Problem z kupowaniem "z półki"
W 2020 roku Polska zdecydowała się na zakup 32 najnowocześniejszych myśliwców piątej generacji F-35, wzmacniając w ten sposób swoje siły powietrzne. Choć decyzja była uzasadniona geopolitycznie i militarnie, to wciąż nie towarzyszy jej udział polskiego przemysłu w programie produkcyjnym. Tymczasem przykład krajów europejskich pokazuje, że inwestycje w F-35 mogą iść w parze z poważnymi korzyściami gospodarczymi. Warto o tym pamiętać, uwzględniajac to, że pierwsze takie maszyny właśnie w tym roku przylecą już do Polskich baz.
Europa zarabia na F-35. Polska ma wydatki
Z artykułu autorstwa Luke’a Diaza na portalu Simple Flying wynika, że europejskie państwa biorące udział w programie F-35 nie ograniczają się jedynie do bycia odbiorcami. Włoska baza w Cameri pełni rolę montowni i centrum serwisowego dla całego regionu, a firma Leonardo produkuje kompletne zestawy skrzydeł. Niemiecka Rheinmetall uruchomiła nową fabrykę w Weeze, która zajmuje się produkcją sekcji środkowego kadłuba. Nawet Dania i Norwegia, choć zaangażowane na niższym poziomie, mają swój udział w produkcji komponentów, takich jak pylony rakietowe czy systemy elektroniczne. Wniosek? Europa potrafi nie tylko kupować od Amerykanów, ale i zarabiać przy okazji. Polska wciąż czeka na swój moment.
F-35 jako wspólny projekt
Program F-35 został zaprojektowany jako projekt międzynarodowy, wzorowany na doświadczeniach z F-16. Od samego początku zakładał system partnerstw oparty na poziomie wkładu finansowego i przemysłowego. Wielka Brytania, jako partner pierwszego poziomu, zainwestowała około 2 miliardy dolarów, uzyskując nie tylko wpływ na rozwój, ale i istotny udział w produkcji. Kraje jak Włochy czy Holandia również dołożyły się do fazy badawczo-rozwojowej, dzięki czemu mają własne linie montażowe i zlecenia na lata.
Polska do tej pory pozostaje „tylko” klientem w ramach procedury Foreign Military Sales (FMS). To oznacza, że płacimy, ale nie produkujemy. Kupujemy, ale nie zarabiamy.
Potencjał jest. Trzeba go wykorzystać
F-35 to nie tylko sprzęt, ale także kluczowy element interoperacyjności NATO. Kraje eksploatujące te samoloty współpracują nie tylko na poziomie wojskowym, ale też przemysłowym. Serwisowanie, szkolenia, produkcja części zamiennych – to wszystko może być lokalne i znacząco przyczyniać się do rozwoju krajowych zdolności technologicznych i obronnych.
Polska ma w tym zakresie potencjał. Dysponujemy wykwalifikowaną kadrą inżynierską, zapleczem w postaci firm zbrojeniowych i rosnącym doświadczeniem w międzynarodowych projektach. Potrzeba jednak konkretnej strategii i woli politycznej, by z pozycji klienta przejść na pozycję partnera.
Nie tylko bezpieczeństwo, ale też miejsca pracy
Doświadczenia europejskie pokazują, że udział w programie F-35 może generować tysiące miejsc pracy – nie tylko bezpośrednio przy montażu, ale też w sektorach serwisowych, logistycznych i badawczo-rozwojowych. Holandia pełni dziś rolę głównego europejskiego centrum logistycznego, a Finlandia rozwija kompetencje w obszarze montażu i utrzymania komponentów. Te decyzje przynoszą długofalowe korzyści: od wzmocnienia suwerenności technologicznej po niezależność logistyczną w sytuacjach kryzysowych.
Polska, jako państwo frontowe NATO, powinna ubiegać się o status regionalnego centrum serwisowego dla Europy Środkowo-Wschodniej. To nie tylko strategiczne, ale i racjonalne ekonomicznie. Dziś, gdy Lockheed Martin inwestuje miliardy w rozbudowę sieci produkcyjnej i serwisowej w Europie, Polska ma ostatnią szansę, by wejść do gry na własnych warunkach. Oferujemy stabilność polityczną, położenie geograficzne i duży kontrakt na F-35 – to wystarczające atuty, by rozpocząć rozmowy o inwestycjach i udziale w produkcji.
Źródło: Luke Diaz, Europe's Critical Role In Producing The F-35 Stealth Fighter, Simple Flying, 1 lutego 2026 r.