Balcerowicz: prognoza recesji to tylko prognoza

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
11 grudnia 2008, 11:18
Prognozy Banku Światowego, że światu grozi największa recesja od czasu wielkiego kryzysu lat 30-ych, są prawdopodobne, lecz nie muszą się ziścić - powiedział prof. Leszek Balcerowicz. 

Jego zdaniem w świetle obecnych danych nie grozi nam wielka recesja lat trzydziestych, bo wtedy w Stanach Zjednoczonych gospodarka skurczyła się o 30 proc. "W tej chwili prognozy przewidują, że w świecie rozwiniętym dochód narodowy spadnie w granicach 1 proc." - podkreślił Balcerowicz w czwartek w Radiu ZET.

Bank Światowy ocenił we wtorek, że znacznie pogorszyły się perspektywy wzrostu gospodarczego, zarówno w państwach bogatych, jak i rozwijających się, i nie można wykluczyć ewentualności bardzo głębokiej globalnej recesji.

Balcerowicz przyznał, że kryzys na świecie przyczynił się do ograniczenia udzielania kredytu przez polskie banki.

"Nie jest to tylko problem Polski, ale również krajów Zachodu. Natomiast jest bardzo ważne, żeby zarządy banków patrzyły na realia polskiej gospodarki, które są lepsze na tle krajów Zachodu i dostosowały swoją politykę kredytową do tego co jest w Polsce, a nie do jakichś innych prognoz. Ważne jest także, aby Komisja Nadzoru Finansowego nie stosowała jakichś dodatkowych wymagań, bo to nie jest ten czas, żeby zaostrzać wymagania, skoro i tak siły rynkowe w tym kierunku prą" - powiedział.

Pytany o szanse wejścia Polski do strefy euro w roku 2012, Balcerowicz podkreślił, że przeszkody ekonomiczne są mniejsze niż polityczne. Według niego, przy dobrej polityce gospodarczej, możemy spełnić kryteria z Maastricht. "Natomiast główną przeszkodą jest konieczność zmiany konstytucji" - zaznaczył.

Kryteria z Maastricht przewidują, że inflacja nie może być wyższa niż 1,5 pkt proc. od średniej stopy inflacji w trzech krajach UE, gdzie inflacja była najniższa. Długoterminowe stopy procentowe nie mogą przekraczać więcej niż o 2 pkt proc. średniej stóp procentowych w trzech krajach UE o najniższej inflacji.

"Z ekonomicznego punktu widzenia większość argumentów jest za tym, aby raczej mieć +europejski pieniądz+ przy odpowiednim przygotowaniu się, które nie wymaga dziesięcioleci, tylko paru lat. Polsce opłacałoby się mieć +europejski pieniądz+, bo to pomogłoby w naszym rozwoju, ale to oczywiście nie zastąpi reform" - dodał.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj