Po pierwsze, po ponad czterech latach obowiązywania podatku można już ocenić jego skutki i porównać je z założeniami. Po drugie, pandemia wywołała radykalną zmianę warunków funkcjonowania sektora bankowego. Mam na myśli kryzys wywołany decyzjami o zamrożeniu gospodarki, zwiększenie podaży pieniądza w wyniku programów pomocowych i drastyczny spadek stóp procentowych. I po trzecie, 22 czerwca 2020 r. rząd Słowacji podpisał porozumienie z miejscowym związkiem banków, zakładające zastąpienie podatku zobowiązaniem ze strony kredytodawców do większego finansowania gospodarki. mBank działa na Słowacji w formie oddziału i w ostatnich latach był ofiarą podwójnego opodatkowania podatkiem bankowym: płaciliśmy go według formuły słowackiej w Bratysławie i od aktywów generowanych na Słowacji w Warszawie.

W krajach zachodnich ten podatek miał być rekompensatą za środki budżetowe skierowane na ratowanie banków zagrożonych upadłością w wyniku kryzysu finansowego 2008‒2010 albo pobierano go w celu budowy dodatkowego funduszu na wypadek przyszłego krachu. W Polsce nie było kryzysu bankowego, przynajmniej w sektorze komercyjnym. Nie było zatem żadnego tytułu, aby budżet państwa miał „odzyskiwać” jakiekolwiek środki, u nas cel był wyłącznie fiskalny. Jak to określono w pierwszym zdaniu uzasadnienia ustawy: celem „jest pozyskanie dodatkowego źródła finansowania wydatków budżetowych, w szczególności wydatków społecznych”.

W większości krajów podstawą opodatkowania nie są aktywa banków, lecz pasywa pomniejszone o fundusze własne i depozyty objęte systemem gwarancyjnym. Takie rozwiązanie zastosowano m.in. w Austrii, Holandii czy Wielkiej Brytanii. W tej ostatniej podstawę opodatkowania obniżono ponadto o aktywa płynne i zastosowano kompensowanie aktywów i zobowiązań wobec tego samego kontrahenta. Takie rozwiązanie ma zmniejszać skłonność do ekspansji w oparciu o finansowanie typu hurtowego (np. depozyty krótkoterminowe o bardzo wysokich kwotach), ukierunkowując je na dostosowanie aktywów do bardziej stabilnych, rozproszonych depozytów detalicznych. W takim modelu bank nastawiony na pozyskiwanie dużej liczby drobnych depozytów od gospodarstw domowych i rozwijanie w oparciu o nie aktywności kredytowej może swobodnie zwiększać rozmiary działalności bez negatywnych konsekwencji podatkowych. W przyjętym u nas, dość topornym modelu każde zwiększenie aktywów kredytowych pociąga za sobą konieczność zapłacenia podatku, a więc i jego uwzględnienia w kalkulacji opłacalności, a w ślad za tym, w marżach.