Odreagowanie, jakiego jesteśmy teraz świadkami na GPW, utwierdziło mnie w przekonaniu, że rodzimy rynek kapitałowy ma się dobrze. Bynajmniej nie z powodu skali i dynamiki wzrostów, które wyniosły indeksy kilkadziesiąt procent ponad lutowe minima, choć tego faktu nie sposób pominąć. Mój spokój wynika z reakcji uczestników na poprawę koniunktury. Jeszcze nie tak dawno słyszeliśmy, że rynek po tak drastycznej przecenie nie będzie w stanie odreagować przez długie miesiące, może nawet lata. Dodatkowo chęć inwestowania w papiery wartościowe miał ograniczać kryzys w globalnej gospodarce, jakiego nie doświadczaliśmy od wielu lat. Jeśli dodać do tego spadek zaufania do instytucji finansowych, to faktycznie teoria ta stawała się atrakcyjna. Jednak to nie w przecenie lub szaleńczej zwyżce notowań należy upatrywać problemów dla dalszego funkcjonowania rynku kapitałowego. O być albo nie być GPW w Europie będą decydowały inne czynniki, oderwane od giełdowych wykresów. To, w jakim kierunku będą podążały giełdowe indeksy, nie ma większego znaczenia. Nawet gdybyśmy za kilka tygodni zobaczyli WIG20 jeszcze raz w okolicach lutowego dołka, a obecną zwyżkę musieli zinterpretować tylko jako mocną korektę w długoterminowym trendzie spadkowym.

Na stan polskiego rynku nie wpłynęłaby też realizacja przeciwnego scenariusza, w którym mogłoby się okazać, że obecny ruch na indeksach będziemy uznawali za początek nowej hossy. Najważniejsza jest niezmienna gotowość do brania udziału w grze, w której wielkie znaczenie ma to, co będzie, a nie to co było. Jak się okazuje, gotowych do podjęcia rękawicy nie zabraknie nigdy, nawet gdy otoczenie nie zachęca do zbyt śmiałych decyzji inwestycyjnych. Nie zmienią tego uznane osobistości świata finansów, które zaklinały rzeczywistość i swoimi wypowiedziami chciały wzbogacić, a może na siłę skomplikować działanie niezawodnego mechanizmu rynkowego. Może to i truizm, ale właśnie niezawodne działanie tego mechanizmu to jedno, czego możemy być pewni na giełdzie. Kiedy zabraknie nam przesłanek czysto merytorycznych, to zawsze pozostaną emocje, które nie raz już wydźwignęły ceny akcji do niebotycznych poziomów, tylko po to by po chwili ze zdwojoną siłą przecenić je do irracjonalnych wartości. Może ostatnie wzrosty nie będą tak znaczące, by zmienić długoterminowe trendy, ale będą wystarczające, by podważyć teorię, że teraz już nic nie będzie tak samo. Hossy będą kończyły się i zaczynały tak samo jak 50 czy 20 lat temu.