Arseniuk: Ludzie w żałobie łakną, żeby ktoś ich wysłuchał [ROZMOWA MAZURKA]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
20 grudnia 2019, 21:03
Andrzej Arseniuk 2 Fot. Darek Golik
Andrzej Arseniuk 2 Fot. Darek Golik/Dziennik Gazeta Prawna
Człowiek po takim doświadczeniu potrzebuje chwili uwagi, tego, by ktoś z nim pogadał przez telefon. Łakniemy tego, by ktoś wysłuchał - mówi w wywiadzie Andrzej Arseniuk, historyk, wieloletni pracownik i rzecznik Instytutu Pamięci Narodowej.

Boję się o tę Wigilię.

Tak, dla mnie bez żony, a dla dzieci bez mamy.

Były chyba łatwiejsze, bo wszystko szło trochę z rozpędu, na szybko, byliśmy oszołomieni. Monika zmarła miesiąc przed Wigilią.

Ale miałem mnóstwo pracy, prezenty na głowie i mało czasu na myślenie. Poczekaj, czemu ja się na to wszystko zgodziłem? Jak tylko zadzwoniłeś, to zacząłem o tym myśleć. Nawet przewidywałem twoje pytania i układałem w głowie na nie odpowiedzi, ale zorientowałem się, że przecież nie mam nic do powiedzenia.

To był szok i dla nich. Każdy wiedział, że Monika choruje, że jest źle, ale jednak śmierć…

Wtedy, w grudniu, dwa tygodnie po pogrzebie, przyjechali na weekend starzy znajomi, którzy uznali, że w żałobie nie powinienem być sam. I to był bardzo dobry pomysł.

Rozmowy.

Tak, bo ja wiem, że potrzebuję rozmowy, tego, by ktoś się zainteresował. Może to jest z mojej strony egoistyczne, ale skoro pytasz o potrzeby, wiem, że człowiek po takim doświadczeniu potrzebuje chwili uwagi, tego, by ktoś z nim pogadał przez telefon. Łakniemy tej chwili czasu, tego, by ktoś wysłuchał.

Złapałem się na tym, że jeśli ktoś do mnie dzwoni, to wylewam z siebie mnóstwo spraw z całego dnia, tygodnia, mam potrzebę wygadania się. Wiesz, siedzę w domu sam z trójką dzieci i jakkolwiek by one były kochane, to nie prowadzimy rozmów o pracy, o polityce, o ludziach. Brakuje mi takich normalnych rozmów dorosłych ludzi.

Dowiedziałem się później, że wielu z nich nie wiedziało, jak się zachować, co zrobić. I to jest normalne.

Właśnie tak. Wiem o tym, że boją się jakiejś dziwnej, trudnej reakcji i wolą nie zadzwonić, nie spotkać się. A ja bym tego oczekiwał, to jest gigantyczna potrzeba. I te rozmowy wcale nie muszą dotyczyć tego, co cię spotkało. Nie muszą mnie pytać z troską, jak się czuję, jak się odnajduję…

Tak, właśnie tak. Ale oczywiście to nie znaczy, że uciekam od rozmów o tym, co się stało. Chodzi mi tylko o to, że to mają być normalne rozmowy.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj