Ostatecznie historia jeszcze się nie skończyła. Latem pamiętnego 1989 r. amerykański politolog Francis Fukuyama opublikował ważny esej, tłumacząc, że kres zimnej wojny oznaczał „końcowy moment ewolucji ideologicznej ludzkości”. Moment ten miał zostać osiągnięty dzięki dumnemu zwycięstwu ekonomicznego i politycznego liberalizmu.

Dwadzieścia pięć lat później niespodziewanie powróciła globalna dyskusja na temat, jak zorganizować gospodarkę. Kapitalizm wolnorynkowy w stylu amerykańskim, wykrwawiony wcześniej przez globalny kryzys finansowy, dziś kwestionowany jest przez orędowników silnego rządu gospodarczego, znanego także jako kapitalizm państwowy. I tym razem schludna dwudziestowieczna separacja rywalizujących gospodarczych bloków została zamieniona na powikłaną sieć powiązań transgranicznych.

W Chinach, gdzie prezydent Xi Jinpuing dąży do przywrócenia Państwu Środka światowego znaczenia, rząd promuje krajowe firmy technologiczne poprzez rozpętywanie śledztw wobec ich amerykańskich konkurentów. W Rosji z kolei narzucenie unijnych i amerykańskich sankcji za konflikt na Ukrainie negatywnie wpłynęło na działalność takich zagranicznych firm, jak brytyjski BP lub niemiecki Siemens.

- Żaden kraj nie jest wyspą – powiedział Bill Gross, prezes ds. inwestycji kalifornijskiej firmy Pacific Investment Management Co., największego na świecie zarządcy funduszy obligacji. Pierwszego sierpnia opublikował on na twitterze następujący wpis: „Światowy handel i wzrost zostaną dotknięte przez wojnę handlową między Rosją, Unią i USA".

Nieliberalne państwo

Kapitalizm państwowy nie jest ograniczony tylko do Chin i Rosji. Emiraty znad Zatoki Perskiej już od dawna łączyły państwo i bazar, podczas gdy niektórzy specjaliści uważają, że nawet takie kraje jak Brazylia czy Turcja zasługują na tę etykietkę.

Ostatnim nawróconym są Węgry, gdzie premier Wiktor Orban obwieścił 28 lipca, że chce porzucenia liberalnej demokracji na korzyść „nieliberalnego państwa”, podając za przykład właśnie Rosję i Chiny.

- Nikt już nie patrzy więcej na USA jako na przykład – powiedział Aldo Musacchio, profesor w Harvard Business School w Bostonie i autor książki „Reinventing State Capitalism”. – Wszyscy patrzą na Chiny.

Prezydenci Putin i Xi są najbardziej znanymi na świecie adwokatami kapitalizmu państwowego. Eksperci spierają się czasem co do tego terminu, ale generalnie odnosi się on do autorytarnych rządów, które wywierają istotny wpływ na swoje gospodarki.

Dziś kapitalizm państwowy nie przypomina zbytnio ery radzieckiej, kiedy armie biurokratów ustalały bezwzględne cele fabrykom, bez uwzględnienia realiów rynkowych. Zamiast tego kapitalizm ten śledzi globalne stopy procentowe i wskaźniki kapitałowe, węszy zyski z zapałem znanym z korytarzy biura Goldman Sachsa w Nowym Jorku.

Połączenia państwowe

Komunistyczna Partia Chin, która utrzymuje monopol na władzę polityczną, dawno już porzuciła ideologię marksistowską na rzecz żarliwej wiary w handel. Rosja również straciła swoich komunistów. Ich spadkobiercami są politycznie powiązani oligarchowie, którzy swobodnie poruszają się pomiędzy formalnie demokratyczną sferą publiczną i światem biznesu.

Prezydent Putin trzyma władzę nad “wspólnotą biznesową, której bogactwo i władza całkowicie zależą od ich powiązań z państwem”, powiedział Jeffry Friedel, profesor na Harvard University w Cambridge, autor publikacji „Globalny kapitalizm. Upadek i powstanie w XX w.”

Te systemy ekonomiczne stosują siły rynku do dyscyplinowania państwowych firm bez poddawania kontroli ich narodowego losu globalnym inwestorom lub zagranicznym rywalom.

Narodowe czempiony

Narodowe czempiony, takie jak rosyjski Rosnieft czy Industrial & Commercial Bank of China z Pekinu, nie są ciążącymi jednostkami państwowymi z przeszłości. Szczycą się atryami prywatnych przedsiębiorstw – współczesnym, profesjonalnym zarządzaniem, zarządem, zewnętrznymi audytami i inwestorami instytucjonalnymi. To sprawia, że pozostają odpowiedzialni, a czasem nawet przynoszą zyski. ICBC przyniosła w ubiegłym roku prawie 43 mld dol. zysków.

- Musisz zarządzać swoimi klejnotami rodowymi w wystarczająco skuteczny sposób, by dostarczać państwu dywidend – komentuje Musacchio.

Mimo wszystko, to wciąż amerykańskie firmy dominują w globalnych tabelach zyskowności. 6 z 10 firm, które przyniosły najwyższą stopę zwrotu z aktywów, pochodzą z USA. Jedna jest z Chin, z Rosji nie ma ani jednej.

Dźwignia polityczna

Władimir Putin od zawsze uważał, że narodowe zasoby surowców Rosji, największego na świecie eksportera gazu, są dźwignią polityki zagranicznej. Rosyjski przywódca dwa razy zakręcił kurki swoich gazociągów prowadzących na Ukrainę, ostatnio w 2009 r., i częściowo zrenacjonalizował przemysł naftowy, czasem na koszt zachodnich firm, jak np. Shell czy też BP.

Chiny mają ponad 100 tys. państwowych firm, posiadających majątek warty 13 bln dol., według styczniowego raportu Paulson Institute z Chicago. Podczas antymonopolowego śledztwa, Microsoft, Apple i Google były krytykowane przez media państwowe za rzekomą współpracę z amerykańskim programem szpiegowskim.

Administracja Obamy potraktowała politykę gospodarczą Rosji i Chin jako zagrożenie na narodowego interesu USA, alarm podniosła w ubiegłym miesiącu Hillary Clinton. – Musimy zacząć mierzyć się z kapitalizmem państwowym, to jedno z naszych największych konkurencyjnych zagrożeń – powiedziała Clinton, kandydatka demokratów na prezydenta w 2016 r., podczas konferencji Rady Stosunków Międzynarodowych.

Konkurencyjna neutralność

Prezydent Obama przejął urząd w 2009 r., w czasie gdy wolnorynkowy kapitalizm, obciążony przez globalny kryzys finansowy i największe załamanie gospodarki od 1930 roku, został zakwestionowany przez coraz bardziej popularną alternatywę w formie kapitalizmu państwocentrycznego.

Departament stanu wziął na celownik zachowania państwowych firm uważane za antykonkurencyjne, w odpowiedzi na defiladę skarg amerykańskich firm, narzekających, że są krzywdzeni przez państwowych rywali, i to wcale nie tylko w Chinach.

Państwowe firmy są “coraz większym zagrożeniem dla amerykańskiego przemysłu”, powiedział Robert Hormats, wiceprezes Kissinger Associates w Nowym Jorku i poprzedni podsekretarz stanu ds. wzrostu gospodarczego, energii i środowiska.

Celem nie było zachęcenie do prywatyzacji, ale “konkurencyjnej neutralności”, co oznacza, że jakimkolwiek wsparciem cieszyły się firmy państwowe, nie powinno ono zakłócać handlu lub zapewniać niesprawiedliwych przewag rynkowych.

Tracąc grunt pod nogami

Mimo, że problem nie zniknął, kapitalizm rynkowy odzyskał trochę animuszu. Pięć lat temu, 55 chińskich firm dostało się na listę 500 największych na świecie firm, mierzonych wg. kapitalizacji rynkowej. Dziś tylko 35 firm z Chin kwalifikuje się do tego spisu, podczas gdy USA ze 159 firm pięć lat temu rozwinęły się do 205 firm na tegorocznej liście.

Osiem z dziesięciu największych firm świata mierzonych według kapitalizacji rynkowej jest amerykańskich, włączając w to Apple, Exxon i Google. Popularność rosyjskiego i chińskiego stylu kapitalizmu siłaczy ma jednak swoje ograniczenia. Rosja przez dekady była państwem naftowym, ropa i gaz stanowiły 70 proc. eksportu, połowę przychodów podatkowych rządu i ok. 17 proc. PKB w 2012 r, na podstawie danych EBOiR.

>>> Polecamy: Prawdziwe nierówności są gigantyczne. Majątki najbogatszych są jeszcze większe niż się przypuszcza

Spodziewane skurczenie rynku

Ta zależność wzrostu gospodarczego od energii dobrze służyła Rosji podczas cyklu koniunktury trwającego od 2000 do 2008 r, kiedy kraj doświadczył 7-proc. rocznego wzrostu gospodarczego i rozwoju klasy średniej.

Gospodarka Rosji zaczęła jednak zwalniać na długo przed narzuceniem gospodarczych sankcji przez USA i EU. BNP Paribas z Paryża prognozuje, że rosyjska gospodarka skurczy się o 2 proc. w tym roku i 3 proc. w przyszłym.

- Rosja niczego nie wytwarza – powiedział ostatnio Obama magazynowi "Economist". – Myślę, że historia jest po naszej stronie.

Chiny również mają swoje własne wyzwania, zaczynając od rozkładających się państwowych firm. Obiecane przez rząd Xi reformy miały „wyrównać szanse pomiędzy prywatnymi i publicznymi sektorami”, nawiązując do ostatniego przeglądu gospodarki przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Globalna Konkurencja

Xi planuje otworzyć kolejne gałęzie gospodarki, szczególnie w takich sektorach jak zdrowie, finanse i logistyka, na globalną konkurencję, jako część najbardziej radykalnych zmian w tym pokoleniu.

Nadzieje Chin na rozwinięcie krajowych produktów z globalnym wsparciem napotkały jednak na przeszkody w postaci ścisłych regulacji o przepływie informacji, niezbędnych innowacjom. Spośród 50 największych firm technologicznych według kapitalizacji znajdują się tylko dwa chińskie przedsiębiorstwa.

Pogorszyły się również wyniki państwowego sektora finansowego. Zyski spadły z 9 do 5,6 proc. , wykazują ostatnie dane ministerstwa finansów. Zwrot na aktywach skurczył się również.

Politycznym wyzwaniem jest skomplikowanie gospodarczej listy rzeczy do zrobienia. Kraj, który jest zamieszkiwany przez 1,4 mld ludzi, stara się zrobić coś, czego nie zdołał dokonać żaden autorytarny rząd: dołączyć do najbardziej rozwiniętych gospodarek świata, pozostając jednocześnie władzę polityczną w żelaznym uścisku.

Po drodze, liderzy Chin będą potrzebowali zagranicznych inwestycji i spółek joint ventures, by podwyższyć jakość krajowych firm. - Globalna konkurencja umożliwi Chinom polepszenie wyników rozwoju gospodarczego – powiedział Joseph Cheng, profesor z Uniwersytetu w Hong Kongu.

Zarówno Chiny, jak i Rosja postrzegają siebie jako mocarstwa światowe, które chwilowo zostały wyprzedzone przez USA, Europę i Japonię. I nie mają obiekcji przed pójściem własną ścieżką. Dzisiejsza era geopolityczna jest zupełnie innym światem od tego, który zapowiadał Fukuyama 25 lat temu.

>>> Czytaj też: Zachód poniósł klęskę? Coraz więcej przywódców działa jak Putin