Przez cztery lata rządów PiS się nie „zużył”, nie zaszkodziły mu afery i wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością. Czy to efekt prowadzonej przez tę partię „rewolucji godności”, która polega na przywracaniu szacunku grupom, które były jej pozbawione przez ostatnich 25 lat?

Godność jest niesamowicie ważna dla każdego społeczeństwa, a już szczególnie dla takiego jak nasze, bo nasza historia to ciąg traum. Zdeptana godność leży u podstaw buntów. Ale musimy sprecyzować, o jaką rewolucję godności chodzi, bo w latach 80. trwała rewolta, która budowała indywidualną podmiotowość na otwartości na drugiego człowieka. To rewolucja pierwszej Solidarności, na której gruncie wyrosły tolerancja i gotowość do współpracy.

Co się później stało z tymi wartościami?

Zniszczyły je procesy, które porównuję do uderzeń meteorytów. Pierwszym ciosem było odzyskanie niepodległości, któremu towarzyszyły nacjonalistyczna gorączka i dychotomiczny podział społeczeństwa wyrażany za pomocą pojęć „My” i „Oni”. Duże znaczenie w tym procesie miał Kościół i jego rola jako obrońcy polskości. Drugim ciosem był neoliberalny turbokapitalizm, który zniszczył etos solidaryzmu społecznego. Dominacja egoizmu i akceptacja brutalnej konkurencji doprowadziły do erozji etyki współpracy. Zatriumfował homo oeconomicus.

źródło: DGP

A jakiego rodzaju rewolucję obserwujemy dzisiaj?

To potrzebujący wroga bunt budujący godność plemienną opartą na dumie narodowej i zbiorowych fantazmatach o skrzywdzonym ludzie i zdradzieckich elitach. Możemy go zaobserwować w Polsce, w USA, na Węgrzech. Te ruchy łączą – tłumacząc ich sukces – skupienie na głosie ludu, nienawiść do elit i mniejszości oraz podgrzewanie poczucia wartości zwykłego obywatela, ale nie przez zaproszenie go do uczestnictwa w demokracji, ale przez przekupstwo.

>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP