Tyle fakty, chciałoby się powiedzieć, choć nawet najbardziej neutralny język jest z konieczności wybiórczy i, dotykając przedmiotu, zmienia to, co opisuje. Ale mimo to przyjmijmy, że fakty są mniej więcej takie.

Zaraz po tym wydarzeniu – a było to, dodam od siebie, dokładnie trzy dni po tym, jak słuch mojego nowo narodzonego dziecka został przebadany sprzętem WOŚP – większość z nas była zagubiona i zdezorientowana. Szukaliśmy wsparcia emocjonalnego i intelektualnego u przyjaciół – jak mamy się czuć? Co mamy myśleć? Takie rzeczy nie są od razu jasne, gdy dzieje się coś, co radykalnie przerywa rutynę rzeczywistości. Przyjaciółka napisała do mnie, że jeszcze nie ma pojęcia, co myśli; jedyne, co wie, to tyle, że dzieje się historia.

Myślę, że nie miała racji. Historia nie działa się 13 stycznia; może nie działa się nawet i dzień później. Historia bowiem rzadko dzieje się od razu – ona sobie czeka, czając się, aż fakt obrośnie w opowieść. Historią nie jest jeszcze trzykrotne dźgnięcie nożem; historia wchodzi na arenę dopiero wtedy, gdy wiemy, kto dźgnął i kogo – ale przede wszystkim, z jakiego zrobił to powodu. Wtedy, gdy już wiemy, co to oznacza dla nas, jak nas to zmieni, co nigdy nie będzie takie samo. A nade wszystko historia potrzebuje wiedzieć, kto jest winny.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.