Nielicznym, którzy jeszcze o tym nie słyszeli, wyjaśniam, że w uproszczeniu chodzi o podatek, który duże, stosunkowo zamożne samorządy zmuszone są płacić na rozwój gmin gorzej sytuowanych i osiągających znacznie mniejsze przychody. Tyle teorii. Praktyka jest jednak inna.

Pieniądze właśnie „po janosikowemu” odbierane zwykle miastom takim jak Warszawa, Kraków, Poznań czy Gdańsk nie są zawsze wydawane na cele inwestycyjne. Prawo daje zarządzającym samorządami sporą dowolność w wyborze celu, na jaki są przeznaczane. Pieniądze transferowane z jednych samorządów do drugich nie podlegają w praktyce żadnej kontroli pod kątem przeznaczania ich na wydatki poprawiające sytuację ludzi – budowę przedszkoli, zakup nowych autobusów czy dofinansowanie służby zdrowia. A wkrótce, gdy Polska nie będzie mogła liczyć już na tak silny strumień pieniędzy z funduszy europejskich, każda złotówka przeznaczana na wydatki dla dobra wspólnego będzie ważna.

Dlatego konieczne było działanie w ramach wielkiej ogólnopolskiej akcji „Stop Janosikowe”. Wymyśliłem ją ponad rok temu i razem z grupą młodych ludzi zrealizowałem. Udało nam się nie tylko zebrać ponad 150 tys. podpisów pod nowelizacją ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, lecz także wprowadzić obywatelski projekt ustawy w tej sprawie pod obrady Sejmu. Dzisiaj projekt jest już na ostatniej prostej. Wszystko zależy od posłów. Liczę na ich poparcie dla sprawy.

Tym bardziej że po wielu miesiącach prac w komisjach sejmowych i gronie ekspertów udało się wypracować nowelizację ustawy o janosikowym, która daje dodatkowe pieniądze praktycznie wszystkim jednostkom samorządu terytorialnego. Obywatelski projekt nowelizacji ustawy zyskał niemal jednogłośne poparcie posłów ze specjalnej podkomisji, która pracowała nad szczegółowymi zapisami.

Był też pozytywnie przyjęty przez przedstawicieli Ministerstwa Finansów oraz Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Z niezrozumiałych przyczyn, bez solidnej analizy i debaty, został jednak 24 lipca odrzucony w głosowaniu połączonych komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej oraz Finansów Publicznych. Odrzucenie projektu odbyło się bez dyskusji, ponieważ już podczas omawiania pierwszego merytorycznego punktu nowelizacji z sali został zgłoszony wniosek formalny o przegłosowanie odrzucenia całego dokumentu. Projekt nowelizacji ustawy wciąż jest jednak w parlamencie i będzie teraz przedmiotem obrad Sejmu w pełnym składzie. Przebieg i tryb głosowania w połączonych komisjach zdaje się potwierdzać przypuszczenie, że projekt został odrzucony w ciemno, bo zmniejszał obciążenie janosikowym dla kilku dużych miast i Mazowsza. Fakt, że dzieje się to bez uszczerbku dla innych samorządów w Polsce, co więcej, że wielu z nich przynosi realne korzyści finansowe, okazał się niestety nieistotny.

Reklama

Trudno znaleźć merytoryczne argumenty za odrzuceniem projektu przez Sejm, bo pula całego rozdzielanego janosikowego zwiększyłaby się np. według wyliczeń na ten rok o prawie pół miliarda złotych (ponad 446 mln). Ponad 218 mln zł zyskałyby gminy, ponad 165 mln zł powiaty, a ponad 60 mln zł – województwa. Zyskałyby wszystkie szczeble samorządów w każdym województwie, wszystkie powiaty w kraju, wszystkie województwa i znaczna część gmin. Pozostała część gmin pozostaje na wcześniejszym poziomie dofinansowania.

Posłowie, którzy głosowali nad tym projektem w podkomisji, znali go dobrze i wiedzieli, w jakim trudzie został wypracowany. Kompromis udało się uzyskać dzięki temu, że zaproponowano przesunięcie środków z dwóch rezerw, które są dzielone co roku przez Ministerstwo Finansów na zasadzie uznaniowości. Pieniądze z rezerw przeznaczone byłyby w pełni na powiększenie puli janosikowego, obliczanego i rozdzielanego na podstawie ściśle określonych ustawowo parametrów. Dzięki temu powiększyłaby się pula środków dzielonych według jasnych i przejrzystych zasad.

Projekt nowelizacji to ukłon w stronę samorządowców i popierających ich posłów. Od dawna postulują oni bowiem, że trzeba ograniczać przyznawanie funduszy uznaniowo na rzecz rozwiązań systemowych. Wielokrotnie w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni posłowie z różnych partii i środowisk krytykowali niedoskonałości obecnej ustawy o dochodach jednostek samorządu i deklarowali chęć zmian.

Niestety w momencie gdy zmiany były głosowane, większość obecnych na posiedzeniu komisji posłów, bez przedyskutowania propozycji, postanowiła je odrzucić. Zagłosowali oni tym samym przeciwko własnym postulatom. Jednak ciągle jest szansa, żeby już od 2013 r. polskie samorządy otrzymały dodatkowe kilkaset milionów złotych.

Gminy z Podkarpacia otrzymałyby o ponad 16,6 mln zł więcej, lubelskie prawie 10 mln zł, podlaskie 6,1 mln zł, małopolskie ponad 15,5 mln zł, a wielkopolskie ponad 14,5 mln zł. Powiaty na Śląsku zyskałyby 21,6 mln zł, z Warmii i Mazur prawie 5 mln zł, a te z Dolnego Śląska wzbogaciłyby się o ponad 10,2 mln zł. Przykłady można podawać również na szczeblu województw, gdzie np. województwo łódzkie zyskałoby 19,6 mln zł, świętokrzyskie 10,6 mln zł, a kujawsko-pomorskie 11,5 mln zł. Zyskałyby również największe miasta, w tym Warszawa i największe województwo – mazowieckie. Trzeba jednak przy tej okazji podkreślić, że Mazowsze nadal wpłacałoby aż do 40 proc. swoich dochodów podatkowych na rzecz innych województw, a Warszawa nadal odprowadzałaby grubo ponad 600 mln zł janosikowego rocznie. Te samorządy nadal byłyby zdecydowanie największymi płatnikami janosikowego. Zmiany nie byłyby więc rewolucyjne, ale potrzebne.

Cóż, wypada mi jedynie mieć nadzieję, że argumenty te przekonają polityków przed planowanym na wrzesień głosowaniem w Sejmie.