W zawiązku z przyjęciem pontyfikatu przez Franciszka publicyści Bloomberga napisali swego rodzaju gospodarczy manifest do nowego papieża. Oto krótkie resume katolickiej myśli ekonomicznej.

Jorge Mario Bergoglio z Argentyny, odtąd znany jako Franciszek, obejmuje przywództwo nad 1,2 mld katolików. Nie ośmielilibyśmy się mówić mu, co powinien myśleć w kwestiach religijnych. Ale żywimy nadzieję, że dla dobra rynków finansowych nowy papież będzie sprawować pontyfikat, zachowując najlepszą tradycję katolickiej myśli ekonomicznej.

Ideał oznacza w tym przypadku docenianie wartości wolnego rynku i wolnej gospodarki oraz zdawanie sobie sprawy, że praca i handel obdarzają ludzi nie tylko bogactwem, ale też godnością i wolnością. Oznacza także uświadamianie sobie niebezpieczeństwa, jakie stwarzają nadmierne nierówności społeczne, ogromne brzemię, jakim obarczą biednych zaawansowane technologie i degradacja środowiska oraz odpowiedzialność bogatych za pomoc tym mniej uprzywilejowanym w odnalezieniu drogi w czasach burzliwej transformacji gospodarczej.

A co najważniejsze, jako że w coraz większym stopniu za gospodarczą aktywność - od finansów po przemysł i medycynę – odpowiadają algorytmy i roboty, mamy nadzieję, że nowy papież będzie potrafił przekazać kościołowi postulat zaczerpnięty z wieloletniej tradycji – że moralność musi być zakorzeniona w "trosce o jednostkę".

Moralny porządek

Odkąd papież Leon XIII opublikował encyklikę „Rerum Novarum” w 1891 roku, nauczanie społeczne Kościoła skupiło się na sposobach wdrażania moralnego porządku w działaniach gospodarczych i łagodzeniu najstraszniejszych skutków niepohamowanego handlu odbywającego się kosztem biednych.

Troska o jednostkę – a szczególnie o te, które zostały zostawione w tyle – stała się prawdopodobnie najbardziej uparcie powtarzanym motywem nauki kościoła.

Punktem zwrotnym była encyklika “Centesimus Annus” papieża Jana Pawła II z 1991 roku, która rozszerzyła pojęcie „troska o jednostkę” do sformułowania „złożona sieć wzajemnych relacji”, którą tworzą nowoczesne gospodarki. Przekonywał on, że sprawiedliwe społeczeństwo nie występuje przeciwko rynkowi, ale wymaga aby rynek był odpowiednio kontrolowany siłami zarówno samego społeczeństwa jak i państwa - tak, aby dawał gwarancję, że podstawowe potrzeby całej społeczności są zaspokajane.

Wkład papieża Benedykta XVI w tę tradycję – "Caritas Veritate" – choć był pod pewnymi względami enigmatyczny, miał o tyle jasny wydźwięk, że zaznaczał iż „każda decyzja gospodarcza ma swoje moralne konsekwencje” oraz że „rynek nie jest, i stać się nie może, miejscem gdzie silniejsi tłamszą słabszych”.

Mając na uwadze te słowa, można uznać, że pontyfikat Benedykta był pod pewnymi względami zgodny z moralnymi ramami gospodarczymi (pomimo ciężkich uchybień gdzie indziej). Papież dokładnie wyjaśniał, dlaczego u korzeni kryzysu finansowego leży ludzka chciwość i wykroczenia, a nie strukturalna wada kapitalizmu. Przejawiał również nieustającą obawę, że zmiany klimatu – które wzięły się z rozpustnej konsumpcji bogatych krajów – druzgocząco wpłyną na biednych i dążył do tego, aby Watykan stał się jedynym na świecie państwem neutralnym wobec efektu cieplarnianego.

Franciszek będzie musiał zmierzyć się nie tylko z tymi samymi kwestiami, ale również z wieloma innymi. Pokusy rozpasanego kapitalizmu z pewnością znów się obudzą gdy przeminie kryzys finansowy.

Postępująca degradacja środowiska prawdopodobnie przyśpieszy. A biedni wciąż będą wśród nas. Ale być może największym wyzwaniem domniemanego włodarza moralnej ekonomii przez najbliższe kilka dekad, mimo wszystko, będzie technologia.

Nadchodząca rewolucja w robotyce i automatyce, jak nam się wydaje, wywoła ogromne perturbacje, które wpłyną na rzeszę pracujących na całym świecie - takie jak stagnacja zarobków, zwiększone bezrobocie, rosnące nierówności społeczne oraz bolesna izolacja, która przychodzi, gdy twoje kompetencje stają się przestarzałe, a twoją posadę przejmuje maszyna. Narzucenie ram etycznych na ten nowy świat będzie wymagało pewnego rodzaju elastyczności myślenia, która nie zawsze przychodzi w naturalny sposób do Watykanu. Poważna praca Papieskiej Akademii Nauk na temat moralnych implikacji sztucznej inteligencji, dronów czy innych zjawisk naukowych cyfrowej ery będzie doskonałym początkiem.

Efektywne zarządzanie

Oczywiście dobre gospodarowanie powinno zaczynać się w domu. Następny papież ma również zadanie, które tam czeka na niego. Biurokracja w Watykanie rozrosła się, według wielu źródeł, zbyt zamaszyście, aby móc efektywnie zarządzać a wiele diecezji wciąż nie może stanąć finansowo na nogi z powodu pozwów w związku z nadużyciami seksualnymi.

Benedykt dokonał postępu w reformowaniu Instytutu Dzieł Religijnych, znanym bardziej jako Bank Watykanu. Zmienił jego prezesa, sterującego tą finansowo-intelektualną sekcją i zgodził się na odrobinę zewnętrznej kontroli. Mimo wszystko, przewrotna instytucja wciąć działa po staremu zanim nie zostanie w wygodny sposób zintegrowana z międzynarodowymi normami bankowymi dotyczącymi przejrzystości i defraudacji finansowych.

Jest jeszcze mnóstwo innych ekonomicznych poglądów, które Watykan głosił przez lata, a z którymi nie moglibyśmy się zgodzić – na przykład wezwanie do powołania globalnego finansowego nadzoru, podatek od transakcji finansowych czy poziom rządowej redystrybucji, który uznalibyśmy za nierozsądny.

Nawet jeśli tak jest, istnienie potężnego ponadnarodowego głosu nawołującego do zakorzenienia ekonomii w moralności, zarówno z tronu św. Piotra jak i z 220 tys. katolickich parafii na całym świecie – jest krytyczne. Niezależnie od tego czy ktoś wierzy w Boga czy nie, ten głos powinien być przypomnieniem, że rynki są przecież zbiorowościami ludzi. Oraz, że system gospodarczy niespojony kwestiami etycznymi ani troską o tych, których pozostawia w tyle, będzie niestabilny, niebezpieczny i w ostatecznym rozrachunku – szkodliwy.