"Wybory te były o tyle bezprecedensowe, że odbywały się po raz pierwszy w sytuacji nieistnienia faktycznej dominacji politycznej Niemiec w Parlamencie Europejskim po ostatnich wyborach" – powiedział w rozmowie z PAP dr hab. Przemysław Żurawski vel Grajewski z Uniwersytetu Łódzkiego. Politolog wskazał, że w związku z tym niemożliwy był pewien "przetarg dyplomatyczny".

Zaznaczył, że w poprzedniej kadencji dominowały dwie partie: EPP (Europejska Partia Ludowa), "wewnątrz której dominowała niemiecka CDU/CSU - i dominuje nadal, chociaż słabiej niż poprzednio" oraz socjaliści i demokraci, gdzie także "dominowali Niemcy z SPD – teraz natomiast nie dominują". Podkreślił, że ustalenia międzyrządowe w Radzie Europejskiej co do składu Komisji Europejskiej i obsady innych czołowych stanowisk w Unii musiały być "znacznie bardziej skoncentrowane w ramach samej Rady Europejskiej".

"Poprzednio Niemcy czy z SPD, czy z CDU mogli powiedzieć: +tu oferujemy takie stanowisko, a tu inne, a nasze wpływy w PE pozwalają z dużą dozą prawdopodobieństwa prognozować, że to, co tu ustalimy, tam będzie przeforsowane+. I ten układ skończył się po ostatnich wyborach" – powiedział politolog.

Zaznaczył, że EPP i S&D potrzebują "trzeciej frakcji", a więc liberałów, czego odzwierciedleniem są obecne wybory. "Jeśli zastanowimy się nad głównymi stanowiskami, które zostały właśnie rozdzielone, mamy Ursulę von der Leyen z chadecji, Charlesa Michela z ruchu reformatorskiego – w zasadzie można by go określić jako liberała – jako planowanego przewodniczącego Rady Europejskiej (…), natomiast socjalista hiszpański z PSOE (Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej – PAP) Josep Borrell ma zostać szefem dyplomacji" – wskazał Żurawski vel Grajewski.

"Polska odniosła bardzo istotny sukces. Skuteczności polityki zagranicznej nie mierzy się bowiem ilością pochwał, tylko odpowiedzią na pytanie, +czyja wola polityczna jest wykonywana?+. W tym przypadku wolą polityczną Polski było zablokowanie kandydatury (Fransa) Timmermansa i ta wola została przeforsowana" – ocenił politolog. Dodał, że Polska "wykazała zdolność stworzenia koalicji zarówno w ramach Grupy Wyszehradzkiej, jak i z Włochami", co okazało się "nie do zlekceważenia".

Reklama

Zdaniem Żurawskiego vel Grajewskiego to także "zwycięstwo Unii Europejskiej". "Polsce zależy bowiem na sprawnej, spójnej i niewstrząsanej konfliktami Unii Europejskiej. Szef KE powinien zatem być postacią, która będzie łączyć rozmaite nurty, moderującą konflikty i osłabiającą je".

Jak ocenił, "skala rozumienia natury zagrożenia rosyjskiego" Ursuli von der Leyen, która pełniła funkcję ministra obrony narodowej Niemiec w okresie rosyjskiej agresji na Ukrainę, "jest wyższa niż przeciętnie na Zachodzie", co z punktu widzenia Polski jest bardzo dobre.

Politolog wskazał jednak, że to, iż Niemcy sięgnęły po centralne stanowisko unijne, same będąc największym unijnym mocarstwem pod względem potencjału gospodarczego, demograficznego czy politycznego, jest - w jego ocenie - "pewnym błędem politycznym".

"Jeśli ktoś jest tak potężny, nie powinien sięgać jeszcze po rozmaite stanowiska centralne, bo ma to za sobą dodatkową symbolikę dominacji. (…) Sądzę, że będzie im paradoksalnie nieco trudniej unikać oskarżeń o dominację" – podkreślił.

Oceniając sytuację Angeli Merkel, politolog ocenił, że w nowym układzie sił politycznych w UE "skala możliwości forsowania własnych decyzji przez Niemcy – przez kanclerz Merkel – uległa pewnej redukcji; trzeba wziąć pod uwagę więcej czynników niż uprzednio" – powiedział Żurawski vel Grajewski.(PAP)

autorka: Elżbieta Bielecka