W każdym exposé każdego premiera zawsze znajduje się wątek bezpieczeństwa energetycznego. Nieprzypadkowo, bo to kwestia strategiczna.
Nie chodzi bowiem tylko o gospodarkę, ale o politykę w jej największym wymiarze. Dziś to być albo nie być.

Bezpieczeństwo energetyczne to nie tylko dyskusja o nowych blokach wytwórczych czy rurociągach. To coraz bardziej istotna kwestia geopolityczna. Dlatego ta tematyka jest coraz częściej poruszana w gremiach całkiem niegospodarczych. Dość wspomnieć, że warszawski szczyt NATO przed dwoma laty przedstawił rekomendacje dotyczące bezpieczeństwa energetycznego. Znalazły się tam m.in. takie zalecenia jak: dywersyfikacja zarówno dostawców surowców energetycznych, ich producentów, jak i szlaków transportowych oraz rozbudowa interkonektorów energetycznych między państwami, co ma kluczowe znaczenie dla wzmocnienia odporności krajów na polityczną i ekonomiczną presję z zewnątrz.

Dyskusja na ten temat zaczęła się zresztą znacznie wcześniej. Już 10 lat temu, w 2008 r. na szczycie Sojuszu w Bukareszcie, jego członkowie uzgodnili pierwszy raport dotyczący roli NATO w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego. Przez ostatnią dekadę zarówno ta organizacja, jak i cały świat polityki (nie tylko krajowej, lecz także w wymiarze globalnym) rozmawia o tej kwestii znacznie bardziej konkretnie i znacznie bardziej zdecydowanie.

Bezpieczeństwo energetyczne jest też obecne w ustawodawstwie unijnym, choć warto zauważyć, że ze sporym przechyłem w stronę kwestii klimatycznych. Są stosowne zapisy w Traktacie o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Są bardziej szczegółowe regulacje niższego rzędu. Na przykład jednym z priorytetów uzgodnionych podczas posiedzenia Rady Europejskiej w maju 2013 r. było zwiększenie dywersyfikacji dostaw energii w UE oraz rozwój lokalnych zasobów energetycznych, aby zapewnić bezpieczeństwo zaopatrzenia i zmniejszyć zależność od źródeł zewnętrznych.

Złe doświadczenia

Reklama

Większe zainteresowanie kwestiami bezpieczeństwa energetycznego i to, że temat niejako przesunął się z debaty gospodarczej do sfery politycznej, to efekt niepokojących doświadczeń, które pokazały, że jeśli chodzi o energię, to nie tylko kwestia biznesowa. Zmiana podejścia nastąpiła w następstwie wykorzystywania przez Rosję surowców energetycznych jako politycznej broni.

Kilkukrotnie dochodziło do kryzysów gazowych, których celem było wywarcie politycznego nacisku na Ukrainę.

Pierwszy kryzys gazowy miał miejsce od 1 do 4 stycznia 2006 r., gdy Rosja zażądała od Ukrainy ponad czterokrotnie wyższej ceny za gaz. Ukraińcy nie zgodzili się na taką podwyżkę i kurek z gazem został zakręcony.

To wtedy kraje UE zaczęły sobie zdawać sprawę, że istniejący system energetyczny nie jest tak stabilny, jak się wcześniej mogło wydawać, a najwygodniejsze dostawy gazu (a te od Gazpromu za takie uchodziły), niekoniecznie muszą oznaczać najpewniejsze. To był impuls do podjęcia na forum unijnym inicjatyw, mających na celu przede wszystkim poprawę i wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego UE. Polska wyszła wtedy z pomysłem Europejskiego Traktatu Bezpieczeństwa Energetycznego.

Kolejny podobny kryzys miał miejsce w 2009 r., a ucierpiały na nim kraje Europy Środowej i Bałkany.

Reakcją UE było rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE w sprawie środków zapewniających bezpieczeństwo dostaw gazu ziemnego, w myśl którego podstawą bezpieczeństwa energetycznego stała się dywersyfikacja kierunków oraz źródeł zaopatrzenia w gaz. To najświeższe doświadczenia dotyczące gazu, ale inne nośniki energii nie są wolne od politycznych obciążeń. Wystarczy przypomnieć sobie kryzysy naftowe z 1973 i 1979 r., u źródeł których też było wykorzystanie surowców jako oręża.

Ilość i cena

Najprostsza definicja bezpieczeństwa energetycznego to zapewnienie dostaw energii na odpowiednim poziomie po optymalnej cenie. Łatwo powiedzieć…

Bez energii współczesne państwo nie może funkcjonować. Nie ma światła, maszyny w fabrykach stoją, nie jeżdżą samochody. Taki apokaliptyczny scenariusz jest częstszy w dystopijnych utworach science fiction, ale 20. stopień zasilania i czy kilometrowe kolejki po benzynę na kartki wielu pamięta jeszcze jako normę w Polsce, a i we współczesnym świecie zdarzają się przykłady podobnych kryzysów.
Bez nieskrępowanego dostępu do energii ani gospodarka, ani społeczeństwo nie mogą się rozwijać, I nie chodzi tylko
– jak by wyglądało na pierwszy rzut oka
– o zapewnienie prądu w gniazdku. Chodzi również o zapewnienie bezpieczeństwo dostaw surowców, z których się energię wytwarza. A także o racjonalne gospodarowanie energią.


W różnych krajach są stosowane różne modele tego, co zbiorczo nazywamy bezpieczeństwem energetycznym. Jedne stawiają na samowystarczalność, inne na maksymalną dywersyfikację dostaw energii lub/i surowców. W praktyce jest to miks tych dwóch modeli, różnią się tylko proporcjami.

Możemy być samowystarczalni?

Polska postawiła na maksymalną samowystarczalność, na tyle, na ile jest to możliwe. Dlatego w ostatnich latach stawialiśmy na węgiel, jako podstawowy surowiec dla energetyki (bo go mamy). Tam gdzie własnymi surowcami nie dysponowaliśmy, kolejne rządy w różny sposób próbowały zapewnić bezpieczeństwo dostaw, wcześniej przez kontrakty długoterminowe, obecnie raczej – zgodnie z ogólnoeuropejską tendencją – poprzez dywersyfikację źródeł zaopatrzenia.

Dlatego z jednej strony pojawiły się nowe moce wytwórcze – jak nowe bloki w Kozienicach czy Opolu – bo rozwijająca się gospodarka będzie potrzebowała coraz więcej energii, a w ostatnich latach nasz system energetyczny często znajdował się na granicy wytrzymałości, a publicyści i część ekspertów straszyli możliwym blackoutem.

Z drugiej strony podjęto działania na rzecz różnicowania źródeł zaopatrzenia w surowce. Pojawiły się nowe możliwości sprowadzenia gazu – od rewersu na gazociągu jamalskim (najpierw wirtualnym, a potem fizycznym), poprzez terminal LNG w Świnoujściu, aż po budowany obecnie Baltic Pipe i planowany pływający terminal w Porcie Gdańskim. I nie są to tylko symboliczne ilości. – Nasz portfel kontraktów z dostawcami z USA obejmuje rocznie ponad 9 mld m sześc. gazu ziemnego po regazyfikacji – czyli więcej niż sprowadzamy z Rosji. Taki wolumen wzmacnia bezpieczeństwo energetyczne Polski, ale także daje nam możliwość aktywnego udziału w handlu LNG na globalnym rynku – mówi Piotr Woźniak, prezes PGNiG. Spółka nie tylko kupuje gaz, ale zwiększa zdolności jego wydobycia, zarówno na Szelfie Norweskim jak i w kraju. – Pol- ska nie jest samowystarczalna surowcowo. Dlatego tak cenny jest każdy metr sześcienny krajowego surowca, który jest zawsze tańszy od importowanego. Z najwyższą starannością podchodzimy do prac na wszystkich 120 odwiertach zaplanowanych w Polsce do 2022 r. – twierdzi Piotr Woźniak.

– Umacniamy się jako firma o profilu upstreamowym. Dopiero dalej plasują się segmenty dystrybucji, wytwarzania, obrotu i magazynowania – podkreśla. Dodaje, że jego firma koncentruje się nie tylko na pozyskaniu nowych złóż (a szuka nie tylko na Norweskim Szefie, ale i w Pakistanie, a ostatnio także na Ukrainie), ale i zwiększa efektywność eksploatacji dotychczasowych.
W efekcie produkcja gazu ziemnego ze złóż krajowych i zagranicznych wyniesie 4,6 mld m sześc. w 2019 r., 4,8 mld m sześc. w 2020 r. i 5,2 mld m sześc. w 2021 r. W przypadku ropy naftowej wolumeny produkcji wyniosą 1,3 mln ton w 2019 r. oraz 1,4 mln ton w 2020 i 2021 r. Krajowe wydobycie gazu ziemnego wzrośnie z 3,9 mld m sześc. w 2019 i 2020 r. do 4 mld m sześc. w 2021 r. Zwiększenie produkcji będzie efektem włączenia do eksploatacji nowych odwiertów na Podkarpaciu i Niżu Polskim. Od 2016 r. PGNiG prowadzi w tych regionach intensywne poszukiwania, które pozwoliły zahamować wieloletni spadek krajowego wydobycia.

Dotrzeć do klientów

Bezpieczeństwo energetyczne to jednak nie tylko zapewnienie odpowiedniej ilości energii i paliw, ale też (a może nawet przede wszystkim) dostarczenie ich do odbiorców. Przez GAZ-SYSTEM realizowane są wielomiliardowe inwestycje w sieci przesyłowe. Operator systemu musi być przygotowany na dostarczenie gazu z dowolnego kierunku na cały polski rynek, a nawet za granice nasze- go kraju.

Znaczenie inwestycji w sieci jest tym większe, że planowany jest rozwój odnawialnych źródeł energii (OZE), co sprawi, że energetyka stanie się bardziej rozproszona. W związku z rosnącą rolą gazu potrzebne będą również inwestycje w gazo- ciągi – krajowe i transgraniczne, których budowa już zresztą trwa. Jednym z takich kluczowych przedsięwzięć jest Korytarz Północ-Południe. Dzięki temu gaz, który trafi do naszego kraju przez punkty Bramy Północnej (Baltic Pipe i Terminale LNG), będzie płynął do południowych i wschodnich sąsiadów. To właśnie gazociągi krajowe i budowane interkonektory z Litwą i Słowacją pozwolą na handel tym surowcem z wieloma krajami naszego regionu. GAZ-SYSTEM tworzy tym samym podwaliny pod funkcjonowanie w Polsce hubu gazowego.

No i jest jeszcze kwestia ceny – to wszystko, jakkolwiek by to dziwnie zabrzmiało, trzeba zrobić jak najmniejszym kosztem, bo rozrzutność w tym względzie znajdzie odzwierciedlenie w wysokich cenach energii dla ostatecznych odbiorców. A te z kolei będą oznaczały mniejszą konkurencyjność polskiego przemysłu i niezadowolenie prywatnych użytkowników.

Temat bezpieczeństwa energetycznego mocno wybrzmiał za sprawą polityki. Teraz politycy i inżynierowie muszą ten problem rozwiązywać.

Partnerzy dodatku

Źródło nieznane