Francuzi, Brytyjczycy i Polacy to trzy narody, które w UE najchętniej zmieniają pracę – wynika z indeksu mobilności publikowanego w monitoringu rynku pracy Randstad, międzynarodowej firmy doradztwa personalnego. W indeksie po drugim kwartale tego roku osiągnęliśmy 108 pkt, przy średniej dla UE wynoszącej 100 pkt. Na drugim biegunie są Austriacy, Holendrzy i Niemcy.

– U Polaków gotowość do zmiany nie wynika tylko z ogólnej otwartości, chęci lepszego doboru wykonywanej pracy do umiejętności czy wykształcenia. Często najważniejszym powodem jest zmiana struktury firmy, której rezultatem są zwolnienia – tłumaczy Katarzyna Gurszyńska, menedżer ds. komunikacji Randstad.

Eksperci są zdania, że mobilność wymusza u nas niestabilność rynku pracy – bankructwa firm, fuzje i przejęcia, zmiany strategii, ograniczanie produkcji to od lat rzeczywistość polskiego pracownika. – Wciąż duże bezrobocie powoduje, że warunki dyktują pracodawcy. Zmiana miejsca zatrudnienia to często jedyna szansa na utrzymanie wynagrodzenia na przyzwoitym poziomie. Mobilnością pracowników możemy tłumaczyć to, że płaca w przedsiębiorstwach jeszcze nie spada – uważa Łukasz Komuda, ekspert rynku pracy Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.

Ryzyko utraty pracy jako wysokie i bardzo wysokie ocenia co trzeci polski pracownik ankietowany przez Randstad. – Wbrew pozorom te obawy nie stoją w sprzeczności z ostatnimi pozytywnymi danymi płynącymi z gospodarki. Wprawdzie bezrobocie spadło z 14 proc. w 2013 r. do 12,1 proc. obecnie, co oznacza, że z urzędów pracy ubyło ok. 350 tys. osób, jednak w firmach zatrudniających powyżej 10 osób ten wzrost jest niewielki – przez rok przybyło ok. 9 tys. pracowników. Przedsiębiorcy nie są przekonani co do trwałości wzrostu gospodarczego, o czym świadczy choćby lipcowy spadek wskaźnika PMI – tłumaczy Grzegorz Baczewski, dyr. departamentu dialogu społecznego i rynku pracy Konfederacji Lewiatan.

>>> Czytaj także: Znamy wysokość płacy minimalnej. W przyszłym roku wzrośnie do 1750 zł

Reklama

Grecy, Hiszpanie, Słowacy i Włosi też się boją bezrobocia

Większą obawę o utratę pracy w krajach UE czują Grecy, Hiszpanie, Słowacy i Włosi. Eksperci podkreślają, że równocześnie Polaków cechuje wysoki optymizm – 74 proc. uważa, że znajdzie jakąś nową pracę, to o 9 pkt proc. więcej niż średnia w UE. Niewykluczone, że wynika to z faktu, że jesteśmy… niewybredni. Jedna trzecia badanych przyznaje, że ich wybór pierwszej pracy był wynikiem przypadku (w grupie 18–24 lata ponad połowa), i to pomimo, że 45 proc. uważa, że pierwsza praca determinuje resztę kariery.

– To, że wyborem pracy kieruje przypadek, może być jednym z ważnych wytłumaczeń wysokiej mobilności Polaków. Wielu wchodzi na rynek, nie wiedząc, co chce robić i jak kształtować karierę. Dla przedsiębiorców to niekomfortowa sytuacja, bo ponoszą koszt przeszkolenia, a następnie tracą pracowników – zwraca uwagę Grzegorz Baczewski.

Ale na los zdajemy się także już wcześniej, wybierając kierunek kształcenia. W konsekwencji blisko połowa badanych (wśród których większość stanowią osoby z wyższym wykształceniem) obecnie zdecydowałaby się na zdobywanie innych umiejętności. Tak twierdzą przede wszystkim osoby w wieku 25–44 lata. One na ogół decyzje na temat wyboru studiów podejmowały jeszcze wtedy, gdy panowała moda na kierunki humanistycznie, a nie techniczne. Efekt: dziś co trzeci polski pracodawca narzeka na niedobór właściwych pracowników.

>>> Czytaj także:Zobacz, jaki jest poziom bezrobocia w polskich miastach

Profesjonalni doradcy zawodowi do szkół

Na liście najbardziej poszukiwanych, przygotowanej przez firmę doradczą Manpower, są wykwalifikowani pracownicy fizyczni, inżynierowie, operatorzy produkcji, menedżerowie sprzedaży, kierownicy czy pracownicy IT. – Rynek pracy zmienia się w takim tempie, że nie da się pod jego potrzeby przygotować systemu edukacji. Od pomysłu do wypuszczenia absolwentów na rynek upłynie 10 lat. Nie wiadomo, jak duży postęp techniczny dokona się w tym czasie – mówi Łukasz Komuda.

Jego zdaniem lepszy efekt przyniosłoby zatrudnienie w szkołach profesjonalnych doradców zawodowych, którzy pomogliby uczniom zaplanować kształcenie i karierę pod rzeczywiste możliwości oraz zainteresowania i uwzględnili w nich różne scenariusze rozwoju sytuacji na rynku pracy.

Grzegorz Baczewski dodaje, że oprócz tego powinien zostać rozbudowany system staży i praktyk zgodnych z kierunkiem wybranym przez ucznia czy studenta, które pomogłyby zdobyć twarde kompetencje już w czasie kształcenia.