Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gospodarce, w lipcu wyniósł 168,6 wobec 166,9 w czerwcu.

Jak zauważyli analitycy BIEC, gospodarka jest nadal w fazie popandemicznego ożywienia. W ich ocenie w okresie kolejnych lockdownów główną siłą napędową ograniczającą załamanie jej aktywności był eksport, a w szczególności produkcja firm zagranicznych inwestorów, które mają zdefiniowane rynki odbiorców.

Reklama

"Obecnie obserwujemy słabnącą rolę tego czynnika. Po odmrożeniu gospodarki miejsce eksportu zajął skumulowany popyt krajowy. Nie bez znaczenia dla procesu odradzania się gospodarki była w przypadku sektora przetwórczego produkcja na zapas. Magazynowanie gotowych do sprzedaży towarów było odpowiedzią przedsiębiorców na opóźnienia w dostawach materiałów i surowców oraz rosnące ich ceny" - stwierdzili. Dodali, że czynniki te mają charakter krótkookresowy i nie gwarantują rozwoju w długim okresie, tym bardziej, że pojawiają się zagrożenia, które w najbliższym czasie mogą istotnie osłabić znaczenie popytu krajowego. Jednym z nich jest wysoka inflacja.

Jak poinformowano, spośród ośmiu składowych wskaźnika w lipcu br. trzy wzrosły w stosunku do miesiąca poprzedniego, cztery istotnie się nie zmieniły, a jeden się pogorszył.

Podkreślono, że najwięcej niepokoju budzą informację od menadżerów firm produkcyjnych na temat tempa napływu nowych zamówień.

Jak zaznaczyli analitycy, w lipcu br. tempo ich napływu uległo ograniczeniu w stosunku do sytuacji sprzed miesiąca. Dotyczyło to głównie zamówień eksportowych. "Co prawda, zwykle w okresie wakacji obserwujemy wolniejszy napływ zamówień, jednak dane z których usunięto wpływ czynnika sezonowego również wskazują na, niewielki jak do tej pory, spadek zamówień. Jeśli zjawisko to ulegnie utrwaleniu, a wzrost cen dodatkowo ograniczy popyt, to jesienią możemy spodziewać się ograniczenia wielkości produkcji" - ocenili.

Wskazali, że spośród 22 branż, sześć odczuwa obecnie spadek napływających zamówień. Wśród nich największy dotyczy przemysłu motoryzacyjnego. Zmniejszony napływ zamówień odczuwają również producenci dóbr inwestycyjnych.

Analitycy zwrócili uwagę, że w niewielkim stopniu poprawia się sytuacja finansowa firm sektora przetwórczego. "W grupie badanych przedsiębiorstw ciągle odnotowujemy przewagę tych firm, w których stan finansów z miesiąca na miesiąc pogarsza się i jest na znacząco niższym poziomie niż przed pandemią. Przyczyniają się do tego szybko rosnące koszty produkcji. Wskaźnik cen PPI przekroczył w czerwcu 7,2 proc. (wartość średnioroczna). Co prawda w ostatnim czasie niektóre surowce na światowych rynkach przestały drożeć, jednak w przypadku polskich firm nie jest to jedyny czynnik determinujący ceny dóbr przemysłowych. Równie szybko rosną koszty pracy, ceny energii oraz podatki i daniny, którymi obciążani są przedsiębiorcy. Co drugi przedsiębiorca wymienia koszty pracy i system podatkowy jako najsilniejsze czynniki utrudniające prowadzenie działalności gospodarczej" - zaznaczyli eksperci.

Nie uległy poprawie nastroje przedsiębiorców na temat ogólnego stanu gospodarki. Obecnie odsetek optymistów (przedsiębiorców oceniających, że nastąpiła poprawa) zrównał się z odsetkiem pesymistów (oceniających, że sytuacja idzie w złym kierunku). Optymiści przeważają wśród firm dużych – zatrudniających powyżej 500 pracowników, podczas gdy w firmach małych dominuje pesymizm.

Na warszawskiej giełdzie wzrosty z ostatnich miesięcy nie były kontynuowane. Realne wartości podstawowego wskaźnika WIG nie zmieniły się istotnie, a kolejne sesje wzrostowe przeplatały się z sesjami, kiedy wskaźnik odnotowywał spadki - zauważono.