Europa zbytnio troszczy się o ochronę starych gałęzi przemysłu. Niewystarczająco jednak martwi się o eksodus do USA startupów opartych o rozwinięte technologie – pisze w felietonie dla Bloomberga Lionel Laurent.

W ubiegłym tygodniu „FT” poinformowało, że grupa bardzo znanych brytyjskich naukowców zajmujących się komputerami kwantowymi przeniosła się bez rozgłosu do Doliny Krzemowej, po to by założyć startup o nazwie PsiQ. Przyciągnęła ich obfitość kapitału wysokiego ryzyka, do którego w Europie nie mieli dostępu.

Amerykański fundusz typu venture capital Playground, który został stworzony przez założyciela Androida Andy’ego Rubina, zainwestował w startup. Sądząc po dotychczasowych osiągnięciach Playground – dwie z najbardziej znaczących inwestycji zostały sprzedane Amazonowi – PsiQ może pewnego dnia stać się jedną z wielkich firm technologicznych.

Nie byłby to pierwszy raz, gdy najlepszy i najbardziej obiecujący startup z Europy został wchłonięty przez molochy z Doliny Krzemowej i Seattle. Brytyjski DeepMind (specjalizujący się w sztucznej inteligencji), francuski Moodstocks (zajmujący się uczeniem maszynowym z zakresu rozpoznawania obrazów) oraz niemiecki Fayteq (który umożliwia usuwanie obiektów z materiałów wideo) zostały kupione przez należące do Aplhabetu Google.

Wraz z każdą z tych sprzedaży Europa traci fundamentalne narzędzie do walki o globalne talenty. Pomiędzy 2012 a 2016 rokiem amerykańskie firmy kupiły 562 europejskie startupy, co stanowi 44 proc. wszystkich, które powstały w tym okresie – wynika z danych firmy doradczej Mind the Bridge. Jak powiedział ekonomista Google’a Hal Varian, ważnym powodem kupowania tych firm jest werbowanie za jednym zamachem powiązanych z nimi inżynierów.

Reklama

Aby dowiedzieć się, jak rzadkie są ich zasoby, należy wziąć pod uwagę, że międzynarodowa pula talentów zajmujących się sztuczną inteligencją – „definiująca technologię naszych czasów” (zdaniem CEO Microsoftu) ˗ jest alarmująco uboga i wynosi około 205 tys. osób. Niemcy i Wielka Brytania znajdują się wśród pięciu największych hubów talentów od AI z powodu doskonałości swoich uniwersytetów. Muszą toczyć jednak zaciętą walkę o utrzymanie w kraju wysoko cenionych pracowników.

Główne obawy o drenaż mózgów nie są spowodowane narodową dumą czy „wymachiwaniem flagami; chodzi o wpływy. O to, kto kontroluje ogromne i politycznie wrażliwe zbiory danych, na których opiera się sztuczna inteligencja.

Fascynującym przykładem jest przejęcie DeepMind przez Google’a. Chociaż startup zapewniał, że będzie bronił swojej autonomii i trzymał się swoich zasad etycznych po przejęciu, obietnice nie wytrzymały zderzenia z rzeczywistością. Reputacja DeepMind silnie ucierpiała, gdy w 2017 roku odkryto, że jego partnerstwo z brytyjską National Health Service doprowadziło do łamania praw związanych z ochroną danych osobowych. Kolejny ruch Google’a, czyli włączenie do swoich struktur zdrowotnego oddziału DeepMind zaniepokoiło działaczy zajmujących się ochroną prywatności, stworzyło wewnętrzne napięcia i doprowadziło podobno do strajków pracowników.

Europejscy politycy są zadowoleni z siebie w kontekście konfrontacji ze wspomnianymi problemami. Postrzegają płynącą z Doliny Krzemowej gotówkę jako czyste gospodarcze dobro i opowiadają o inwestycjach z uznaniem. Francuscy ministrowie z dumą mówią o ośrodkach badawczych Google’a i Facebooka w Paryżu, które przyciągają różnej maści naukowców, począwszy od profesorów, a skończywszy na doktorantach. Francuski minister ds. cyfryzacji Cedric O powiedział w zeszłym tygodniu, że amerykańskie przejęcia francuskich startupów „nie stwarzają problemów”, dopóki nie dotyczą krytycznych technologii.

To krótkowzroczne myślenie, które pokazuje, że zajmujący się przemysłem polityczni decydenci z Europy wciąż patrzą na zeszłowieczne przemysły, myśląc o sektorach, które należy chronić (bez wątpienia dlatego, że tworzą one dużą liczbę miejsc pracy). Zamiast obsesyjnego zainteresowania inżynierią mechaniczną firm takich jak Alstom i Siemens, Francja i Niemcy powinny więcej myśleć o DeepMind, Woodstocku i Fayteq, albo o niemieckiej firmie z sektora robotyki - Kuka, która została sprzedana Chinom.

Pomogłoby wykorzystanie publicznych pieniędzy na podniesienie płac naukowców czy wzrost liczby technologicznych podmiotów prywatno-publicznych. Potrzeba też zaostrzenia antymonopolowych regulacji – nawet jeśli ma ono na celu ochronę narodowych interesów. Wreszcie, marzeniem jest powstanie europejskiej wersji DARPA, czyli agencji Pentagonu, która wspiera rozwój technologii wojskowych.

Masowa emigracja europejskich talentów zajmujących się AI i rozwiniętymi technologiami będzie postępowała, dopóki polityczni liderzy nie potraktują tego problemu poważnie, tak jak to robią z branżami starego przemysłu. Jeśli nie obudzą się szybko, to przegrają wyścig.