Po gwałtownym spadku kursu dolar/jen do 77,1 i równie szybkim powrocie pod 80,0 na rynku natychmiast zaczęto spekulować o interwencji. Bank Japonii (BoJ) nie wydał oficjalnego komentarza. Niemniej, wiadomo, że silny jen nie jest na rękę władzom Kraju Kwitnącej Wiśni, gdyż negatywnie wpływa na wynik finansowy eksportów, którzy odpowiadają za większą część krajowego PKB. We wrześniu ubiegłego roku Japonia przeprowadziła rekordową jednodniową interwencję na rynku, kupując 26 miliardów dolarów, by osłabić jena, którego wysoki kurs szkodził gospodarce i tokijskiej giełdzie, a także groził pogłębieniem deflacji. Obecnie jen jest silniejszy niż w momencie ostatniej interwencji japońskich władz. Z tego też względu strach przed kolejnymi działaniami BoJ może ograniczać w najbliższych dniach próby kolejnego ataku na poziomy 78 jena i poniżej. Obecnie kurs USD/JPY powrócił w okolice 81,9.

Obawa przed „wejściem” na rynek centralnego banku Szwajcarii - SNB - (choćby werbalnym) była też prawdopodobnie jednym z czynników powstrzymujących inwestorów przed dalszym umacnianiem franka, po tym jak para EUR/CHF zanotowała spadek do 1,245. Na czwartek zaplanowane było bowiem posiedzenie SNB, co zwiększało prawdopodobieństwo takich działań. Wysoki kurs franka zagraża szwajcarskiej gospodarce, która podobnie jak japońska równie silnie uzależniona jest od eksportu. W rezultacie kurs euro/frank powrócił w okolice 1,275. Obrona testowanej kilkakrotnie na przełomie grudnia i stycznia strefy wsparć dla EUR/CHF rozciągającej się pomiędzy 1,24-1,25 wskazuje, iż nadal postaje ona silnym, technicznym wsparciem, z którym rynek powinien się liczyć. Niemniej, jeśli w najbliższych dniach awersja do ryzyka nadal będzie rosła można spodziewać się kolejnego testu tego rejonu, niewykluczone, że już udanego.

Lekko na korzyść wspólnej waluty zmienił się też techniczny obraz wobec dolara. Kurs EUR/USD ponownie wybronił atakowane kilkakrotnie w ostatnich dniach wsparcie na 1,386 USD. W czwartek, około południa notowania euro wzrosły w okolice 1,4050 USD. Broniona od kilku dni strefa oporów pomiędzy 1,401-1,403 została zatem przełamana, co otworzyło parze euro/dolar drogę na wyższe poziomy. Wczorajsze zachowanie inwestorów potwierdziło, iż nie są oni skłonni silnie skracać pozycje w euro i każdy spadek kursu EUR/USD zostaje przez nich wykorzystany do dokupienia wspólnej waluty. Szczyty z listopada 2010 roku znajdujące się w przedziale 1,4080-1,4280 USD to najbliższy, techniczny cel dla pary dolar/euro.

Obok różnicy w nastawieniu do polityki monetarnej EBC i Fed w czwartek euro znalazło wsparcie również w zachowaniu giełd, gdzie indeksy większości spółek odreagowywały środowe spadki, ale też i w udanej aukcji hiszpańskich obligacji skarbowych. Stosunek podaży do popytu wyniósł na aukcji 1,8 w przypadku papierów dziesięcioletnich i 2,1 w przypadków papierów trzydziestoletnich, co mogło chwilowo odwrócić uwagę inwestorów od problemów finansowych krajów PIIGS.
W sytuacji utrzymującej się, wysokiej awersji do ryzyka nie dziwi sytuacja, w jakiej znalazły się rynki posiadające bardziej ryzykowne aktywa, w tym nasz rynek walutowy. Wrażliwość złotego na zmiany nastrojów globalnych doprowadziła go podczas czwartkowej sesji azjatyckiej na dawno już nienotowane niskie poziomy. Szczególnie uwagę przyciąga wspomniana już w ostatnim raporcie sytuacja na rynku CHF/PLN. Para ta, choć wczoraj lekko odreagowywała, nadal znajduje się w okolicach maksimów z roku 2008. Technicznie, droga w kierunku najwyższych w historii poziomów dla pary CHF/PLN została zatem otwarta. Szansą na powstrzymanie dalszego wzrostu kursu CHF/PLN jest obrona strefy oporu w okolicach szczytów z roku 2009 r. na poziomie 3,30 PLN. Jeśli jednak para EUR/CHF przełamie 1,24 należy liczyć się negatywnym scenariuszem dla złotego.

W przypadku pozostałych par, czwartkowa sesja również pozwoliła na wzrosty wartości złotego. Kurs USD/PLN powrócił poniżej 2,90 zaś EUR/PLN zbliżył się do 4,05 wobec środowych poziomów odpowiednio: 2,97 i 4,12. Obok lekkiej poprawy klimatu na rynku globalnym złotego wspierały informacje krajowe. W godzinach porannych na rynek napłynęła wypowiedź członka RPP Adama Glapińskiego, którego zdaniem pomimo lepszych danych na temat inflacji w Polsce oraz niższej dynamiki wynagrodzeń podwyżka stóp procentowych w kwietniu wciąż jest prawdopodobna. W ocenie Glapińskiego ostatnie dane nie zmieniają istotnie nastawienia Rady, która w swoich decyzjach kieruje się bardziej długoterminowymi projekcjami, a te wskazują na wzrost inflacji w nadchodzących miesiącach. Po południu na rynek dotarły dodatkowo dane pokazujące wyższy od oczekiwanego wzrost dynamiki produkcji sprzedanej przemysłu i cen produkcji przemysłowej, co dodatkowo wsparło scenariusz wyższych stóp procentowych. Niemniej, o sygnałach w kierunku trwalszego odreagowania na złotym mówić będzie można dopiero po spadku kursu EUR/PLN poniżej 4,05 z widoczną tendencją do dalszego spadku notowań euro. Nadal ważna dla notowań naszej waluty pozostaje sytuacja na rynkach globalnych.

Reklama

Niniejszy materiał ma charakter wyłącznie informacyjny oraz nie stanowi oferty w rozumieniu ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks Cywilny. Informacje zawarte w niniejszym materiale nie mogą być traktowane, jako propozycja nabycia jakichkolwiek instrumentów finansowych, usługa doradztwa inwestycyjnego, podatkowego lub jako forma świadczenia pomocy prawnej. PKO BP SA dołożył wszelkich starań, aby zamieszczone w niniejszym materiale informacje były rzetelne oraz oparte na wiarygodnych źródłach. PKO BP SA nie ponosi odpowiedzialności za skutki decyzji podjętych na podstawie informacji zawartych w niniejszym materiale.

Źródło nieznane