponad 3 proc. Wśród artykułów nieżywnościowych największym zainteresowaniem cieszyły się materiały do budowy, remontu lub konserwacji mieszkań i domów, sprzęt RTV i AGD, części i akcesoria do samochodów.

Cudzoziemcy ze Wschodu chwalą sobie u nas bardzo duży wybór towarów, często zachodnich marek. – I u nas mogą kupić je taniej, tym bardziej że przy wyjeździe z naszego kraju mogą się ubiegać o zwrot VAT – zauważa Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Dodaje, że wydatki przybyszy ze Wschodu windują Ukraińcy, którzy masowo podejmują pracę w Polsce. Mogą to robić bez zezwolenia, na podstawie oświadczenia złożonego przez pracodawcę w pośredniaku, jeśli praca nie trwa dłużej niż 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Po zakończeniu kontraktu wracają do domu nie tylko z oszczędnościami, lecz także z bagażnikami samochodów wypełnionymi towarami z naszych sklepów.

Największe ożywienie jest tam, gdzie obowiązują umowy o małym ruchu granicznym z Ukrainą i Rosją. Mieszkańcy strefy przygranicznej mogą się poruszać bez wiz na obszarze sięgającym 30–50 km od wspólnej granicy.

To dlatego w ogólnych zakupach osób przybyłych do nas z Ukrainy na mały ruch graniczny przypada 48 proc. wydatków cudzoziemców, a w przypadku Rosji 45 proc.

Zakupy cudzoziemców mają wpływ na nasz rynek pracy, ponieważ dają pracę tysiącom osób w handlu, gastronomii, hotelarstwie, przemyśle i m.in. transporcie. Jest to szczególnie ważne na mniej rozwiniętych terenach wschodnich, gdzie o płatne zajęcie jest trudno, ponieważ dominuje tam rolnictwo przy stosunkowo małej liczbie firm produkcyjnych.

No i jest jeszcze kwestia wzrostu eksportu, choć te zakupy nie są wliczane do oficjalnej statystyki handlu zagranicznego. Faktem jest jednak, że w I kwartale wydatki poczynione przez przybyszy z Ukrainy w Polsce miały wartość aż 48,8 proc. całego naszego eksportu do tego kraju, w przypadku Białorusi było to odpowiednio 45,3 proc., a Rosji 2,2 proc.

Można oczekiwać, że jeśli w całym roku utrzyma się dynamika zakupów z pierwszego kwartału, to cudzoziemcy ze Wschodu wydadzą u nas w ciągu 12 miesięcy prawie 11 mld zł.

>>> Czytaj też: Wojna o ukraińską gospodarkę. Czy zwycięży bank zbyt duży, by upaść?