RODO to żadna rewolucja

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 maja 2019, 07:12
RODO to żadna rewolucja
Karolina Iwańska ekspertka Fundacji Panoptykon. Zajmuje się szczególnie kwestiami nadzoru w internecie oraz rolą pośredników w doborze treści docierających do użytkowników/DGP
Po aferze Cambridge Analytica mamy znacznie większą świadomość tego, co dzieje się z naszymi danymi. Nie łudzimy się już, że fajną usługę dostajemy zupełnie za darmo

Faktycznie, 25 maja 2018 r. to data, na którą przygotowywano się tak, jakby miał nastąpić koniec świata. Moim zdaniem niezasadnie. RODO, wbrew narracji, którą słyszeliśmy w mediach, nie przyniosło rewolucji. Przepisy o ochronie danych osobowych obowiązywały od 20 lat, tylko instytucje i firmy nie za bardzo się nimi przejmowały. Jako że RODO wprowadziło o wiele większe sankcje za naruszenia, w wielu przedsiębiorstwach pojawiła się panika. Ale jednocześnie firmy znacznie poważniej podeszły do nowych regulacji. To dobrze, bo jako obywatele i konsumenci zasługujemy na porządną ochronę naszych danych. Co nie zmienia faktu, że dostosowanie się do RODO było oczywiście procesem czasochłonnym – wymagało zastanowienia się, w jakim celu dane są zbierane, jak długo się je przechowuje i czy jest to w ogóle zasadne.

To nie powinno tak działać. Obserwujemy czasem nadinterpretację przepisów i zbytnią bojaźliwość. Przetwarzanie danych jest naturalnym procesem. W zasadzie każda organizacja, instytucja czy firma, która zatrudnia pracowników i ma kontrahentów, musi to robić, by w ogóle funkcjonować. Mam wrażenie, że wiele podmiotów zachowuje się, jakby dane parzyły. Tak nie jest. Trzeba je przetwarzać zgodnie z regułami, w sposób przemyślany, a nie przypadkowy. Przypadki odmowy podania numeru telefonu czy głośna sprawa odmowy ujawnienia wysokości wynagrodzeń w NBP, „bo RODO”, nie powinny mieć miejsca. RODO bywa wymówką, zupełnie wbrew celom tej regulacji.

Poziom znajomości przepisów jest różny w poszczególnych placówkach. Pomysł na pseudonimizację, o którym wspominasz, jest zabawny i pomysłowy. W szpitalach mamy do czynienia z wrażliwymi informacjami o stanie zdrowia. Wyczytywanie imion i nazwisk pacjentów nie jest najbardziej pożądane, zwłaszcza jeśli ktoś czeka na wizytę u onkologa czy proktologa. Są inne metody, które stosuje wiele placówek, np. „pacjent z określonej godziny”, „pacjent z numerkiem…”.


>>> Treść całego wywiadu można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj