Rogalski: Czas na amerykański wątek?

Marek Rogalski, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A.
Marek Rogalski, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A./Media
W ostatnich dniach uwaga rynku przesunęła się z oczekiwań związanych z potencjalnymi interwencjami na europejskim rynku długu na obawy związane z perspektywami dla globalnej gospodarki.

Najbliższy tydzień przyniesie szereg publikacji z USA, a wraz z nimi mogą powrócić spekulacje na temat zainicjowania programu QE3 przez FED…

Po tym jak Hiszpanie zaczęli dawać do zrozumienia, iż nie będą się spieszyć ze złożeniem oficjalnego wniosku o pomoc finansową, dopóki europejscy politycy nie wypracują planu działań przeprowadzanych wspólnie z Europejskim Bankiem Centralnym, a niemiecki Trybunał Konstytucyjny nie zablokuje, lub zmieni reguł działania Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (werdykt zostanie ogłoszony 12 września), stało się jasne, że zwyżka napędzana tymi oczekiwaniami nie zdoła się utrzymać. 

Dodatkowo na rynek napłynęła seria słabych danych makroekonomicznych z Europy (Włoch, Hiszpanii, ale także Niemiec – czerwcowa produkcja przemysłowa), które dały do zrozumienia, że kwestia rozwiązania europejskich problemów, nie leży tylko w stabilizacji rynków długu. Fatalne dane z Chin, jakie pojawiły się w końcu tygodnia uświadomiły też, że ryzyka dla Europy leżą też daleko poza nią. Twarde lądowanie Państwa Środka może mieć fatalne konsekwencje dla niemieckiego eksportu, ale też utrudnić odbudowę zaufania inwestorów, które europejski kryzys mocno zszargał.

W krótkim okresie globalne ryzyko powinno jednak znów się obniżyć. Przedstawiona tydzień temu teza, iż inwestorzy pokładają duże nadzieje w działaniach decydentów, czyli polityków i szefów banków centralnych, pozostaje nadal aktualna. Zerknijmy w kalendarz. Już we wtorek poznamy dane nt. sprzedaży detalicznej w USA za lipiec. Rynek spodziewa się wzrostu o 0,3 proc. m/m, ale jeżeli dane będą słabe, to będzie sygnał, iż główny motor gospodarki, czyli konsumpcja, cały czas szwankuje. Dzień później poznamy odczyt produkcji przemysłowej (szacunki zakładają wzrost o 0,5 proc. m/m w lipcu), w czwartek ważny będzie odczyt indeksu FED z Filadelfii, a w piątek dane o nastrojach konsumenckich. Wiele informacji, które mogą stać się dobrym pretekstem do powrotu spekulacji nt. potencjalnych działań FED w najbliższych tygodniach. Zwłaszcza, że na ostatnich posiedzeniach Ben Bernanke zawsze pozostawiał na wpół uchylone drzwi do potencjalnych działań. Zapiski z posiedzenia, jakie miało miejsce na przełomie lipca i sierpnia, poznamy już 22 sierpnia, a na 31 sierpnia zostało zaplanowane „legendarne” już sympozjum FED w Jackson Hole. 

Założenie, iż druga połowa sierpnia będzie słaba dla dolara, może się zmaterializować. Oczekiwania na potencjalne działania banków centralnych powinny też pomóc złotemu. Euro może spaść w okolice 4,02-4,03 zł, a dolar potanieje w okolice 3,20-3,22 zł.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dom Maklerski BOŚ
Marek Rogalski
Marek Rogalski
Ekspert ds. rynku walut w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska SA
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraRogalski: Czas na amerykański wątek? »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj