Katastrofa zniszczyła plany Putina. Moskwa nie wprowadzi wojsk na Ukrainę

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 lipca 2014, 17:24
Rosja mapa
Rosja mapa/ShutterStock
Katastrofa Boeinga zniszczyła plany Putina. Taką opinię wyraża znany rosyjski publicysta i politolog Stanisław Biełkowski.

W wywiadzie dla portalu „GorDon” twierdzi, że zestrzelenie przez separatystów samolotu pasażerskiego pokrzyżowało plany Kremla, związane z wejściem na Ukrainę. - On jest rozdrażniony, a na Kremlu wybuchła panika - zauważa ekspert.

W opinii rosyjskiego politologa Wladimir Putin zamierzał wprowadzić swoje wojska na Ukrainę. Miały to być tak zwane odziały pokojowe. Jednak po zestrzeleniu przez separatystów samolotu pasażerskiego, gospodarzowi Kremla trudno będzie wytłumaczyć światu, że dalej chce bronić praw separatystów. -Głupio będzie teraz mówić, że działało się w obronie rosyjskojęzycznej ludności, bo obrona praw Rosjan nie wymagała strącania samolotu - tłumaczy Stanisław Biełkowski.

Politolog przekonuje, że ostatnie wydarzenia wywołały panikę w aparacie prokremlowskiej propagandy. Kpi też z różnych wersji katastrofy lotniczej podawanych przez rosyjskie media państwowe. - Nie zdziwię się jeśli usłyszymy, że samolot zestrzelił lider donieckich separatystów, który tak naprawdę chciał strącić samolot Władimira Putina, żeby samemu obwołać się prezydentem Rosji - ironizuje Biełkowski.

Jednocześnie ostrzega, że nie da się przewidzieć dalszych działań Kremla, bowiem prezydentowi Rosji tak naprawdę chodzi jedynie o własne bezpieczeństwo. - Putin sądzi, że gdy jego zabraknie, rozleci się Rosja - tłumaczy ekspert. Dodaje też, że eskalacja konfliktu ukraińskiego może przerodzić się w konflikt światowy, w którym cywilizowany świat będzie w gorszej sytuacji niż Rosja. 

Dziennikarze zagrożeni na Ukrainie

Dziennikarze są zastraszani na miejscu katastrofy malezyjskiego samolotu. Paweł Pieniążek, który przygotowuje relacje dla Polskiego Radia, usłyszał groźby pod swoim adresem. Gdy dzwonił do jednego z dziennikarzy, w słuchawce usłyszał głos mówiący po rosyjsku, że jeżeli uderzy w niego pocisk artyleryjski to nic go nie ochroni.

Jak relacjonował, z podobną sytuacją miał do czynienia inny dziennikarz. Odebrał telefon od kolegi z Niemiec, ale ktoś się do rozmowy włączył i po rosyjsku pytał, w jakim celu i do kogo dzwoni. Pawłowi Pieniążkowi robiono też na miejscu zdjęcia. Nie wiadomo, kto stoi za telefonicznymi groźbami.

Ukraińscy śledczy, obserwatorzy OBWE i dziennikarze zostali dopuszczeni do wraku malezyjskiego samolotu. Wcześniej separatyści blokowali dostęp do samolotu pasażerskiego, który został prawdopodobnie przez nich zestrzelony.

>>> Polecamy: Trwają walki na Ukrainie. Powstał powypadkowy "kwadrat bezpieczeństwa"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj