"Nie da się w dłuższej perspektywie utrzymać sytuacji, w której ludzie w ramach prywatnej inicjatywy utrzymują innych ludzi – uchodźców wojennych" - wskazał ekonomista. Podkreślił, że pomoc, z którą ruszyli mieszkańcy Polski, by wesprzeć uciekających przed wojną uchodźców z Ukrainy jest bezcenna, ale należy ją jak najszybciej sprofesjonalizować.

W jego ocenie, należy stworzyć system oparty na organizacjach pozarządowych, które będą dbały o to, żeby Ukraińcy otrzymali nie tylko pomoc finansową, ale też m.in. wsparcie psychologów, psychiatrów, lekarzy specjalistów. Dobrym rozwiązaniem, zamiast transferów bezpośrednich do udźców, byłoby zwielokrotnianie budżetów zaangażowanych w pomoc NGO’s. Bartoszewicz podkreślił, że byłaby to realna inwestycja w kapitał społeczny, jako narzędzie samoobrony i samopomocy na wypadek przyszłych sytuacji kryzysowych.

Reklama

Rozmówca PAP zaznaczył, że nawet najlepsi i najbardziej ofiarni wolontariusze, którzy obecnie jeżdżą na granicę, kupują żywność, ubrania czy leki, nie są w stanie dłużej niż miesiąc lub dwa mierzyć się z bólem oraz traumą uchodźców, większość z nich ma też ograniczone środki finansowe i siły fizyczne. "Potrzebujemy profesjonalnego sytemu wsparcia opartego na sieci dobrze zorganizowanych organizacji pozarządowych ze wsparciem instytucji państwa. Organizacje te stałyby się ponadto platformą zatrudniania części uchodźców na rzecz pomocy pozostałym" - wskazał Bartoszewicz.

W jego ocenie transfery pieniężne kierowane do osób fizycznych pomagających uchodźcom (40 zł dziennie na osobę - PAP) są obecnie potrzebne, ale z czasem zrodzą różnego rodzaju napięcia społeczne i problemy zarówno po stronie goszczących, jak i gości. "Nawet jeśli dzisiaj tego nie widzimy, to musimy się liczyć z ryzykiem różnego rodzaju wykorzystania sytuacji uchodźców, którzy przyjeżdżają i oczekują pomocy" – powiedział ekonomista.

Z drugiej strony zauważył też, że w społeczeństwie polskim pojawiają się głosy, iż skala pomocy kierowanej do uchodźców jest zbyt kosztowna dla budżetu państwa i podatników. Poza tym w dyskursie społecznym coraz częściej obecna jest narracja o tym, jak część Ukraińców przyjeżdża drogimi samochodami, mieszka w hotelach, ale obejmowana jest świadczeniami socjalnymi, w tym 500 plus, oraz równocześnie korzysta z darmowych usług, które Polacy muszą finansować.

"Doświadczenia krajów, które miały do czynienia z falami masowej i niekończącej się migracji, wskazują, że pierwotna empatia przeradza się w niechęć, która może narastać, natomiast współczucie i chęć pomocy będą się zmniejszać" – mówił ekonomista z SGH. Według niego jeśli system finansowania nie zostanie zmodyfikowany, to transfery pomocowe zaczną być traktowane jako dodatkowe źródło dochodów zarówno dla uchodźców, jak i osób udzielających pomocy. Podkreślił też, że oferowana pomoc ze środków publicznych pochodzi z długu, zaś prywatna pomoc to często oszczędności polskich rodzin. Dodał, że nie należy zapominać o społeczno-ekonomicznym koszcie udzielanej pomocy.

Zdaniem Bartoszewicza wielu Polaków, którzy przyjęli uciekinierów pod swój dach nie miało świadomości, że taka sytuacja może trwać miesiącami. "Przecież, nie wiadomo jak szybko uchodźcy znajdą pracę, czy będzie ich stać na wynajęcie mieszkania" - wskazał. Poza tym - jak powiedział - wynajem mieszkań uchodźcom wiąże się z ryzykiem, ponieważ "jak taki wynajmujący, który poszedł za głosem serca, ma wypowiedzieć umowę?"

W opinii eksperta Polsce nie da się uciec od tworzenia ośrodków dla uchodźców. Zwłaszcza jeżeli wojna w Ukrainie będzie się przeciągać, co oznaczać będzie znaczny wzrost liczby przyjeżdżających.

Ponadto - ocenił rozmówca PAP - profesjonalizacja systemu wsparcia potrzebna jest do zapewnia bezpieczeństwa polskim obywatelom, ale również uchodźcom. "Za osobami skrzywdzonymi, potrzebującymi pomocy, idą ludzie, którzy niekoniecznie mogą mieć dobre intencje. Mowa jest tu zarówno o przestępczości importowanej, jak też tej, która generowana jest na zjawisku migracji – handel ludźmi czy kradzieże" - wyjaśnił.

Dodał, że wyzwaniem mogą okazać się "wystrzelani mężczyźni", którzy dołączą do kobiet i dzieci będących już w Polsce. "Ich traumy i rozgoryczenie sytuacją życiową mogą być pożywką do zachowań aspołecznych i patologii. Wygeneruje to ogromne koszty dla polskiego społeczeństwa i przerodzi się w antagonizmy na tle narodowym" - powiedział.

Według dr Bartoszewicza przy rządzie RP powinien powstać interdyscyplinarny zespół specjalistów od zarządzania kryzysowego, który będzie obserwował sytuację i na bieżąco podejmował decyzje. "Psychologowie, socjologowie, ekonomiści, eksperci od rynków pracy i nieruchomości a nawet specjaliści od dyplomacji powinni wspomóc rząd w ocenie skutków społecznych i ekonomicznych fali uchodźczej, a przede wszystkim w przygotowaniu i wdrażaniu systemowych rozwiązań w zakresie pomocy" – wyjaśnił.

Zauważył, że w społeczeństwie polskim pojawia się także strach przed wojną, a nierozważne działania polityków, narracja wojenna, ale przede wszystkim identyfikacja konfliktu z pojęciem „naszej wojny” lub „wojny w naszym imieniu” potęgują te lęki. "Polacy wiedzą jak kosztownym zjawiskiem jest wojna. Śmierć milionów w czasie ostatniej wojny światowej do tej pory jest traumą narodową. Najgorszym ze scenariuszy jest rozlanie się konfliktu rosyjsko-ukraińskiego na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej" - powiedział.

Bartoszewicz podkreślił też, że brak opanowania w języku naszych polityków, licytacja w narracji wojennej może kosztować nas nie tylko np. osłabienie złotego, czy też odpływ kapitału zagranicznego, ale także rozlanie się konfliktu poza granice Ukrainy na terytorium Polski. "Ten scenariusz to zagrożenie dla 38 mln Polek i Polaków, jak i dwóch milionów uchodźców, którzy potraktowali nasz kraj jako bezpieczne miejsce ucieczki przed wojną. To wielka nasza odpowiedzialność i prawdziwa rola w tym konflikcie" - podsumował.

Od 24 lutego, kiedy Rosja zaczęła inwazję na Ukrainę, do Polski wjechało z Ukrainy ponad 2 miliony osób, głównie kobiet i dzieci.

Ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa gwarantuje m.in. legalność pobytu obywatelom Ukrainy, a także ich małżonkom niemającym obywatelstwa ukraińskiego, którzy przybyli z Ukrainy do Polski od początku rosyjskiej inwazji.