"Sekretarz stanu Antony Blinken odwiedza w tym tygodniu Europę, próbując gorączkowo powstrzymać rosyjską inwazję na Ukrainę i mamy nadzieję, że mu się to uda. Ale administracja (prezydenta USA) sygnalizuje również, że inwazja jest prawdopodobna, a jeśli tak, to warto wyjaśnić, dlaczego odstraszanie zawiodło" - pisze "WSJ".

"Wina leży głównie po stronie Władimira Putina i jego chęci odbudowy Wielkiej Rosji. Ale o tych ambicjach wiemy przynajmniej od czasu aneksji Krymu w 2014 roku. Dlaczego więc znów idzie on naprzód? I dlaczego Waszyngton i Berlin nie przekonały go, że koszty kolejnej inwazji przeważają nad korzyściami?" - pyta dziennik, dodając, że "Biden nie pomógł zniechęcić Rosji, sugerując, że +drobne wtargnięcie+ może nie wywołać spójnej reakcji Zachodu".

Reklama

Putin może zatem sądzić, że ma teraz pozwolenie, aby zająć przynajmniej część terytorium Ukrainy - ostrzega "WSJ" i przypomina, że wypowiedź Bidena pasuje do poprzednich słabych reakcji Zachodu na agresywne działania Rosji.

"Administracja Bidena grozi teraz +poważnymi konsekwencjami+ za ponowną inwazję Rosji na Ukrainę. Ale dlaczego Putin miałby w to wierzyć? Stany Zjednoczone wykluczyły jakąkolwiek bezpośrednią amerykańską obronę militarną Ukrainy, więc Putin wie, że nie musi się tym martwić. Ale USA nie udało się również podnieść kosztów ewentualnej rosyjskiej inwazji poprzez odpowiednie dozbrojenie Kijowa. (...) Do tego dochodzi przesłanie, które Biden wysłał do łobuzów na całym świecie podczas chaotycznego wycofywania się z Afganistanu. Właśnie po tym Putin skierował swoje wojska na Ukrainę i może nie jest to przypadek. Widział bowiem, jak nowy prezydent USA porzuca sojuszników w 20-letnim konflikcie, argumentując, że sprawy wewnętrzne są najważniejsze" - przypomina "Wall Street Journal".

"Jeśli Putin dokona inwazji na Ukrainę, to z zamiarem wzmocnienia swojej pozycji w kraju, przejęcia części terytorium sąsiada i szerzenia dalszych podziałów na Zachodzie. Tragedia polega na tym, że Zachód nie zrobił wystarczająco dużo, by przekonać Putina, że nie osiągnie on swoich celów" - puentuje amerykański dziennik.