Zatrudnienie w górnictwie rośnie, choć wydobycie spada

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
15 kwietnia 2019, 06:30
Wydobycie węgla kamiennego i poziom bezrobocia
Wydobycie węgla kamiennego i poziom bezrobocia/Media
Kopalnie węgla kamiennego zatrudniają w Polsce coraz więcej osób, jednak wydobywają coraz mniej węgla. W efekcie ich produktywność spada, a koszty rosną. Jednocześnie spółki górnicze walczą o pozyskanie pracowników, bo tak niskiego bezrobocia nie mieliśmy od 1990 roku.
4196271-zatrudnienie-w-gornictwie.png
Zatrudnienie w górnictwie

W 2018 roku polskie kopalnie wydobyły 63,4 mln ton węgla kamiennego – najmniej od 1947 roku. Sam grudzień zamknęły najsłabszym miesięcznym wydobyciem od czasów drugiej wojny światowej. W przeciwieństwie do tamtego okresu zatrudniają już jednak nieco ponad 83 tys. pracowników, w stosunku do 210 tys. osób w 1947 roku.

Słabe to jednak pocieszenie, bowiem produktywność branży ponownie się pogarsza, w efekcie dalszego spadku wydobycia, któremu towarzyszy wzrost zatrudnienia. Na koniec 2017 roku w kopalniach węgla kamiennego pracowało 82,7 tys. osób, na koniec 2018 roku liczba etatów wzrosła do 82,8 tys., a w lutym 2019 roku powiększyła się już do 83,2 tys. W tym samym czasie wydobycie węgla spadło z 65,5 mln ton w 2017 roku do 63,4 mln ton w ubiegłym roku – wynika z danych zbieranych przez Agencję Rozwoju Przemysłu. Także ten rok prawdopodobnie pogłębi spadek. Luty, z wydobyciem na poziomie zaledwie 4,8 mln ton, był drugim najsłabszym miesiącem od wojny.

Zatrudnienie w górnictwie węglowym rośnie z trzech podstawowych powodów. Po pierwsze – długofalowo – wymuszają to coraz trudniejsze warunki geologiczne. Sięganie po coraz dalsze i głębsze pokłady wydłuża czas dojścia górników i zwiększa liczbę chodników do obsłużenia.

Po drugie, część spółek, korzystając z wysokich cen węgla, zainwestowała w zwiększenie wydobycia i uruchomienie nowych ścian. Na przykład Bogdanka, dzięki ostatnim inwestycjom, chce w tym roku zwiększyć wydobycie z 9 do 9,4 mln ton.

Po trzecie, część spółek kontrolowanych przez rząd (pośrednio lub bezpośrednio) ogranicza zakup usług obcych, a więc mniej prac zleca wyspecjalizowanym firmom zewnętrznym. W zamian potrzebują zatem więcej ludzi na własnym garnuszku. To wbrew światowym trendom, gdzie zlecanie usług na zewnątrz oznacza zwykle niższe koszty, a przede wszystkim większą elastyczność, ale państwowe spółki górnicze przekonują, że u nas tak jest taniej.

Kontrolowany pośrednio przez Skarb Państwa Tauron Wydobycie eliminuje spółki zewnętrzne z robót przygotowawczych i zastępuje je własnymi ludźmi. – Pracownicy są i będą w dalszym ciągu zatrudniani do Oddziałów Robót Przygotowawczych na stanowiska: górnik, ślusarz i elektromonter – tłumaczy w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl Daniel Iwan z Tauronu. – Wdrożenie powyższej inicjatywy było poprzedzone analizą opłacalności kosztów drążenia chodników załogą własną, w porównaniu z kosztami drążenia przez firmy zewnętrzne. Wynik analizy potwierdził, że niższy jest koszt drążenia chodników załogą własną – tłumaczy.
Ile do górnictwa dopłacą wszyscy podatnicy? O ile spadła rentowność polskich kopalń? Jak kopalnie walczą o pracowników i jakie warunki proponują? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl

>>> Polecamy: Eurostat: produkcja przemysłowa w Polsce w lutym wzrosła o 6,8 proc.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: wysokienapiecie
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj