Prawie 70% badanych firm uważa, że przepisy w zakresie instrumentów pomocowych są niejasne, ponad połowa wskazuje też na nadmiar biurokracji, a 42% na brak wsparcia ze strony urzędników.

"Respondenci oceniają kondycję swoich firm w skali od 0 do 10 na 3,6. Łącznie negatywne oceny sformułowało 55,2% (oceny od 0 do 4). Z tego aż 16,4% firm ocenia kondycję swojej firmy bardzo źle (0). Ale są również pozytywne oceny, łącznie to 18,9% (oceny w przedziale od 6 do 10). Jedynie (lub aż) 1,1% dało najwyższą ocenę (10, bardzo dobrze). Są więc branże i firmy, które w obecnej sytuacji radzą sobie całkiem dobrze, ale te firmy są w mniejszości" - czytamy w komunikacie.

Samozatrudnieni i mikrofirmy gorzej oceniają kondycję swojej firmy - odpowiednio: 2,9 i 3,4. W dużych firmach (zatrudniających powyżej 250 osób) średnia ocen jest nawet po stronie pozytywnej (5,3).

Spośród branż najgorsza kondycja jest w usługach dla ludności (kosmetyczne, fryzjerskie) - 2,2 i w turystyce, gastronomii - 1,7. Lepsze oceny są w handlu - 4,6, produkcji - 4,3 i budownictwie - 5,1, wskazano również.

Firmy gorzej od własnej sytuacji oceniają stan branży czy całej gospodarki, tutaj ocena w skali 0-10 wyniosła odpowiednio: 3 i 2,9.

"Zgodnie z oczekiwaniami, obecna kondycja firm jest zdeterminowana koronakryzysem. Aż 76,1% respondentów uważa, że epidemia koronawirusa negatywnie wpłynęła na ich biznes. Średnia ocena w skali 0-10 to 2,4. Większość firm (94%) oczekuje spadku przychodów w kwietniu, średni (nie ważony) spadek ok. 55%. Ok. 88% oczekuje zmniejszenia zatrudnienia, średnia deklarowana redukcja zatrudnienia to 15,5%" - czytamy dalej.

Największe spadki przychodów są oczekiwane w małych firmach (72% dla samozatrudnionych wobec 33% w dużych firmach). Podobnie jest w przypadku redukcji zatrudnienia. Duże firmy średnio taka redukcję oczekują 7%, podczas gdy w mikrofirmach to 16,6%. Duży spadek zakładają też średnie firmy (50-249 zatrudnionych), tj. 15,3%. Ten segment stanowi duże zagrożenie dla gospodarki, gdyż dla średnich firm zakres instrumentów pomocowych jest dużo mniejszy i zwolnienia w takiej skali, jak oczekiwane odbiłyby się dużym wzrostem bezrobocia, podkreślono.

Oczekiwany średni spadek zatrudnienia w maju to 18,5% r/r, a dla przychodów to ok. 56%.

Najczęściej wskazywaną przyczyną złej sytuacji firm jest spadek popytu, dopiero na drugim miejscu jest zamknięcie gospodarki. Na trzecim miejscu jest są zatory płatnicze, co wskazuje, jak ważnym problemem jest płynność firm.

"Ponad 3/4 firm ma bufory płynnościowe tylko co najwyżej na 3 miesiące, przy czym połowa z nich (tj. 38,3% ogółu) nie przetrwa miesiąca. Ok. 10% już utraciła płynność, 7% przetrwa 2 tygodnie, a 21,1% maksymalnie miesiąc. Ok. 8% ma bufory na więcej niż pół roku. Im mniejsza firma, tym większe problemy z płynnością. Wśród dużych firm ok. 59% deklaruje bufory na ponad 3 miesiące.  W przypadku samozatrudnionych i mikrofirm jest to tylko ok. 15%. W przypadku samozatrudnionych 27% już utraciło płynność, a ok. 12% nie przetrwa miesiąca. 46% deklaruje, że może przetrwać od 1 do 3 miesięcy" - czytamy w materiale.

Najmniejsze bufory płynnościowe mają firmy z branży usług dla ludności, tj. kosmetyczne i fryzjerskie. Te firmy w planie otwierania gospodarki są na końcu, ale należy zakładać, że nie przetrwają one tak długo. Podobnie jest z turystyką i gastronomią.

Najlepiej ocenianym instrumentem pomocowym jest umorzenie ze składek ubezpieczeniowych (81% respondentów wskazało ten instrument). Kolejne są już rzadziej wskazywane. Ok. 44% respondentów wskazuje na dopłaty do wynagrodzeń, a ok. 37% na odroczenie zaliczek PIT, podano również.

Ponad 69% wskazuje na niejasność przepisów w zakresie instrumentów pomocowych. Tarcza antykryzysowa jest zbyt skomplikowana. 56% firm wskazuje też na nadmiar biurokracji, a 42% na brak wsparcia ze strony urzędników, podkreślono.

Spośród instrumentów niewprowadzonych przez rząd, a postulowanych przez organizacje pracodawców, firmy chcą uwolnienia VAT na split-payment, szerszego zakresu dopłat do wynagrodzeń i szerszego umorzenia składek na ubezpieczenia.

"Firmy są zdezorientowane w zakresie daty powrotu sytuacji do normalności. Prawie 38% nie wie, kiedy nastąpi otwarcie gospodarki. Ponad 26% twierdzi, że będzie to później niż na początku lipca. Jest to raczej wyrazem rezygnacji, gdyż tak długie zamknięcie gospodarki może wywołać głęboką recesję. Jedynie ok. 5% wskazuje na maj, 15% na czerwiec, a 16% na lipiec" - podsumowano.

Badanie przeprowadzono 9-17 kwietnia 2020 r. metodą CAWI. N=500 (w tym kompletnych ankiet N'=447). Kwestionariusz rozesłano do firm członkowskich i współpracujących z organizacjami zrzeszonymi i współpracującymi z Radą Przedsiębiorczości.