W poniedziałek weszła w życie decyzja Trumpa o uznaniu Korpusu za organizację terrorystyczną, co ma zwiększyć presję na władze w Teheranie. To zarazem pierwszy przypadek, by na amerykańską listę grup terrorystycznych wpisane zostały siły zbrojne innego państwa.

"W tygodniu, w którym administracja Trumpa uznała irańskich Strażników Rewolucji za organizację terrorystyczną, ochotnicy z elitarnej formacji pokazali jej inną stronę, gdy pojawili się w rolniczej prowincji Chuzestan, aby dostarczyć pomoc ofiarom niedawnych powodzi" - pisze "FT" w reportażu stamtąd. W powodziach, będących efektem ulewnych deszczy padających przez ostatnie tygodnie, zginęło co najmniej 76 osób, a straty materialne szacuje się na 8 miliardów dolarów. Według gazety niektórzy z gwardzistów wolontariuszy przejechali ponad tysiąc kilometrów, aby pomagać potrzebującym.

"Administracja Trumpa postrzega strażników (...) jako instrument w sianiu niestabilności na Bliskim Wschodzie, od Syrii po Jemen. Ale w Iranie rola strażników w życiu publicznym jest bardziej złożona. (...) 120-tysięczne oddziały i ich miliony oddanych wolontariuszy wykorzystały swój mandat do tego, by stać się potężnym graczem gospodarczym i zbudować znaczącą pozycję w sektorze energetycznym, budowlanym i imporcie dóbr konsumpcyjnych. Ich rola po katastrofach naturalnych również jest mocno ugruntowana" - podkreśla "FT".

Gazeta zwraca uwagę, że ta działalność pomocowa jest po części politycznie motywowana, bo przejmując główną rolę na tym polu, odsuwa na bok prezydenta Hasana Rowhaniego, z którym często ma odmienne poglądy na wiele spraw, i część Irańczyków uważa, że strażnicy robią to, aby wpływać na nastroje społeczne. Rozmówcy "FT" mówią jednak, że w przypadku takich katastrof naturalnych rozważania tego typu są miało istotne, bo bez pomocy Korpusu byliby zdani na siebie samych i - jak podkreśla gazeta - są im autentycznie wdzięczni.(PAP)