Premier odpowiada na pytania posłów. Afera podsłuchowa nie dyskwalifikuje nas w UE

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
25 czerwca 2014, 20:19
Premier Donald tusk podczas informacji ws. afery podsłuchowej. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Premier Donald Tusk podczas informacji ws. afery podsłuchowej. Fot. PAP/Radek Pietruszka/PAP
- Jest zasadnicza różnica między sytuacją , kiedy rząd podsłuchuje obywateli, a kiedy to rząd jest nielegalnie podsłuchiwany - stwierdził Tusk, który uspokajał, że afera podsłuchowa nie dyskwalifikuje nas w Unii Europejskiej.

Premier Tusk twierdzi, że przywódcy z Zachodu wciąż poważnie traktują kandydaturę Radosława Sikorskiego na stanowisko szefa unijnej dyplomacji. Premier zapewnił, że podczas wczorajszej rozmowy z przedstawicielami Grupy Wyszehradzkiej oraz podczas dyskusji z szefem Komisji Europejskiej usłyszał stwierdzenia, że szef polskiego MSZ powinien podtrzymać swoją kandydaturę, niezależnie od afery podsłuchowej. W jego opinii nasze szanse nie zmalały. - Chyba że sami sobie dołożymy do pieca - jeśli uznamy, że jesteśmy zdyskwalifikowani w tej rozgrywce - stwierdził. 

>>> Czytaj także: Tusk składa wniosek o wotum zaufania dla rządu

Ważna różnica między podsłuchiwaniem rządu a przez rząd

Podczas wystąpienia szef rządu mówił również o tym, że błędem jest porównywanie polskiej afery do słynnej afery Watergate oraz do innych, światowych skandali. - Jest zasadnicza różnica między sytuacją , kiedy rząd podsłuchuje obywateli, a kiedy to rząd jest nielegalnie podsłuchiwany - stwierdził. Premier tłumaczył, że rząd nikogo nie podsłuchuje. "Mylicie bilingi z podsłuchami" - powiedział. Dodał przy tym, że nie chce wybielać rządu.

Dzięki wotum zaufania "w Brukseli pomyślą, że jest okej"

Donald Tusk przyznał również, że jeśli dzisiaj zostanie przegłosowane wotum zaufania dla rządu, to jutro "w Brukseli pomyślą, że jest okej, że można normalnie rozmawiać" z Polską. Dodał, że kiedy rozmawiał z premierami Viktorem Orbánem i Davidem Cameronem o aferze podsłuchowej i padających tam stwierdzeniach, to zauważył, że politycy "przyjęli rewelacje z taśm z poczuciem humoru".

Premier poruszył również temat cen benzyny. Z ujawnionych nagrań wynika, że prezes PKN Orlen Jacek Krawiec zdradził, jakoby w euforii po wygranych w 2011 wyborach premier Donald Tusk miał powiedzieć "Teraz, k***a to paliwo może być nawet i po 7 zł". Szef rządu przyznał, że osoba, która to cytowała, "nie jest z nim w zażyłych stosunkach". - To, że ktoś mówi o mnie "Donald", nie znaczy, że jesteśmy blisko - podsumował.

Premier tłumaczył także słowa ministra Karpińskiego dotyczące Polski wschodniej. Powiedział, że mówił on o sytuacji sprzed lat i cytował czyjeś słowa, a sam zupełnie się z nimi nie zgadzał. Tusk doradził, aby dokładnie przeanalizować nagranie Karpińskiego.

O 22.00 Sejm będzie głosował w sprawie wotum zaufania dla rządu Donalda Tuska. 

>>> Czytaj też: Inwestorzy stają po stronie Tuska. Rentowność polskich obligacji leci w dół

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Tematy: prawo
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj