Brytyjski parlament przegłosował ustawę, która zobowiązuje wszystkie przyszłe rządy do utrzymania wydatków państwa na poziomie jego przychodów, a nawet wygospodarowania nadwyżki. Innymi słowy ustawowy zakaz deficytu.

Konserwatywny rząd chciał tą ustawą podkreślić, jak mocno odcina się od życia ponad stan, o co zawsze oskarżał Partię Pracy. Jej nowe, bardzo lewicowe kierownictwo początkowo przyznawało, że walka z deficytem budżetowym jest słuszna, ale w końcu przeważyły instynkty antyrządowe i posłowie opozycji otrzymali polecenie partyjne głosować przeciw. Opozycji zagroził rozłam.

Bardziej umiarkowane skrzydło labourzystów, planowało, że zagłosuje z konserwatystami, za odpowiedzialnością budżetową. Ale ten bunt umiarkowanych okazał się również umiarkowany. 30 labourzystów wstrzymało się jedynie od głosu.

Odtąd każdy brytyjski rząd ma ustawowy obowiązek odkładać na czarną godzinę. Tyle, że nie jest to reguła wyryta w kamieniu, bo w sytuacjach podbramkowych można ją będzie zawiesić.

>>> Polecamy: Ropa jest "ulotna". To wykwalifikowani pracownicy napędzają wzrost