Wierzy pan w wybory 10 maja? Nawet jeśli liczba nowych przypadków zachorowań zacznie spadać?

Prawdopodobieństwo majowych wyborów jest takie jak historycznego cudu domu brandenburskiego. Jeśli nagle koronawirus zacznie zanikać, to są one do przeprowadzenia. Ale jeśli sytuacja będzie wyglądać tak jak teraz, to nie ma najmniejszych szans na to, by głosowanie się odbyło.

Dlaczego?

Reklama

Wybory to ogromne wyzwanie logistyczne. Jest w nie zaangażowanych 250 tys. ludzi, a doliczając ich rodziny – to już ponad milion. Organizowanie wyborów ma sens wtedy, gdy chcą ich wszyscy. Jeśli miałyby się odbyć w części kraju – niezależnie od tego, czy w jednej trzeciej, czy czterech piątych – wtedy sensu nie mają.

Bo nie zgłoszą się ludzie do pracy w komisjach wyborczych?

Bo procedura nie zostanie uruchomiona. Na przykład wójt gminy Korycin w powiecie sokólskim poinformował już Państwową Komisję Wyborczą, że zawiesza wszelkie czynności związane z przygotowaniami do wyborów, bo uważa, iż wiązałoby się to z zagrożeniem dla zdrowia i życia ludzi. A więc m.in. wycofał upoważnienia dla pełnomocnika wyborczego, który miał nadzorować ten proces. Urzędnikowi oddelegowanemu przez Krajowe Biuro Wyborcze nie udostępni pomieszczeń, łączy telefonicznych czy środka transportu. Nie wskaże też siedzib obwodowych komisji wyborczych, bo nie widzi możliwości ich zabezpieczenia. Wybory nie odbywają się w próżni. To nie jest zarządzanie klubem parlamentarnym, tylko jedno z największych przedsięwzięć logistycznych państwa. W każdej gminie zaangażowanych jest co najmniej kilku lokalnych urzędników o niezastępowalnych kompetencjach. Trzeba wydrukować karty do głosowania, odebrać je, ostemplować, przygotować spisy wyborców, dostarczyć je do wszystkich komisji wyborczych. To możliwe, bo normalnie dba o to 25–30 tys. urzędników gminnych. Te osoby powinny już zacząć przygotowania. Co już dziś oznaczałoby złamanie rygorów sanitarnych zarządzonych przez premiera i ministra zdrowia. I wszystko ze świadomością, że może to doprowadzić do masowego zagrożenia. Raz słyszymy, że powinniśmy zachować dystans 2 m, a za chwilę, że mamy zebrać się w 27 tys. obwodowych komisji wyborczych. Nie wyobrażam sobie, by ktoś chciał przyłożyć do tego rękę. Niestety część osób decyzyjnych zupełnie odkleiła się od rzeczywistości.

Cały tekst przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.