W zeszłym tygodniu białoruski minister przemysłu Dźmitry Kaciarynicz podpisał z fi rmą z Shenzhen list intencyjny w tej sprawie. Chińczycy nie ujawnili szczegółów projektu, ale plany ujawnił wcześniej resort przemysłu. Zgodnie z informacją dostępną w serwisie internetowym ministerstwa spółka BiełHuaWei wspólnie z państwową MWAWT stworzą „inteligentny system obserwacji wideo do wykorzystania w celach monitoringu i ochrony budynków użyteczności publicznej i innych”.

>>> Czytaj też: Gdyby nie handel z Unią, reżim na Białorusi byłby znacznie słabszy

Tego typu oprzyrządowaniem najbardziej będą zaciekawione służby specjalne. Już teraz wszystkie demonstracje opozycji są starannie fi lmowane przez funkcjonariuszy po cywilnemu, telefony działaczy podsłuchiwane, a pieczę nad internetem sprawuje kierowane przez Wiktara Łukaszenkę, syna prezydenta, Centrum Operacyjno-Analityczne. Współpraca Mińska z Huawei może polegać na instalacji programów, które koncern zaprezentował podczas tegorocznych targów telekomunikacyjnych w Genewie. Wśród nich są programy do automatycznego wykrywania porzuconych bagaży na lotnisku czy mierzenia temperatury ciała przekraczających granicę państwową w celu wykrywania potencjalnych chorych. 

>>> Czytaj też: Nokia Siemens zwolni 17 tys. pracowników, zaoszczędzi 1 mld euro

„Wall Street Journal” twierdzi, że w ramach odrębnego projektu pierwsze kamery Huawei zainstalowano już na granicy z Polską. Firma oferuje jednak także rozwiązania, które bardzo trudno byłoby uzasadnić w państwie demokratycznym: programy do identyfi kacji tłumu. Dzięki nim milicja nie będzie już musiała tracić czasu na patrolowanie miejsc, w których może dochodzić do manifestacji opozycji. Kamera wychwyci zbiegowiska sama, umożliwiając szybszą reakcję. A sfi lmować uczestników akcji będzie można zdalnie, nie narażając tajniaków na rozpoznanie.

Co charakterystyczne, genewskie stoisko Huawei spotkało się z dużym zainteresowaniem polityków z państw, które trudno nazwać demokratycznymi. Reporter „DGP” widział przy nim między innymi przywódcę afrykańskiego Burundi. Chińska fi rma jest oskarżana o nadgorliwość przy robieniu interesów z dyktaturami. Jej przedstawiciele bronią się jednak i przekonują, że podobne interesy robią też zachodnie koncerny (jak Nokia czy Siemens), ułatwiając inwigilację obywateli w takich państwach jak Iran. Nieofi cjalnie sugerują, że potępiające Huawei teksty w prasie są inspirowane przez amerykańską konkurencję. Presja opinii publicznej przynosi jednak czasem rezultaty. Dwa tygodnie temu Huawei zapowiedziało ograniczenie interesów z Teheranem.

>>> Polecamy: Polska ujarzmiła Smoka. Jesteśmy w gronie bliskich partnerów Chin