Czy wybory do Kongresu wpłyną na flagowy projekt Andrzeja Dudy, czyli budowę nad Wisłą Fortu Trump? Jeśli tak, to nieznacznie. Nowym szefem komisji obrony narodowej Izby Reprezentantów zostanie Adam Smith ze Stanu Waszyngton, umiarkowany demokrata zasiadający w Kongresie od 22 lat.
W sprawach takich jak Patriot Act czy pozwolenie na użycie przez George’a W. Busha wszystkich „niezbędnych środków do walki z terrorystami”, czyli w praktyce inwazję na Irak, głosował zawsze z republikanami.
Ale problem z Fortem Trump jest gdzie indziej. Demokraci, kiedy są u władzy, odchodzą od doktryny zbrojenia się za wszelką cenę i zwracają w stronę dyplomacji i multilateralizmu w stosunkach międzynarodowych. Na pewno też nie są oni nadmiernie skłonni do finansowania niepotrzebnej ich zdaniem infrastruktury. W ogniu kampanii 2008 r. podczas konwencji, która oficjalnie nominowała Baracka Obamę na kandydata na prezydenta, zapytałem głównego speca lewicy od obronności, senatora Jacka Reeda z Rhode Island, czy w razie zwycięstwa Obamy rząd zrezygnuje z tarczy antyrakietowej. Było ledwie kilka tygodni po wizycie Condoleezzy Rice, ówczesnej szefowej dyplomacji w Warszawie, która przyjechała podpisać zobowiązanie do budowy tego programu. Reed odpowiedział, z pozoru wymijająco, że przyjaźń polsko-amerykańska „nie jest zakładnikiem żadnej technologii”. Dekodując ezopowy język dyplomacji USA, była to oczywista deklaracja, że demokratyczna administracja z tarczy się wycofa. Dlatego teraz warto dokładnie wsłuchiwać się w wypowiedzi kongresmenów.
Jest coś jeszcze – o czym w Polsce w oparach narcystycznej wiary we własną wyjątkowość się zapomina. Dla Amerykanów jesteśmy jednym z krajów peryferii. Nawet rząd Donalda Trumpa krytykował Warszawę za dłubanie przy sądownictwie. Domniemana niestabilność ustrojowa u nas to dla nich raczej norma niż kryzys. Ponadto wbrew szumnym deklaracjom obecnej władzy nie jesteśmy żadnym istotnym graczem ani w polityce atlantyckiej, ani w regionie. Minister Jacek Czaputowicz i minister Krzysztof Szczerski, ilekroć mówią o Trójmorzu, powołują się na autorytet Ameryki. Problem jednak w tym, że w Foggy Bottom i w Pentagonie mało kto o tym słyszał poza ekipą przygotowującą z rana prasówkę i wycinającą dla przełożonych traktowaną jako science fiction polską publicystykę.
Myślący inaczej zaraz znajdą cytat z Donalda Trumpa, że chwalił on Polskę jako ważnego partnera w regionie. To jednak tylko język amerykańskiej dyplomacji. Prezydent chwali też Kim Dzong Una. Czechom blisko do Berlina, Orbánowi do Moskwy. Polsce – tak jak w 1939 r. – zostaje Rumunia.